Durban: dla kogo sukces, dla tego sukces

fot: ARC

Unia Europejska nie powinna ogłaszać po Durbanie żadnego sukcesu, gdyż jej redukcyjne zapędy zredukowane zostały przez „resztę świata” do poziomu racjonalności

fot: ARC

Ogłoszony na cztery strony świata "sukces" konferencji klimatycznej w Durbanie sprowadza się do jednego pewnego punktu, którym jest ustalenie, że za rok w Katarze odbędzie się kolejne spotkanie około 10 000 uczestników konferencji klimatycznej.


A jeśli kraje, które złożyły w Durbanie obietnice nazwane "pakietem uzgodnień i mapą drogową", trwać będą w tym zamiarze nadal, to odbędą się kolejne spotkania - zapewne w równie atrakcyjnych miejscach na świecie - w celu ustalania szczegółów dojścia do drugiego Kioto - w roku 2015, z przeniesieniem jego obowiązywania na rok 2020.

Tyle jest pewne, a cała reszta to obietnice, które - jak to z obietnicami bywa - mogą, ale nie muszą być spełnione. W kontekście bezradności Europy wobec kryzysu finansowego szanse realizacji tych obietnic są tak pewne, jak wszystko, co o planach na przyszłość mówią dziś politycy. Obiecać nie grzech, a wzajemne targi różnych grup interesów to szachownica pełna niespodziewanych układów figur i pionków.

Pakiet obietnic
Jedno jest pewne - Unia Europejska nie powinna ogłaszać po Durbanie żadnego sukcesu, gdyż jej redukcyjne zapędy zredukowane zostały przez "resztę świata" do poziomu racjonalności. Ale to akurat jest sukcesem dla Polski.
Tym niewątpliwym "sukcesem", prezentowanym w oficjalnych komunikatach, jest uzyskanie właśnie owych obietnic spotykania się w celu wypracowania zobowiązań prawnych do działań chroniących globalny klimat przez wszystkie państwa, a nie - jak dotąd - przez państwa rozwinięte, głównie przez Unię Europejską.

Po dwóch tygodniach negocjacji ponad 190 krajów, które podpisały Konwencję Klimatyczną ONZ, zgodziło się na plan dojścia do nowego globalnego porozumienia o ochronie klimatu. Ma on doprowadzić - najpóźniej w roku 2015 - do stworzenia nowego, prawnie wiążącego porozumienia, które obowiązywałoby po roku 2020. Tyle zostało z redukcyjnych aspiracji UE - i aż tyle, zważywszy obecną sytuację świata, stojącego w obliczu kryzysu.

Jedynym składnikiem durbańskiego pakietu, naprawdę zasługującym na miano sukcesu, jest uzyskanie - po "molestowaniu" przedłużonym o dwa dni - poparcia mapy drogowej przez największych producentów CO2, czyli USA, Chiny i Indie. Te ostatnie zaprotestowały wprawdzie wobec presji, jaką na nie wywierano, ale do pakietu obietnic przystąpiły.

Jednak sukcesem jest nie tyle przyłączenie się wymienionych państw do pakietu obietnic, ile raczej kształt pakietu, który pozwolił im zaakceptować jego cele... Bo żadne z nich nigdy nie oświadczyło, że nie obchodzą ich dążenia ludzkości do ochrony globalnego klimatu, ale nie zgadzały się na rujnujący radykalizm pomysłów UE. Miejmy nadzieję, że przyszłe porozumienie będzie już pisane w duchu bardziej sprawiedliwego podziału kosztów ochrony globalnego klimatu, a jeśli zostanie wypracowane - zacznie prawnie obowiązywać po roku 2020.

Niestety, Polska ma na gardle nóż przyłożony nam przez unijny pakiet energetyczno-klimatyczny i musi zrobić to samo, co w Durbanie zrobiła "reszta świata" - czyli zredukować redukcyjne pomysły UE.

Nieoczekiwane profity
Życie pisze zadziwiające scenariusze i na pewno nikt nie spodziewał się, że Durban przyniesie rozwiązania tak bardzo korzystne dla Polski. Oto bowiem niespodziewaną konsekwencją kontynuowania prac nad nowym porozumieniem klimatycznym jest przedłużenie protokołu z Kioto na drugi okres rozliczeniowy - od 1 stycznia 2013, co oznacza, że po roku 2012 Polska nadal utrzyma możliwość handlu emisjami, których mamy - o dziwo - sporą nadwyżkę, wypracowaną w okresie rozliczeniowym 2008-12.

