Elektromonter z Lubina buduje górnicze maszyny z...klocków Lego

Pasjonat lego kghm

fot: KGHM Polska Miedź

Marek Markieicz kolekcjonuje klocki Lego od dziecka, jednak modelarstwem zainteresował się 3 lata temu

fot: KGHM Polska Miedź

Pracownik Zakładów Górniczych Lubin buduje prawdziwe cacka - konstruuje maszyny górnicze z klocków Lego. O niecodziennym hobby elektromontera poinformował portal nettg.pl KGHM Polska Miedź S A.

Marek Markiewicz w wolnych chwilach zajmuje się budowaniem maszyn z klocków Lego. Ta niszowa w Polsce paska ma na świecie miliony pasjonatów i wbrew opinii nie jest to zamiłowanie tylko dla dzieci. Model podziemnej ładowarki kołowej Sandvika LH517L jest bardzo dobrze oceniany przez użytkowników LUGPOLU (serwis internetowy polskich użytkowników i fanów Lego), wzbudził zachwyt również wśród kolegów z pracy i pracowników Sandvika.

Trudność w zbudowaniu takiego modelu polega na ograniczeniu w dostępie do dokumentacji technicznej tych maszyn.

- Tworząc z Lego, budujemy z gotowych części i czasem trudno je dopasować, a o przycinaniu klocków nie ma mowy. Najważniejsze, aby model wyglądem i funkcjami był jak najbardziej zbliżony do oryginału - tłumaczy pan Marek.

Markieicz kolekcjonuje klocki Lego od dziecka, jednak modelarstwem zainteresował się 3 lata temu. Jest absolwentem Technikum Elektrycznego, ale bardziej interesuje się mechaniką pojazdów górniczych. Jak sam przyznaje, fascynacja maszynami górniczymi zaczęła się, gdy odbywał praktyki szkolne w kopalni.

Modele złożone przez pana Marka można obejrzeć na stronach internetowych: mocpages.com oraz na stronie lugpol.pl. a od 10 lipca na wystawie w Pałacu Kultury w Muzeum Nauki i Techniki w Warszawie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.