Europa w energetycznej wojnie USA z Rosją
Po całej UE rozlały się protesty transportowców i rybaków zirytowanych galopadą cen paliw. Politycy nawołują do obniżenia podatków od paliw. W tej atmosferze Moskwa chce upiec własną pieczeń i wybić UE z głowy pomysły ograniczenia energetycznej ekspansji Rosji - napisała „Gazeta Wyborcza”.
Gazprom grozi drożyzną
Na spotkaniu 6 czerwca ministrowie energetyki UE postanowili kontynuować prace nad przepisami zwanymi \"klauzulą Gazpromu\". Nie pozwolą one posiadać gazociągów takim koncernom spoza UE, które są jednocześnie producentami gazu. Rosyjski koncern, jeden z największych dostawców gazu spoza Unii, nie mógłby jednocześnie kontrolować rur transportujących ten surowiec.
Już kilka dni po spotkaniu ministrów UE Gazprom zaczął propagandową ofensywę, by ukręcić łeb nowym przepisom.
- Nie można nie wyrazić zaniepokojenia protekcjonistycznymi tendencjami, które zaczynają się pojawiać w UE. Tworzenie nowych ograniczeń w warunkach deficytu surowców energetycznych nie jest rozumną polityką - ostrzegł szef Gazpromu Aleksiej Miller w ostatni wtorek po spotkaniu z przedstawicielami europejskich koncernów energetycznych we francuskim mieście Deauville.
Rosjan niepokoją też starania UE o zakupy gazu od nowych dostawców spoza Unii. - Pragnienie Europy, by zróżnicować źródła energii, jest w pełni zrozumiałe. Jednak wydaje się, że te deklaracje są oparte na dziwnym poglądzie, że każdy wariant będzie lepszy niż dostawy od rosyjskich producentów energii - mówił Miller.
Gaz za rezygnację z solidarności
Gazprom twierdzi, że energetycznej ekspansji Moskwy sprzeciwiają się politycy, podczas gdy biznes chce zacieśniać związki z Rosją. - Mamy masę sprzymierzeńców wśród naszych europejskich partnerów. Będziemy koordynować wysiłki, aby przekonać eurokratów, by nie podcinali gałęzi, na której siedzą - zapowiedział w Deauville Miller.
Umacnianie sojuszy w Europie Gazprom zaczął już następnego dnia w Lipsku, gdzie obchodzono 35. rocznicę rozpoczęcia dostaw rosyjskiego gazu do Niemiec. Podczas tej uroczystości Gazprom i jego partnerzy z niemieckiego koncernu chemicznego BASF podpisali list intencyjny w sprawie nowego kontraktu na dostawy przez kolejne 35 lat 500 mld m sześc. gazu z Rosji. To największy kontrakt w historii handlu gazem między oboma krajami.
Ale nic za darmo. Miller stwierdził w Lipsku: - Jestem szczególnie zaniepokojony przedstawianymi niedawno w Niemczech inicjatywami promowania koncepcji tzw. energetycznego NATO, choćby nosiły inne nazwy.
Z pomysłem paktu energetycznego zobowiązującego państwa UE do solidarnej reakcji na ograniczenia dostaw gazu wystąpił pod koniec maja Andreas Schockenhoff, wiceszef frakcji CDU/CSU w Bundestagu i jednocześnie pełnomocnik rządu Niemiec ds. stosunków z Rosją. Pomysł przypomina koncepcje solidarności energetycznej UE znane jako \"pakt muszkieterów\" albo \"energetyczne NATO\", które bezskutecznie dwa lata temu promował rząd PiS.
Gazprom wydaje się traktować chadeckie koncepcje jako kartę przetargową w biznesie. Dlaczego? Na zapowiedzianym w Lipsku megakontrakcie najbardziej skorzysta BASF, który w gazownictwie konkuruje z E.ON, największą niemiecką firmą energetyczną. Na rywalizację biznesową nakłada się polityczna - w BASF jest wielu menedżerów związanych z socjaldemokracją, a E.ON popiera chadecka kanclerz Angela Merkel.
E.ON jest od lat głównym partnerem Gazpromu, ale ostatnio koncerny nie mogły się dogadać w sprawie wspólnych interesów w Europie. Teraz Rosjanie jakby sugerują E.ON-owi i chadecji: jeśli nie zrezygnujecie z europejskiej solidarności, to zaostrzymy konkurencję na waszym własnym podwórku.
Niepokój w Waszyngtonie
Energetyczna ekspansja Rosji w Europie budzi zaniepokojenie w USA. - Potrzebujemy dyplomacji, aby wypracować wspólną strategię z państwami konsumentami energii w Europie, aby stawić czoło rosyjskiej dominacji - powiedział w ostatni czwartek Joseph Binden, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Senatu USA. Otwierał wtedy w komisji dyskusję na temat \"Ropa naftowa, oligarchowie i możliwości: energetyka od Azji Środkowej do Europy\". Dyskusja zorganizowana nazajutrz po triumfalnych obchodach rosyjsko-niemieckiej współpracy gazowej, a jednocześnie w Dzień Rosji, zirytowała Rosjan.
Amerykańscy eksperci podkreślali różnice między Gazpromem i zachodnimi koncernami energetycznymi. - Żadna z zachodnich firm nie jest tak ściśle związana z państwem jak Gazprom z Kremlem. Żadna zachodnia firma czy zachodnie państwo nie budowałoby gazociągów z taką polityczną kalkulacją i nie brałoby się do projektów, które nie mają komercyjnego uzasadnienia - mówiła Zenyo Baran z Hudson Institute. - Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy normalne zasady konkurencji rynkowej po prostu nie działają. Europa musi to sobie uświadomić i podjąć odpowiednie kroki wobec sponsorowanej przez państwo organizacji, która zamieniła gazociągi w narzędzie geopolityki.
Baran tłumaczyła, co czeka Europę, jeśli Gazprom zbuduje w terminie gazociągi Nord Stream przez Bałtyk i South Stream przez Morze Czarne. - Prawdopodobnie nie powstanie wtedy gazociąg Nabucco, niezależny od sieci Gazpromu, który miał dostarczać do Europy Środkowej surowiec ze złóż poza Rosją w Azji Środkowej. To umocni dominującą pozycję Rosjan na rynku. Europejscy konsumenci będą musieli rywalizować między sobą o rosyjskie zasoby, a to spowoduje wzrost cen i zapewni Rosji jeszcze większe wpływy. Ceny energii poszybują i Moskwa będzie mogła wymusić jeszcze większe koncesje polityczne za większe dostawy gazu. Wywieranie takiego wpływu nie wiąże się z dramatycznym zakręcaniem kurka z gazem, lecz z subtelną presją - mówiła Baran.