Nasze redukcyjne zobowiązanie, jako sygnatariusza protokołu z Kioto, ustalone zostało na poziomie 6 proc., a wykonaliśmy 30-procentową redukcję emisji, co dało nam prawo do sprzedaży uzyskanej nadwyżki. Jednak UE w swym pierwotnym stanowisku na konferencję nie przewidywała wydłużenia rozliczeń protokołu z Kioto na drugi okres, już po 2012.

A Polska zajmuje trzecie miejsce pod względem zgromadzonych nadwyżek jednostek emisji i dlatego możliwość wykorzystania ich w drugim okresie rozliczeniowym jest dla nas niezwykle korzystna. Ze środków tych finansowane są nasze "zielone inwestycje", m.in. ok. 150 mln euro wydano na poprawę efektywności energetycznej.

W pierwszych dniach konferencji, gdy widmo jej fiaska było całkiem realne, Komisja Europejska zaproponowała radykalne ograniczenie (do 1/5) ilości nadwyżek do sprzedaży, co groziło Polsce utratą ok. 6 mld euro. Ostatecznie "reszta świata" utrąciła ten pomysł, dając Polsce perspektywę całkiem poważnych dochodów ze sprzedaży emisyjnych nadwyżek.

Czekając na decyzje
Do polskich profitów zaliczyć też trzeba decyzję stron konwencji o włączeniu do bilansu emisji leśnictwa i użytkowania gruntów. Rozwiązanie to jest kolejnym, bardzo przyjaznym dla interesów Polski, otwiera bowiem możliwości włączenia polskich lasów - zajmujących 29 proc. powierzchni kraju - do bilansu CO2 i handlu emisjami. Warto w tym miejscu przypomnieć, że rozwiązanie to było przez ponad 10 lat blokowane przez UE i przyjęcie go w tym roku jest kolejną klęską polityki klimatycznej w kształcie narzucanym przez UE.

Dodając do tego zapowiedź zasilenia Zielonego Funduszu Klimatycznego kwotą 100 mld dolarów (na początek Niemcy i Dania przekażą ponad 50 mln EUR na jego uruchomienie) oraz powołania nowych instytucji wspierających finansowanie projektów redukujących emisję CO2 i adaptację do zmian klimatu, wypada stwierdzić, że Durban odniósł sukces, ale na szczęście nie taki, o jaki od kilku lat zabiegała UE.

Oprócz tych konkretnych, korzystnych dla Polski decyzji, Durban dał nam przykład, jak wyhamować lobbystów europejskich w ich redukcyjnym radykalizmie. Świat potrzebuje sprawiedliwego rozłożenia kosztów ochrony globalnego klimatu i Durban powinien być dla Polski dobrym przykładem, jak walczyć o swoje racje i interesy - co dedykuję naszym politykom, biernym jak dotąd wobec narzuconych nam w unijnym pakiecie energetyczno-klimatycznym redukcyjnych zobowiązań, rujnujących naszą gospodarkę.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wojskowy pkp cargo

Przewoźnik pracujący dla kopalń z zyskiem netto po 6 miesiącach 117,8 mln zł

Zysk netto Grupy PKP Cargo przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej po 6 miesiącach 2026 r. wyniósł 117,8 mln zł - podała spółka w środowym raporcie finansowym. W II kw. br. ten zysk wyniósł 163,6 mln zł.

Energetyczna przyszłość to wielomiliardowe inwestycje na terenach poprzemysłowych

W Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zakończyła się kolejna edycja Energy Days. Było to wydarzenie poświęcone najważniejszym wyzwaniom, inwestycjom i technologiom kształtującym przyszłość sektora energii. Podczas konferencji Tauron poinformował o nowoczesnych projektach w czterech dotychczasowych lokalizacjach elektrowni konwencjonalnych. Chodzi o Jaworzno, Łagiszę, Łaziska Górne i Sierszę.

GZM: 5 października otwarcie ofert na 32 nowe pociągi

Na 5 października br. planowane jest otwarcie ofert we wspólnym przetargu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i samorządu woj. śląskiego na dostawę 32 pociągów - poinformował w środę przewodniczący zarządu GZM Leszek Pietraszek. Zamawiający dostali do tego zamówienia ok. 650 mln zł dotacji z UE.

Motyka: Prezydent walczy z nami kosztem polskich kierowców

Prezydent dzisiaj walczy z nami kosztem polskich kierowców - ocenił w czwartek w Poznaniu minister energii Miłosz Motyka. Polityk zaznaczył, że brak podpisu głowy państwa pod ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych oznacza wyższe ceny na stacjach benzynowych.