Geotermalne szaleństwo
Jak donosi dodatek \"Gazety Wyborczej\" w Łodzi, powiedział on, że uczelnia ta planuje budowę Centrum Sportowo–Edukacyjnego zasilanego energią pozyskaną z ziemi. W ślad za tym rektor Politechniki Łódzkiej prof. Stanisław Bielecki (specjalista w zakresie chemii spożywczej) dwa tygodnie temu podpisał porozumienie o wzajemnej współpracy z prezydentem Łodzi Jerzym Kropiwnickim (ekonomista i polityk) w sprawie utworzenia pierwszej stacji geotermalnej w tym mieście. Łączny koszt inwestycji wyniesie 129 milionów złotych. Jak z powyższego zestawienia widać, wśród decydentów w tej sprawie - specjalistów od geotermii brak. Oczywiście, od polityków nie sposób wymagać wykształcenia w każdej dziedzinie, ale można oczekiwać, by przy podejmowaniu decyzji dysponowali przynajmniej opiniami kompetentnego środowska z odpowiednim przygotowaniem zawodowym i naukowym. Tymczasem tutaj nic o takich analizach i studiach nawet się nie wspomina.
Za przykładem Uniejowa
W informacjach na ten temat wszyscy powołują się na pozytywne w tym zakresie doświadczenia w Uniejowie, położonym ok. 50 km na zachód od Łodzi. Tutaj w 1978 roku znany naukowiec z zakresu hydrogeologii dr Zdzisław Płochniewski z Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie na podstawie wcześniejszych wyników uzyskanych z wierceń poszukiwawczych ropy naftowej zaprojektował pierwszy otwór hydrogeologiczny o głębokości ok. 2 tys. metrów. Dalsze prace badawcze na początku lat 90. tych minionego stulecia prowadził Zakład Geotermii Surowców Energetycznych AGH w Krakowie pod kierunkiem prof. W. Góreckiego. Zakończyły się pełnym sukcesem. Uzyskano wydajność ujęcia 120 m sześciennych na godzinę, przy temperaturze wody 68 °C. Zasolenie 7 g na litr wody jest stosunkowo niewielkie i pozwala wykorzystać ją również do ogrzewania miasta. Łączna moc elektrowni wynosi 5,6 MW, z czego 3,2 MW uzyskiwane jest z kotłów olejowych. Około 40 proc. energii pochodzi z ujęcia geotermalnego. Baseny balneologiczne to osobna i wielce rozbudowana baza, przynosząca dodatkowe dochody dla miasta. Blisko 70 proc. budynków jest ogrzewanych z tego źródła znacznie obniżając koszta przeznaczonych na ten cel klasycznych źródeł energii. Pod tym względem Uniejów jest przykładem powodzenia prowadzonych w sposób profesjonalny poszukiwań geotermalnych.
Urodzaj na geotermalne cuda
Niestety, niski poziom wiedzy na ten temat wśród polskich elit politycznych, gospodarczych i naukowych sprawia, że uznają one za rzecz prawdopodobną uzyskanie takich samych, a może i znacznie większych efektów w każdym miejscu w Polsce, w którym tego zapragną. Pozornie wydaje się, że cóż w tym trudnego? Wszak wystarczy, gdzie się zapragnie zrobić tylko otwór, aby trafić na „wodonośne pokłady”, z których woda (pochodząca nie wiadomo skąd) będzie do nas płynąć w nieskończoność dostarczając nam energii, ile tylko dusza zapragnie.
Tego rodzaju propaganda utytułowanych ignorantów, których dopuszcza się do wszelkiego rodzaju mediów, czyni spustoszenia w świadomości przeciętnego czytelnika, widza i słuchacza, który czerpie z nich podstawową wiedzę na ten temat. Jest coś magicznego i surrealistycznego w tym procederze, w którym gardzi się podstawową literaturą naukową i zawodową na ten temat, zawierzając całkowicie tym, którzy głośno i pewnie głoszą niesprawdzone teorie posługując się wysokimi tytułami naukowymi, które nie mają jednak żadnego związku z geotermią. Opór, jaki w tej sprawie przejawiał dotąd rząd i Ministerstwo Środowiska, można przyjąć z uznaniem. Nie mniej ostatnie zachwyty „Gazety Wyborczej” nad łódzkim projektem zdają się wskazywać, że również w tych środowiskach toruńska idea \"geotermalnych cudów” zaczyna sobie torować drogę na zasadzie konkurencji medialnej. Wszystko to źle wróży polskiej gospodarce, geotermii i ekonomii.
Odważny blog Andrzeja Szczęśniaka
Jako jeden z niewielu specjalistów z zakresu energetyki Andrzej Śzczęśniak na swoim blogu w dniu 10 maja tego roku wyśmiał poglądy prof. Kozłowskiego w sprawach geotermii, które ten przedstawił na panelu energetycznym w Sejmie zorganizowanym przez posła Bogusława Kowalskiego. Autor bloga zaznaczył jednak, że nie jest geologiem, zastrzegł, że brak mu fachowej wiedzy na ten temat, lecz zauważył, że podawane przez profesora dane nie zgadzają się z informacjami pochodzącymi z Parlamentu Europejskiego. Tu chciałbym dodać, że nie zgadzają się one też z oficjalnymi danymi na ten temat podawanymi przez Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie na jego stronach internetowych. Dlaczego tak się dzieje? Ano, dlatego, że profesorowie ci mają zaliczony na studiach przedmiot z ekonomii marksistowskiej, która jak wiadomo głosiła, że jeżeli rzeczywistość nie zgadza się z tezami głoszonymi przez marksistów, tym dla niej gorzej. Pocieszające, że nie wszyscy dadzą się zakrzyczeć i wmówić w siebie elementarne niedorzeczności, którym z wygody i braku wiedzy na ten temat przytakuje szeroka publiczność na czele z politykami wszelkiej orientacji.
