Ekopolityka - albo idea, albo pragmatyka, czyli...

fot: Andrzej Bęben/ARC

Okazuje się, że bogaci nie bardzo chętni są do finansowania redukcji emisji gazów cieplarnianych w krajach rozwijających się

fot: Andrzej Bęben/ARC

Do 15 czerwca w Bonn potrwa konferencja ONZ ws. zmian klimatycznych. To kolejna okazja do dalszych prac nad globalnym porozumieniem klimatycznym po 2020 r., które powinno zostać sfinalizowane w przyszłym roku. Unia Europejska zapowiada, że do października określi swój wkład do międzynarodowego porozumienia. Polska liczy, że unijne cele klimatyczne nie będą zbyt ambitne, bo oznaczałyby problemy dla europejskich gospodarek.

Dotychczasowe propozycje Komisji Europejskiej dotyczące wymogów klimatycznych po 2020 r. budzą sprzeciw strony polskiej.

- Polska sprzeciwia się mapie drogowej do roku 2050. Uważamy też, że obecne propozycje Komisji Europejskiej dotyczące horyzontu 2030 r. są nadmiernie ambitne i nie uwzględniają fiaska kolejnych konferencji klimatycznych - komentuje Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki.

Pierwszy pakiet energetyczno-klimatyczny zakłada plan 3x20, czyli
• redukcję emisji dwutlenku węgla o 20 proc.,
• zwiększenie o 20 proc. efektywności energetycznej oraz
• osiągnięcie 20-proc. udziału odnawialnych źródeł w wytwarzanej energii.

Komisja Europejska zaproponowała jednak bardziej ambitne cele: nakłania do redukcji emisji gazów cieplarnianych o 40 proc. w stosunku do roku 1990 i osiągnięcie 27-proc. udziału OZE. W energetycznej mapie drogowej (Energy Roadmap) dąży do m.in. dekarbonizacji, czyli wyeliminowania węgla jako paliwa energetycznego. Unijne projekty budzą kontrowersje, szczególnie w Polsce, gdzie głównym paliwem w elektrowniach są węgiel kamienny i brunatny. Polski rząd stoi na stanowisku, że Europa powinna zaczekać na deklaracje ws. klimatu ze strony innych państw, które są większymi emitentami dwutlenku węgla.

- Ograniczanie emisji gazów cieplarnianych to wielki wysiłek ekonomiczny. Tempo redukcji musi być dostosowane do tego, co postanowi świat, czyli do decyzji Stanów Zjednoczonych, Indii, Chin czy Rosji. To racjonalne podejście - uważa Janusz Steinhoff.

Jak podkreśla, Europa odpowiada za niewielki procent emisji i należy do najmniejszych emitentów na świecie. Zgodnie z wymaganiami przyjętymi w protokole z Kioto w latach 2008-2012 UE przekroczyła swój oficjalny cel redukcji dwutlenku węgla o ok. 4,2 mld ton. W drugim okresie (2013-2020) poziom emisji gazów cieplarnianych może być nawet o 24,5 proc. niższy niż 14 lat temu (zgodnie z protokołem powinien być o 20 proc. niższy).

- Trzeba przyjąć, że klimat to jest problem globalny, musi być globalnie załatwiony, a tempo redukcji emisji dwutlenku węgla w Europie musi być uzależnione od stanowiska kolejnych szczytów klimatycznych - mówi Steinhoff. - Prezydent USA Barack Obama przekazał ostatnio, że Stany Zjednoczone zamierzają zredukować emisję dwutlenku węgla do roku 2030 aż o 30 proc. To optymistyczny sygnał. Sądzę, że sojusznikiem Europy będą właśnie Stany Zjednoczone.

O możliwości narzucenia limitu emisji dwutlenku węgla wspominał też na trwających w Bonn rozmowach klimatycznych przedstawiciel władz chińskich, nie podał jednak żadnych konkretów.

