Gaz łupkowy, czyli koniec spekulacji
Prowadzona debata nad szansami polskiego gazu łupkowego coraz bardziej zmierza do konkretów. Jest to dobra wiadomość. W jakiejś mierze zamyka ona okres wstępnych bardzo skrajnych ocen i szans oraz możliwości jego wydobycia na dużą skalę. Drugi etap tej dyskusji rozpoczyna się od wypowiedzi prominentnych przedstawicieli PGNiG oraz rządu. Debatowano o tym w stolicy 14 listopada.
Rozważano już nie początkową kwestię, czy gaz ten jest, czy go nie ma, ale co zrobić, aby wydobyć go jak najwięcej, najtaniej i najmniej uciążliwie dla środowiska. Znamienna w tym zakresie stała się polemika pomiędzy dr. Jackiem Henrykiem Jezierskim wiceministrem środowiska i głównym geologiem kraju a Mikołajem Budzanowskim, wiceministrem gospodarki.
Dokumentowanie złóż
Według klasycznych praw obowiązujących w dokumentowaniu zasobów złóż i kopalin o możliwości ich eksploatacji mówi się dopiero po zakończeniu procesu dokumentacyjnego. Jest on długotrwały, żmudny i pracochłonny. Zwykle trwa on latami. Skład się on zasadniczo z trzech etapów:
• projektowania poszukiwań i badań,
• wykonania ich w terenie,
• podsumowania i opracowania wyników.
W zależności od wielkości zadania, każdy z tych etapów trwa od kilku miesięcy do kilku lat. Poszukiwanie gazu łupkowego, jest prowadzone na skalę krajową. Dlatego mówi się o 10-letnim okresie oczekiwania na wyniki jego poszukiwań.
W jakimś skrócie stanowisko to zaprezentował dr Jacek Jezierski. Z repliką w tej sprawie wystąpił wyżej wspomniany wiceminister gospodarki. W wielkim skrócie przekazana tu jego wypowiedź zmierzała do wniosków rzeczowych, a nie tylko formalnych.
Zarzucił on, stanowisku oczekiwania na wyniki, że nie uwzględnia ono zaistniałych faktów. Oto, gaz łupkowy już jest. Stwierdzono go przede wszystkim w otworze Łubień, gdzie zapalono tzw. flarę, czyli pochodnię spalającą odprowadzany gaz łupkowy. Zgodził się on natomiast z twierdzeniem, że nie wiemy, ile tego gazu mamy. Choć i w tej sprawie nie do końca był on przekonany. Powiedział, że już w 2014 roku nastąpi komercyjne wydobycie tego gazu na razie w niewielkiej ilości; 200 - 300 milionów metrów sześciennych. Od 2020 roku ma być liczony w miliardach.
Zaznaczył, że pierwszy otwór w Markowali był negatywny. Nie mniej i tam dopełniono wszystkich procedur związanych z ochroną środowiska i rekultywacją terenu. Podał też do wiadomości, że dotychczas w Polsce odwiercono ok. dziesięciu tego typu otworów, w których aktualnie trwają badania związane ze szczelinowaniem.
Dla porównania: USA we wrześniu tego roku wykonano 1970 tego rodzaju otworów (w całej UE ok. 120). Postulował on osiągnięcie w Polsce przynajmniej ok. 100 otworów rocznie.
Jak na nasze warunki są to zamierzenia znaczące. Tym bardziej, że każdy z tych otworów to wydatek rzędu setek milionów dolarów. Kapitały te trzeba dopiero pozyskać. Jest to o tyle jednak trudne, że każde poszukiwania niosą za sobą ryzyko negatywnych wyników. Zasygnalizował, że blokada poszukiwań za gazem łupkowym przez UE jest możliwa, ale tylko wypadku naruszenia przepisów o ochronie środowiska. Jak dotychczas tego rodzaju zastrzeżeń nie było.
Intensyfikacja działań
Wspomniane wyżej działania wiceminister Mikołaj Budzanowski określił mianem intensyfikacji. Dyplomatycznie pominął on postulat skierowany do swego adwersarza, czyli głównego geologa kraju, o równoległą intensyfikację prac dokumentacyjnych. Nie mogą one w zaciszu laboratoriów i gabinetów trwać latami. Geologia surowców musi dotrzymać kroku technice poszukiwań i badań terenowych.