Łódzkie szanse
Ponieważ nauki geologiczne, a szczególnie hydrogeologia, czyli nauka o wodach podziemnych powszechnie uznawane są za tajemne i nieścisłe, więc każdy może wypowiadać się z jakimś prawdopodobieństwem na sukces. Łódź w strukturze geologicznej Polski położona jest podobnie jak Toruń na skłonie Wału Kujawsko – Pomorskiego, w jego południowym przedłużeniu nazwanym Niecką Mogileńską – Łódzką. Podobnie jak w Toruniu, tak i tutaj są szanse na znaczące dopływy wody ze szczelinowatych piaskowców występujących również na głębokościach ok. 2 tys. metrów, co przekłada się na temperaturę kilkudziesięciu stopni Celsjusza. Planowane wiercenie do 4 tys. metrów to czysta strata pieniędzy, które można wydać na bardziej konkrety cel. Wiara w to, że na głębokości tej są niezmierzone „pokłady gorącej wody” jest wręcz dziecinna.
Warto, aby profesorowie od ekonomii, żywności i mechaniki zajrzeli do swoich zakurzonych książek ze szkoły średniej, gdzie w podręczniku geografii z pierwszej klasy narysowany jest obieg wody w przyrodzie. Widać na nim, że wód podziemnych jest tyle, ile wsiąknie opadów w glebę i głębiej. Innych wód podziemnych o znaczeniu gospodarczym nie ma. Dotyczy to też wód geotermalnych. Proces zasilania wodami opadowymi wód podziemnych powoduje, że przy racjonalnym ich wykorzystaniu stanowią one niewyczerpalne źródło wody eksploatowanej przy pomocy różnego rodzaju studni. To nie żadna magia powoduje, że wody termalne można ująć przy pomocy głębokich studni, lecz zwykłe krążenie wód opadowych. Tam jednak, gdzie są warstwy nieprzepuszczalne, tam tych wód nie ma i daremnie ich szukać. Na głębokości ok. 3 tys. metrów przekonali się o tym boleśnie inwestorzy z Torunia, gdzie zamiast wody o temperaturze ponad sto stopni, otrzymali (znacznie wyżej) wodę o temperaturze o połowę niższej, niż się spodziewano. W sumie łódzkie szanse oceniam tak samo, jak toruńskie.
Dlaczego zawodowcy milczą?
Wielce znaczące jest milczenie w tych sprawach Państwowego Instytutu Geologicznego w Warszawie oraz Zakładów Hydrogeologii AGH w Krakowie. Jest ono o tyle zrozumiałe, że nikt tych naukowców nie prosi o zdanie. Oni nie są politykami, którzy odpowiadają za wydawanie państwowych pieniędzy, więc nie wtrącają się w nie swoje sprawy. Pieniądze na wspomniane prace w Toruniu i w Łodzi nie pochodzą z ich budżetów, ani oni nie odpowiadają za ich wydawanie. Swojej wiedzy są pewni, a wielokrotnie dowiedli tego zarówno w swoich licznych publikacjach, jak i opiniowanych oraz wykonanych pod ich nadzorem inwestycjach. Są oni z nich dumni i nie ma potrzeby, aby zniżali się do dyskusji z profanami.
Opinia publiczna powinna wiedzieć
Głosem opinii publicznej są media. Nie mogą one przytakiwać i popierać państwowych projektów inwestycyjnych opartych na wiedzy magicznej, na demokratycznym głosowaniu, na przekonaniu większości itp., na argumentach natury politycznej, a nie zawodowej i naukowej. Czytam, że dla projektu łódzkiego będzie zawiązana austriacka spółka, dofinansowana ze środków UE. Czy nie ma polskich podmiotów, które mogłyby w sposób racjonalny uczestniczyć w tym projekcie? Czy trzeba ich szukać za granicą? Czy może polskie podmioty znalazłyby bardziej sensowne możliwości wydania tych pieniędzy, niż ich marnotrawstwo na łódzki projekt i stąd rezygnacja z ich uczestnictwa? Te pytania kieruję do Ministerstwa Środowiska i do Głównego Geologa Kraju, którzy nie mogą milczeć tak, jak naukowcy, gdyż to oni właśnie odpowiadają za sensowne wydawanie pieniędzy z budżetu na tego rodzaju cele. Opinia publiczna powinna wiedzieć, jakie jest zdanie rządu w tej sprawie. Powinna wiedzieć, że rząd nie popiera geotermalnych szaleńców, którzy żądają ogromnych sum z budżetu dla poparcia swoich abstrakcyjnych i amatorskich teorii.
Adam Maksymowicz