Galop cen węgla szybko ustanie
fot: Bartłomiej Szopa/ARC
Od początku roku ceny kontraktów na dostawy węgla na przyszły rok spadły o 25 proc
fot: Bartłomiej Szopa/ARC
Jesienna galopada światowych cen węgla, zwłaszcza koksującego, ekscytuje eksporterów, ale polscy górnicy nie mają powodów do przedwczesnej radości. Większość analityków jest zgodna, że zwyżki będą nietrwałe, być może spekulacyjne. Po drugie, dotyczą transakcji bieżących na dalekim rynku Azji i Australii, który ma bardzo ograniczony wpływ na kontrakty w naszym górnictwie i energetyce.
Z rumieńcami autorzy światowych indeksów węglowych odnotowują ciągły pochód cen surowca w górę. Źródłem ekscytacji są wieści z terminali w australijskim porcie Newcastle, gdzie na bieżąco raportuje się ceny tzw. transakcji spotowych w eksporcie zamorskim do Azji. Po węglu koksującym, którego ceny potroiły się od listopada zeszłego roku (gdy dramatycznie sięgnęły samego dna), w górę ruszył dość niespodziewanie węgiel energetyczny.
Przed tygodniem sensacją było przebicie przez surowiec dla elektrowni granicy 100 dol./t. W miniony poniedziałek ceny węgla energetycznego wyniosły w Australii 97,55 dol./t, czyli aż o 27 proc. więcej niż na początku października i prawie dwukrotnie więcej niż w zeszłym roku! Po raz ostatni trzycyfrowe ceny za taki węgiel płacono w porcie Newcastle w maju 2012 r.
Za węgiel koksujący trzeba zapłacić już 245,50 dol./t (o 15 proc. więcej niż na początku miesiąca).
Chiny potrafią zaskoczyć świat...
Skąd takie zwyżki na rynku, który od kilku lat pogrąża się w marazmie, doprowadzając do spektakularnych bankructw kompanii górniczych od USA, przez Europę po antypody? Agencje odnotowują przyczyny polityczno-gospodarcze, a mianowicie tegoroczne decyzje władz w Pekinie, które w procesie restrukturyzacji swojego przemysłu ograniczyły czas pracy chińskich kopalń z 330 do 276 dni w ciągu roku. Postanowiły też zlikwidować najbardziej niebezpieczne i niewydajne zakłady górnicze. Dodatkowo w lipcu sytuację skomplikowały niespodziewane ulewne deszcze w Azji i Australii, które sparaliżowały transport surowca, gwałtownie podbijając popyt. Nic dziwnego, że chińska Państwowa Komisja Rozwoju i Reform (wbrew niedawnemu kursowi na ochronę klimatu w związku ze szczytem COP21 w Paryżu) nagle wezwała budowniczych nowych kopalń węgla, by przyspieszyli roboty i jak najszybciej przystąpili do wydobycia węgla, by sprostać popytowi na prąd i ogrzewanie jeszcze przed zimą.
Chiny mają kluczowe znaczenie, bo zużywają około połowy światowego wydobycia węgla. A gospodarka Państwa Środka - mimo spowolnień - ciągle rośnie w tempie 6-7 proc. rocznie, którego zazdrościć może większość rozwiniętego świata.
Ostrożnie z tym optymizmem!
Eksperci są jednak wyjątkowo ostrożni i przestrzegają przed optymizmem. Niektórzy szepcą o zmowie i bańce spekulacyjnej na chińskim rynku budowlanym. Nie wróżą wysokim cenom trwałości dłuższej niż do końca pierwszego kwartału 2017 r. Podkreślają też, że cenom węgla, choć obecnie zwyżkują, daleko jeszcze do rekordów sprzed pięciu lat. Przypominają, że w 2011 r. węgiel energetyczny sprzedawano w szczycie cenowym za 140 dol./t, a węgiel koksujący z australijskiego zagłębia Queensland pobił wówczas rekord wszech czasów i kosztował... 335 dol./t.
Chociaż ruchy cen węgla mają bezpośrednie znaczenie dla walczących z kryzysem branży górników w Australii, sceptycznie o obecnych wzrostach wypowiedział się niedawno na łamach The Guardian ekonomista Narodowego Banku Australii NAB Alan Ostler. Ostrzegał, że ruchy cen węgla mają tradycyjnie niestabilny charakter i przypomniał, że nic już nie zawróci czasu na antypodach do 2014 r., odkąd wydobycie kopalń węgla systematycznie spada.
- Presja światowa na podnoszenie opłat za emisję dwutlenku węgla, zgodnie z umową klimatyczną ze szczytu paryskiego COP21, spowoduje trwałe dławienie popytu na węgiel - ocenił Ostler. Pesymistą jest też Ben Davis, brytyjski analityk europejskiego górnictwa w agencji Liberum Capital Ltd., który zauważa, że Chiny niespodziewanie zwiększą własną produkcję paliwa, nie oglądając się na resztę świata i drożejące dostawy z importu.
- Spodziewam się wielkich strat, gdy węgiel energetyczny nagle zacznie tanieć jeszcze szybciej, niżby to wynikało z tempa ostatnich podwyżek - przestrzega Davis.
Europa i Polska daleko
Sceptycyzm ten odbija się w kluczowym dla Europy indeksie cen w portach Amsterdamu, Rotterdamu i Antwerpii (ARA), gdzie węgiel energetyczny (w dużej części z dostaw rosyjskich) też wprawdzie drożeje, ale kosztuje najtaniej na globie (ostatnio 80,88 dol./t w porównaniu do 85,08 dol./t w afrykańskich portach RPA).
Jak przypomina dr inż. Urszula Ozga-Blaschke z Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, jeszcze większy dystans od australijskiego ożywienia dzieli nasze rodzime spółki wydobywcze, które - podobnie jak kompanie górnicze na świecie - bazują w handlu na długoterminowych kontraktach (a nie natychmiastowych transakcjach typu spot). Nadto nie uporały się wciąż z nadprodukcją zalegającą na zwałach i nie odczuły jeszcze nawet podwyżek, a być może skorzystają z nich dopiero w przyszłości.