Nie jest to tylko wymóg nowoczesności. Jest to wymóg intensyfikacji i szybkości działań. Za granicą dokumentacja geologiczna zasobów już dawno straciła swój charakter „łopatologicznego” wyjaśniania wszystkich zjawisk, zależności, zagrożeń i opisów oraz dyskusji nad niewyjaśnionymi do końca jej zagadnieniami. Krótko mówiąc przestała ona mieć charakter studium naukowego, a przeszła do liczby, zestawień, map i przestrzennych obrazów wyników badań. Kto chce ją dokładniej zrozumieć, ten musi się trochę na tym znać i wiedzieć, co oznaczają współczynniki, wskaźniki, tabele, parametry itp. wymagania techniczne. Dokumentacja taka jest zwykle kodowana w systemie komputerowym, który sam zestawia odpowiednie liczby i cyfry po ich uprzednim wprowadzeniu do jego systemu.
Oczywiście, można to jak dawniej robić ręcznie przy komputerowym wsparciu poszczególnych elementów tej dokumentacji. To jednak wtedy wymaga czasu, lub przynajmniej dobrej koordynacji i zatrudnienia sporej ilości ludzi. Tak, czy inaczej wykonanie dokumentacji geologicznej musi być zintensyfikowane.
Najlepiej, aby wraz z zakończonymi badaniami na drugi już dzień była ona gotowa do przekazania odpowiednim służbom w celu podjęcia na jej podstawie eksploatacji. Wszystko to jest możliwe pod warunkiem, że dokumentowaniem zajmą się kompetentni fachowcy. Znając systemy informatyczne, jak i niezbędne dane potrzebne do zatwierdzenia takiej dokumentacji, nie będzie to dla nich stanowiło żadnego problemu. Tak dziej się w USA, gdzie dokumentacja geologiczna jest zbiorem komputerowych wydruków.
Mało mamy czasu
Geolodzy przywykli do liczenia czasu w milionach lat starają się w jakiejś mierze sceptycznie odnosić do wszelkiego pośpiechu. Tym razem potrzeba utrzymania amerykańskiego tempa staje się niezbędna. Wynika to przede wszystkim z potrzeby zapobieżenia nadciągającemu kryzysowi.
W kryzysowej sytuacji trzeba obniżać koszta eksploatacji. Trzeba tworzyć systemy niezależne od innych krajów, przynajmniej o ile to jest możliwe tańsze i bardziej wydajne. Gaz łupkowy wydaje się spełniać te wymagania. Jest prawie pewne, że będzie on dużo droższy od aktualnie wydobywanego surowca z własnych złóż. Jeżeli nawet osiągnie on ceny gazu importowanego, to przynajmniej cena ta będzie w jakiejś mierze wymierna, a nie zależna od zagranicznego dostawcy.
W sumie jest mało czasu na zagospodarowanie złóż tego gazu. Im szybciej to nastąpi tym lepiej.
Koniec spekulacji
Podczas dotychczasowych badań za gazem łupkowym nigdzie nie wystąpiły żadne zakłócenia związane z ochroną środowiska. W jakiejś mierze wyniki te do lamusa odsyłają wszystkie prowadzone na ten temat spekulacje. Podczas niedawnej internetowej sesji trwającej 140 godzin zapytano naszych rodaków o ich stosunek do gazu łupkowego. W tym swego rodzaju referendum wzięło udział ok. 25 tysięcy osób. Jednoznacznie za prowadzeniem dalszych poszukiwań gazu łupkowego wypowiedziało się ok. 16 tysięcy. W szerszym sondażu ok. 73 procent Polaków opowiedziało się za eksploatacją naszego gazu łupkowego. Są to dane zamykające wszelkie medialne spekulacje eksponujące nieistniejące i na ogół wydumane zagrożenia.
Pięta Achillesa
Publiczne spory rządowych urzędników byłyby może mało interesujące, gdyby nie dotyczyły tak fundamentalnych spraw dla naszego bezpieczeństwa energetycznego. Rola surowców energetycznych jest dla niej nie do przecenienia.
Węgiel kamienny i brunatny mimo, że decydują o naszym bezpieczeństwie energetycznym, nie wywołują takich emocji, jak gaz łupkowy. Gaz ziemny, czy tego chcemy, czy nie jest „piętą Achillesową” gospodarki. O obu rodzajach węgla wiele wiemy. Mamy zasoby przygotowane na setki lat. Natomiast, jak dotychczas płacimy grube miliardy za import gazu, którego na dodatek „kurek” w najmniej dla nas korzystnej sytuacji może być zawsze zakręcony.
Gaz łupkowy występuje u nas w utworach syluru i ordowiku (wiek ok. 0,5 miliarda lat), które zalegają na głębokości ok. 3 km po powierzchnią prawie dwu trzecich naszego kraju. Na pocieszenie można spodziewać się, że wraz z gazem łupkowym wystąpi tego samego rodzaju ropa naftowa. Lepiej jednak na to nie liczyć, a w przyszłości być może nastąpi i w tej sprawie podobne „zaskoczenie”, jak z gazem łupkowym...
Czytaj więcej:
Bruksela: do marca w PE kolejny raport o gazie łupkowym