Gdynia: statki powstają mimo kłopotów
Stocznia Gdynia, zatrudniająca ponad 5 tys. pracowników, jest na skraju katastrofy: ma długi przekraczające miliard złotych, problemy z płynnością finansową, a dodatkowo grozi jej konieczność zwrotu pomocy publicznej, szacowanej na parę miliardów zł. Szansą na ratunek jest uzgodnienie z Komisją Europejską planu restrukturyzacji stoczni i jej szybka prywatyzacja. Polski rząd ma na to czas do 12 września - przypomina trójmiejska \"Gazeta Wyborcza\".
Do tej pory za firmę, która ma największe szanse na przejęcie stoczni, uznawany był ukraiński koncern ISD. Według wiadomości z ministerstwa skarbu państwa, pojawiło się jednak kolejnych dziewięciu chętnych. Negocjacje z nimi (ale także z ISD) mają rozpocząć się 24 lipca.
Tymczasem w stoczni normalnie trwa produkcja. W środę ochrzczono kolejny statek. Guadrian Leader to 200-metrowa jednostka do przewozu samochodów. Zamówiła ją firma Ray Car Carriers, należąca do izraelskiego biznesmena Ramiego Ungara - czytamy w \"GW\".
- Obecnie trwa produkcja pięciu kolejnych statków: dwóch kontenerowców i trzech kolejnych samochodowców. Planujemy, że w 2008 r. oddamy armatorom osiem statków o wartości 481 mln dolarów - powiedział \"Gazecie\" Janusz Wikowski, rzecznik stoczni.
Niestety, obecnie realizowane kontrakty są nierentowne, do każdego budowanego statku stocznia musi dopłacać kilkadziesiąt milionów złotych.