Duże zniszczenia w wyrobiskach po wypadku w Mysłowicach-Wesołej
Z ratownikami rozmawiali przedstawiciele powołanej przez prezesa Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) specjalnej komisji, badającej okoliczności wypadku, w wyniku którego poniosło śmierć dwóch górników.
Jak poinformowała PAP rzeczniczka WUG Edyta Tomaszewska, w piątek komisja zebrała się po raz pierwszy. Eksperci rozmawiali z ratownikami i z dyrektorem kopalni, który przedstawił szczegóły związane z wypadkiem.
Przedstawiciele komisji zamierzają przeprowadzić w miejscu wypadku wizję lokalną. Na razie z uwagi na wysokie stężenia gazów nie jest to możliwe. Zalecili ocenę akcji ratowniczej i działania tam przeciwwybuchowych, a także analizę przewietrzania wyrobisk i zagrożenia metanowego, pożarowego i wybuchem pyłu węglowego.
Na dole ciągle trwają prowadzone przez ratowników prace związane z odizolowaniem rejonu wypadku od reszty kopalni.
W niedzielę rano urządzenia pomiarowe w kopalni Mysłowice-Wesoła wykazały, że 665 metrów pod ziemią nastąpił gwałtowny wzrost stężenia tlenku węgla. Według specjalistów, doszło tam do samozapalenia węgla, a następnie do wypalenia i wybuchu metanu.
W zagrożonym rejonie było sześciu górników. Czterech od razu wycofano. Trzej z nich zdołali uciec o własnych siłach, czwarty - sztygar - trafił do szpitala z objawami zatrucia tlenkiem węgla. Nie można było nawiązać kontaktu z dwoma pozostałymi. Rozpoczęła się akcja ratownicza.
Kilkanaście minut przed godz. 14 ratownicy górniczy dotarli do 49-letniego pracownika dozoru. Mężczyzna trafił do szpitala, gdzie zmarł w czwartek. Cztery godziny później ratownicy znaleźli drugiego z poszukiwanych - ten górnik zginął na miejscu. Miał 27 lat.
Kopalnia Węgla Kamiennego Mysłowice-Wesoła powstała przed rokiem w wyniku połączenia zakładów Mysłowice i Wesoła. Do wypadku doszło w wyrobiskach, należących przed połączeniem do Wesołej.