Eksperci przestrzegają, że jeśli nad rozwiązaniem problemu klimatycznego nie będą pracowały wszystkie państwa w równym stopniu, a Europa pozostanie w awangardzie z najbardziej restrykcyjnymi wymogami energetyczno-klimatycznymi, zapłacą za to gospodarki państw członkowskich.

- Jedynym efektem bardzo restrykcyjnych norm emisji dwutlenku węgla w Europie będzie alokacja tych emisji do innych krajów i również alokacja części przemysłu ciężkiego. Inaczej mówiąc, europejskie huty przeniosą się na Ukrainę, do Federacji Rosyjskiej, Indii i Stanów Zjednoczonych. Tam będą produkowały stal i emitowały dwutlenek węgla, a my będziemy przywozić tę stal do Europy, dodatkowo emitując w trakcie transportu dwutlenek węgla, czyli byłoby to rozwiązanie co najmniej nieracjonalne - wyjaśnia Steinhoff.

Polska już znacząco obniżyła emisję dwutlenku węgla, redukując ją o 30 proc. w stosunku do 1988 roku, ale narzucane przez Komisję Europejską dalsze tempo redukcji destrukcyjnie wpłynie na energetykę i przemysł. Znaczące ilości dwutlenku węgla emituje przede wszystkim elektroenergetyka.

- W ramach pakietu klimatyczno-energetycznego już przyjęliśmy na siebie konieczność wprowadzenia odnawialnych źródeł energii na poziomie 15 proc. - tutaj Polska ma derogację do 2020 roku. To jest oczywiście kosztowna operacja. To wszystko wpływa na cenę energii elektrycznej. Natomiast bezdyskusyjna jest trzecia część pakietu, czyli obniżenie energochłonności gospodarki. Ta część jest symbiozą ekonomii i ekologii, tutaj akurat jedno z drugim nie stoi w sprzeczności - mówi ekspert.

Konferencja ONZ w Bonn trwa między 4-15 czerwca. Spotkanie stanowi okazję do dokonania dalszych postępów w kierunku globalnego porozumienia klimatycznego na okres po wygaśnięciu protokołu z Kioto, czyli po 2020 roku. Prace nad porozumieniem mają zostać sfinalizowane w przyszłym roku.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wojskowy pkp cargo

Przewoźnik pracujący dla kopalń z zyskiem netto po 6 miesiącach 117,8 mln zł

Zysk netto Grupy PKP Cargo przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej po 6 miesiącach 2026 r. wyniósł 117,8 mln zł - podała spółka w środowym raporcie finansowym. W II kw. br. ten zysk wyniósł 163,6 mln zł.

Energetyczna przyszłość to wielomiliardowe inwestycje na terenach poprzemysłowych

W Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zakończyła się kolejna edycja Energy Days. Było to wydarzenie poświęcone najważniejszym wyzwaniom, inwestycjom i technologiom kształtującym przyszłość sektora energii. Podczas konferencji Tauron poinformował o nowoczesnych projektach w czterech dotychczasowych lokalizacjach elektrowni konwencjonalnych. Chodzi o Jaworzno, Łagiszę, Łaziska Górne i Sierszę.

GZM: 5 października otwarcie ofert na 32 nowe pociągi

Na 5 października br. planowane jest otwarcie ofert we wspólnym przetargu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i samorządu woj. śląskiego na dostawę 32 pociągów - poinformował w środę przewodniczący zarządu GZM Leszek Pietraszek. Zamawiający dostali do tego zamówienia ok. 650 mln zł dotacji z UE.

Motyka: Prezydent walczy z nami kosztem polskich kierowców

Prezydent dzisiaj walczy z nami kosztem polskich kierowców - ocenił w czwartek w Poznaniu minister energii Miłosz Motyka. Polityk zaznaczył, że brak podpisu głowy państwa pod ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych oznacza wyższe ceny na stacjach benzynowych.