Ewa Kierzkowska: Nie tylko urok munduru...
fot: Jolanta Talarczyk
fot: Jolanta Talarczyk
Świętowała Pani Barbórkę z górnikami kopalni „Sośnica-Makoszowy”. Jakie wrażenia z tej uroczystości zabierze Pani do Warszawy?
- Nigdy wcześniej nie byłam na Barbórce. Jestem wzruszona i zaszczycona, że mnie zaproszono. Pierwsze wrażenie z tego górniczego święta przywołuje wspomnienie z uroczystych spotkań straży pożarnej, które przebiegają w podobny sposób. Pochwalę się, noszę mundur ochotniczej straży pożarnej i jestem z tego dumna. Ceremonia ze szpadami górniczymi jest wyjątkowa, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Istotą zawodu górnika nie jest jednak galowy ubiór, lecz męstwo i etos pracy. Górniczy mundur, moim zdaniem, symbolizuje solidarność zawodową i rzetelność, a także pomaganie sobie i absolutne przekonanie, że na współtowarzysza codziennej pracy można liczyć w każdej sytuacji. Mimo intensywnych przemian zachodzących w Polsce, górnictwo jest najważniejszą gałęzią naszej gospodarki. Od węgla zależy bezpieczeństwo energetyczne. Postęp technologiczny nie zmienia faktu, że potencjałem górnictwa jest i pozostanie człowiek.
W hali zabrzańskiego MOSiR–u były kobiety w górniczych mundurach, ale nie było tych, którym kopalnia na zawsze zabrała kogoś bliskiego. Gdyby przy świątecznie zastawionych stołach siedziały wdowy po górnikach, to co by im Pani Marszałek powiedziała?
- Mam przed oczami obraz kobiet czekających przy kopalnianych bramach na wiadomość o mężach, braciach czy ojcach. To jest straszne. I co byśmy w takiej chwili im nie powiedzieli, to nie jesteśmy w stanie oddać tego, co one czują. Śmiertelny wypadek kogoś bliskiego jest tragedią, którą będą niosły przez całe swoje życie. Na Śląsku znaczenie rodziny jest wyjątkowe i to jest zasługą kobiet, które zawsze są myślami przy swoich mężczyznach, a zwłaszcza, gdy dzieje się coś niedobrego w kopalni. Nie ma takich słów, które przywróciłyby życie tym, którzy odeszli na wieczną szychtę, jak to się u Was mówi. Obecnie w komisji sejmowej jest ustawa o rentach rodzinnych dla wdów. Mam nadzieję, że posłowie bardzo starannie i rzetelnie zajmą się problem zabezpieczenia kobiet po wypadku śmiertelnym w pracy ich męża.
Od niedawna jest Pani wicemarszałkiem Sejmu. Co Panią obecnie najbardziej absorbuje w pracach parlamentarnych?
- Wicemarszałkiem Sejmu jestem od czerwca tego roku. Cenię sobie spotkania z ludźmi, dla mnie to jest wartość sama w sobie. Staram się słuchać, analizować i wyciągać wnioski. Dla mnie ważne jest, aby zadania wicemarszałka wypełniać sumiennie, rzetelnie i bezstronnie. Ta bezstronność jest szczególnie ważna podczas prowadzonych debat sejmowych. Bardzo mnie cieszy, że dziennikarze, sprawozdawcy parlamentarni moją bezstronność już dostrzegają i doceniają.
Dziennikarze nazywają Panią „szarą eminencją PSL”. Czy faktycznie ma Pani tak wielki wpływ na wicepremiera Waldemara Pawlaka, że to od Pani oceny zależy, jakimi sprawami lider waszej partii zajmuje się w pierwszej kolejności?
- Pan premier Pawlak jest dla mnie ogromnym autorytetem. To, że osiągnął taką pozycję polityczną, zawdzięcza sobie. Potrafi słuchać i przyjmować różne opinie z dużą powściągliwością i szacunkiem dla osób, które przedstawiają mu swoje racje. Decyzje podejmuje samodzielnie, chyba że są one zastrzeżone do rozstrzygnięcia przez organy statutowe naszej partii. To prawda, że często kontaktuję się z Panem premierem. Jestem wicemarszałkiem Sejmu i wiceprezesem PSL–u. Musimy wiele spraw uzgadniać na bieżąco. Wymaga tego również praca klubu parlamentarnego naszej partii. Może mnogość tych spraw i spotkań sprawiają wrażenie jakiegoś wyjątkowego mojego znaczenia. Bardzo sobie cenię, że Pan premier liczy się z naszym zdaniem, zasięga opinii swojego parlamentarnego klubu w wielu kwestiach. To nie jest częsta cecha polityków.
Jest Pani jedyną kobietą w klubie parlamentarnym PSL–u. W górnictwie także bardzo niewiele kobiet zajmuje kierownicze stanowiska. Niekiedy Panie żartują, że muszą sobie przykleić wąsy, żeby być dostrzeżone i traktowane z powagą. Czy damski parytet w wyborach parlamentarnych i samorządowych może być sposobem na zwiększenie obecności Polek w życiu publicznym?
- Mam nadzieje, że tylko na razie jestem jedyną kobietą w klubie PSL, i że to się wkrótce zmieni. Kobiety mają wiele ról do spełnienia. Gdy przychodzą z pracy, zajmują się domem, dziećmi i najzwyczajniej nie mają często już sił i czasu na politykę. Sądzę, że wprowadzanie parytetu i sztucznego wpychania na listy wyborcze kobiet, byłoby dla wielu z nich obraźliwe. Trzeba to zostawić indywidualnym decyzjom. Może paniom potrzeba więcej śmiałości i wiary we własne umiejętności. Na pewno potrzeba nam kobiecego solidaryzmu. Kobiety są wspaniałe i konsekwentne w działalności politycznej. Sądzę, że z biegiem lat będzie ich coraz więcej w samorządach i ławach parlamentarnych.