Dwaj mieszkańcy Bytomia chcieli z bliskimi uciec z PRL-u do Danii

fot: Pixabay.com

Pierwszym etapem ucieczki miała być duńska wyspa Bornholm

fot: Pixabay.com

Elektromonter z Kopalni Węgla Kamiennego Szombierki w Bytomiu był uczestnikiem jednej z najbardziej brawurowych prób ucieczki z Polski Ludowej.

W lipcu 1962 r. dowódca Granicznej Placówki Kontrolnej w Kołobrzegu otrzymał wiadomość od załogi kutra Koł-55, przebywającej na łowisku na Morzu Bałtyckim. Rybacy informowali, że nawiązali kontakt z pasażerami obiektu pływającego o nazwie Mewa-9234, którym podróżowało sześć osób, w tym dwoje dzieci. Osoby te nie chciały podporządkować się załodze kutra w czasie zatrzymania i próbowały uciec. Kuter jednak dogonił uciekinierów, wzywając na pomoc także inne kutry, a w końcu przycumował obiekt pływający, który okazał się amfibią, do swojej burty.

Po takim meldunku Wojska Ochrony Pogranicza skierowały na łowisko okręt. Cztery osoby dorosłe i dwoje dzieci zostały wzięte na pokład i jeszcze tego samego dnia przywiezione do portu w Kołobrzegu. Natomiast amfibię przyholowały do portu w Darłowie dwa inne kutry.

W taki oto sposób zakończyła się próba ucieczki z PRL. Jedna z wielu, jakie podejmowano po drugiej wojnie światowej, natomiast absolutnie odmienna od wcześniejszych ze względu na przemyślny pojazd skonstruowany przez uciekinierów.

Organizatorami eskapady byli dwaj mieszkańcy Bytomia: liczący wówczas 62 lata Józef Kuczera, właściciel prywatnego warsztatu, oraz 37-letni Józef Kroczek – elektromonter zatrudniony w KWK Szombierki. Ten pierwszy zabrał ze sobą osiemnastoletniego syna, ten drugi – żonę i dwie córki, w wieku czterech i jedenastu lat.

Skonstruowana przez nich w Bytomiu trójkołowa amfibia zaopatrzona była w części przedniej w dwa koła traktora, a z tyłu – w ogumienie lotnicze. Napęd zapewniał silnik dwusuwowy o mocy od 25 do 30 koni mechanicznych. Pojazd miał 4 m długości, a szeroki był na 1,7 m. Budowany był od stycznia do maja 1962 r.

Pomysłodawcą ucieczki był Józef Kuczera, który już raz w poprzednim roku próbował wydostać się nielegalnie z PRL drogą lądową. To on zaproponował ucieczkę rodzinie elektromontera z KWK Szombierki, na co tamci przystali, mając krewnych w Republice Federalnej Niemiec. Plan zakładał najpierw przepłynięcie na duńską wyspę Bornholm.

Kuczera na łamach „Głosu Koszalińskiego” dał ogłoszenie o chęci wynajęcia domu nad morzem. Odpowiedział na nie mieszkaniec nadmorskiej wioski Wicie. Była to w owym czasie wieś leżąca dosłownie na końcu Polski, bez żadnych utwardzonych dróg. Obie rodziny przyjechały tam w połowie czerwca 1962 r., starając się sprawić wrażenie wczasowiczów. Amfibia dotarła do nich z Bytomia przywieziona prywatnym samochodem ciężarowym. Nie była to tania usługa, kierowca za kurs skasował 6300 zł. Dla porównania – średnie wynagrodzenie miesięczne w 1962 r. wynosiło 1680 zł.

Pod pewnymi względami sprzyjało im obowiązujące prawo. Brak było wówczas przepisu nakazującego rejestrowanie wszelkich środków pływających przywiezionych do strefy nadgranicznej z głębi kraju. Co innego jednak mogło pokrzyżować plany. Bytomianie postanowili wypróbować amfibię na położonym na zachód od Wici jeziorze Kopań. Już podczas pierwszego pływania podarli rybakom sieci. Ten konflikt jednak został zażegnany polubownie.

Opisany przypadek nie był wcale jedyną próbą ucieczki z PRL w wykonaniu pracowników KWK Szombierki. Piętnaście lat wcześniej, w czerwcu 1957 r., w Karkonoszach przez polsko-czechosłowacką granicę przedarł się liczący 22 lata górnik z tejże kopalni. Towarzyszył mu rok starszy ładowacz z Przedsiębiorstwa Budowy Szybów w Bytomiu. Chociaż obydwaj trzymali się z dala od szlaków i szli z Karpacza lasem, to zostali zatrzymani po przekroczeniu granicy.

Inny przypadek miał miejsce w 1971 r., kiedy to górnik z KWK Szombierki skutecznie przeprawił się przez granicę PRL z NRD, a następnie ze wschodnich Niemiec do Czechosłowacji, chcąc tak okrężną drogą dostać się do RFN. Szczęście opuściło go dopiero na Morawach w pobliżu miejscowości Znojmo, położonej przy granicy z Austrią. Tam go ujęto, a później odstawiono do kraju.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.

Górnicy i hutnicy na filmach sprzed 60 lat. Mamy je! Warto zobaczyć!

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć film zmontowany z archiwalnych nagrań TVP 3, zachęcamy do oglądania! Ma ponad 7 minut, nosi tytuł „Twarze Przemysłu” i był pokazywany podczas tegorocznej Industriady w Muzeum Miejskim „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Polska i Niemcy udostępnią 60 tys. Biletów Przyjaźni dla młodych podróżnych

Resort infrastruktury oraz Federalne Ministerstwo Transportu Niemiec uruchamiają kolejowy Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni, z którego będzie mogło skorzystać 60 tys. młodych osób w wieku od 18 do 27 lat. Każdy z krajów udostępni po 30 tys. biletów - poinformowało w środę polskie ministerstwo.

Fotografie z kopalń, hut, fabryki obrabiarek i wielu innych zakładów. Warto je zobaczyć!

Jeśli ktoś ma wolne popołudnie albo weekend, polecamy wycieczkę do Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej. Można tam zwiedzić nie tylko kopalnię ćwiczebną z lat 20. ubiegłego wieku, ale i świetną wystawę „Razem dla przemysłu. Oblicza dąbrowskich zakładów w fotografii i designie”. Wystawa na pewno będzie czynna przez całe wakacje.