Dzień w kopalni bazaltu
fot: Jerzy Chromik
Plany Kopalni Bazaltu Lubień zakładają w przyszłym roku zwiększenie produkcji do poziomu 800 tysięcy ton.
fot: Jerzy Chromik
Nieobeznanych z górnictwem skalnym ta gałąź wydobycia może zaskakiwać. Oto jest piękny, jesienny dzień, tuż przed dziesiątą rano i z parkingu przed kantorem Kopalni Bazaltu Lubień wyrusza sznurek aut, wypełnionych górnikami w jaskrawożółtych kamizelkach i hełmach. Ewakuacja?
Jednak ta flotylla zawraca kilkaset metrów dalej i zatrzymuje się przed tablicą, wyznaczającą strefę bezpieczeństwa. Jasne: zaraz będzie strzelanie. Trzykrotne meldunki przez radiotelefon, trzykrotnie ponawiane alarmowe zawodzenie syreny i w końcu czuć stłumiony wybuch i ledwo wyczuwalne drżenie gruntu pod stopami. Drugiemu, donośniejszemu towarzyszy kamienny "wulkan" i chmura pyłu. Koń na pastwisku opodal ani drgnie, dwa koty obok kantoru dalej w najlepsze śpią. Wyraźnie rozemocjonowani są natomiast dżentelmeni w hełmach i kamizelkach. Nie, oczywiście, wcale nie strzelaniem, lecz egzaminatorem, przed którym za chwilę będą musieli potwierdzić swoje górnicze kwalifikacje.
Słoneczny handicap
Życie w należącej do Grupy Lafarge kopalni biegnie jednak swoją naturalną, utartą koleją. Z otoczenia budynku biurowego serpentynami wzdłuż coraz niższych "półek" bazaltowych pokładów pełzną gigantyczne wozidła technologiczne, koparki, ładowarki i "wanny" do wywożenia urobku. Jednocześnie w ruch idą wszystkie maszyny ciągu technologicznego: kruszarki, zespół przesiewaczy, system taśmociągów. Operujący nimi górnicy prawie w ogóle nie są już widoczni ze swoich kabin. I oni, i kierownik ruchu zakładu Marcin Religa, absolwent krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, cieszą się piękną, słoneczną pogodą z końca września. Bo deszcz to kłopoty i dodatkowa harówa.
- Kiedy z góry leje, taśmy się ślizgają, trzeba się mocno napracować, aby wszystko szło bez zakłóceń, toteż uruchamianie produkcji trwa dużo dłużej niż w tak komfortowych warunkach jak dziś. Zimą, kiedy przyciśnie jeszcze mrozem, oprócz konserwacji maszyn na ogół się szkolimy. Gwałtownie topnieje też o tej porze roku popyt, bo przecież także na drogach nic się wtedy nie dzieje - tłumaczy uzależnienie od tej pogodowo-sezonowej huśtawki inżynier Religa.
Słońce w kopalni odkrywkowej, to więc przede wszystkim najwyższa wydajność. Lubień produkuje rocznie w granicach 600-700 tys. t bazaltowego materiału w pięciu podstawowych frakcjach, począwszy od piasku w granicach 0-2 mm po ziarna 11-16 mm, nie licząc mieszanek. W najlepszych miesiącach, a więc w szczególnie sprzyjających skalnym górnikom warunkach, produkcja sięga 60 tys. t.
Modernizacja przed ekspansją rynkową
Odbiorcą pierwszorzędnej jakości eksploatowanego tu już w czasach wojny przez Niemców bazaltu jest głównie drogownictwo. Ale doskonałe właściwości tej skały powodują, że menedżerowie Grupy Lafarge zastanawiają się nad mocniejszą ekspansją w nowe segmenty rynku, przede wszystkim z uwzględnieniem odbiorców wytwarzających betony i prefabrykaty betonowe.
- Wymagałoby to modernizacji zakładu przeróbczego - tłumaczy Marcin Religa.
Rzecz na pewno jest warta rozważenia, zbadania rynku i skalkulowania, ponieważ Lubień ma przed sobą dobrą perspektywę. Zasoby zbadanego fragmentu złoża są szacowane na przynajmniej 10 mln t bazaltu, zatem na co najmniej kilkanaście lat eksploatacji. Prawdopodobną modernizację kopalni zapowiada więc również Jacek Patyk, dyrektor ds. kruszyw zachodniego regionu Grupy Lafarge.
Niełatwe sąsiedztwo
- Jesteśmy świeżo po dokumentowaniu złoża. Wynika z niego, że znajdujemy się po bezpiecznej stronie. Tym bardziej że - co nie jest bez znaczenia - kopalnia jest położona najbliżej Wrocławia. Ta lokalizacja ma swoją wartość. Już w przyszłym roku planujemy więc zwiększenie produkcji do poziomu około 800 tysięcy ton. Innymi słowy, mamy przyszłość, dysponujemy dobrym materiałem i wszystko zależy od tego, czego i ile będzie potrzebował rynek - mówi o tych perspektywicznych zamysłach dyrektor Patyk.
Eksploatacja w kopalni bazaltu - abstrahując od spokojnie szczypiącego trawę konia i sennych kotów - nie jest natomiast na pewno zupełnie obojętna dla okolicznych mieszkańców. Regularnie powtarzające się zawodzenia syren, gromy eksplozji, kamienne "deszcze", drżenia gruntu i płynące stąd ograniczenia w swobodnym poruszaniu się trudno zaliczyć do standardów łatwego sąsiedztwa.
- Priorytetem naszej działalności jest zapewnienie bezpieczeństwa naszym pracownikom, podwykonawcom i społeczności lokalnej. Wdrażamy procedury, które minimalizują zagrożenia i tym samym podnoszą poziom bezpieczeństwa. Lafarge stara się minimalizować oddziaływanie kopalni na otoczenie. Zakład bezpośrednio zatrudnia 25 pracowników, a uwzględniając dużo większą grupę tych, którzy świadczą na jego rzecz rozmaite usługi, osób żyjących z kopalni jest zdecydowanie więcej. Także do gminnego budżetu płyną z Lubienia spore dochody - bilansuje uciążliwości i pożytki tego sąsiedztwa dyrektor Jacek Patyk.