W pewnym domu wariatów pensjonariusze nagle wszczęli zamieszki. Zaczęli rozbijać sprzęty, niektórzy próbowali uciekać, wypuścili najbardziej agresywnych pacjentów, sanitariusze nie potrafili sobie dać rady... Wreszcie pojawiło się żądanie: „Chcemy wydania w nasze ręce ordynatora!”. Budynek zamknięto z zewnątrz i nikt nie wiedział co dalej? I wtedy pojawił się jeden z nielicznych pacjentów nie biorących w zamieszkach udziału. Zaproponował pomoc w uśmierzeniu buntu. Po chwili wahania, postanowiono na to przystać. Pacjent wszedł do budynku. Wrócił po pół godzinie z informacją, że bunt się skończył.
- Jak pan tego dokonał? - dopytywał zdumiony personel.
- Dość łatwo. Na ścianie w świetlicy narysowałem poziomą kreskę i obiecałem, że ten, kto ją przeskoczy, dostanie ordynatora w swoje ręce...
Po kopalniach w Bytomiu zostały wspomnienia i zdjęcia...
Jeszcze w latach 90. XX wieku w krajobrazie Bytomia dominowały kominy zakładów przemysłowych i produkcyjnych, które tworzyły trzon bytomskiej gospodarki. Dzisiaj po większości zakładów jak: huty, elektrownie, kopalnie węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także karbidowni, browaru i wielu innych zakładach pozostały tylko wspomnienie i zdjęcia. Historię nieczynnych już zakładów przemysłowych i produkcyjnych przedstawił podczas prelekcji „Dawne Zakłady Przemysłowe i Produkcyjne na terenie Bytomia” bytomski historyk Tomasz Sanecki.