Ewakuowano lotnisko w Pyrzowicach

Pyrzowice

fot: ARC

Zauważenie podejrzanej przesyłki spowodowało w środę alarmową ewakuację lotniska w Pyrzowicach

fot: ARC

Służby ochrony śląskiego portu lotniczego w Pyrzowicach podjęły w środę około 9 rano decyzję o nagłej ewakuacji pasażerów i personelu. Blisko tysiąc osób, w tym pasażerów i pracowników, zostało wyprowadzonych z zabudowań lotniska. Po trzech godzinach alarm okazał się fałszywy.

 

W jednej z walizek zauważono podejrzany przedmiot przypominający granat.

- Każdy bagaż jest prześwietlany i trakcie właśnie takiej rutynowej kontroli zauważono dziwnie wyglądającą rzecz - poinformował rzecznik lotniska Cezary Orzech w wypowiedzi dla IAR.

 

Dodał, że ewakuowani pasażerowie czekali do południa na parkingu przed terminalem. Natomiast samoloty przylatujące stały z pasażerami na płycie lotniska. Najbliższe odloty będą odbywały się z kilkugodzinnym opóźnieniem.

Przedmiotem przypominającym granat zajęli się pirotechnicy i straż graniczna. Właścicielem bagażu był kilkuletni chłopiec, obywatel Niemiec a "granat" - jak nieoficjalnie dały do zrozumienia służby portu lotniczego - okazał się militarną zabawką.

 

- Alarm był fałszywy, ale służby nie mogą w takich przypadkach postąpić inaczej - wyjaśnił w wypowiedzi dla Polskiego Radia rzecznik Orzech.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.