Drapieżniki na straży czystej wody. Tak GPW dba o Zbiornik Goczałkowicki
Dla wędkarzy to po prostu dobre łowisko, dla turystów – „Śląskie Morze”. Jednak z perspektywy Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów ryby w Zbiorniku Goczałkowickim pełnią o wiele ważniejszą funkcję. Są pierwszym, w pełni naturalnym etapem uzdatniania wody, która ostatecznie trafia do kranów ponad miliona mieszkańców regionu.
fot: GPW
Sztuczne wpuszczanie narybku nie ma zastępować natury – zdrowy ekosystem radzi sobie sam.
fot: GPW
Dla wędkarzy to po prostu dobre łowisko, dla turystów – „Śląskie Morze”. Jednak z perspektywy Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów ryby w Zbiorniku Goczałkowickim pełnią o wiele ważniejszą funkcję. Są pierwszym, w pełni naturalnym etapem uzdatniania wody, która ostatecznie trafia do kranów ponad miliona mieszkańców regionu.
Żeby ten potężny system działał bez zarzutu, pracownicy Rybaczówki GPW w Łące co roku prowadzą przemyślane akcje zarybiania. Cel jest jeden: utrzymać w wodzie biologiczną równowagę.
Dlaczego jezioro potrzebuje szczupaka?
Kluczem do czystej wody są tu ryby drapieżne, nazywane przez wodociągowców „pierwszymi czyścicielami” akwenu. Ich zadaniem jest kontrolowanie populacji tzw. ryb spokojnego żeru – głównie leszczy, karasi i płoci.
Gatunki te, szukając pokarmu w dnie, intensywnie przekopują osady. W ten sposób uwalniają do wody duże ilości fosforu i azotu. W upalne, letnie dni staje się to idealną pożywką dla sinic i glonów. Silna populacja drapieżników zatrzymuje ten proces. Efekty widać gołym okiem – nawet podczas największych upałów woda w Goczałkowicach zachowuje wysoką przejrzystość, sięgającą ponad 2,5 metra.
– Zarybianie zbiornika nie jest dziełem przypadku. Wszystko robimy na podstawie ściśle określonego operatu rybackiego – tłumaczą pracownicy Rybaczówki GPW.
Dokument ten jasno wskazuje, jakie gatunki powinny trafiać do wody. Wybór od lat pada na trzy z nich:
Sandacza
Szczupaka
Węgorza
Sztuczne wpuszczanie narybku nie ma zastępować natury – zdrowy ekosystem radzi sobie sam. Bywają jednak lata, kiedy wahania poziomu wody, gwałtowne burze czy skoki temperatur niszczą naturalne tarło. Wtedy zarybianie działa jak polisa ubezpieczeniowa dla jeziora. Skala tych działań bywa ogromna. W trakcie największych akcji z ostatnich lat pracownicy GPW wpuścili do zbiornika aż pół miliona sztuk młodego sandacza.
Zdrowa ryba, bezpieczny kran
O tym, że ta ekologiczna strategia działa, najlepiej świadczą twarde dane weterynaryjne. Dwa razy w roku specjaliści szczegółowo badają kondycję goczałkowickiej ichtiofauny. Analizy kliniczne i anatomopatologiczne za każdym razem potwierdzają to samo: tutejsze ryby są silne, żywotne i wolne od pasożytów czy chorób.
Dla biologów z GPW to najważniejszy komunikat. Dobra kondycja drapieżników to najlepszy dowód na to, że całe środowisko zbiornika jest stabilne. Dzięki ich „pracy” w głębinach, stacje uzdatniania w Goczałkowicach i Strumieniu dostają surowiec świetnej jakości, a mieszkańcy Śląska – bezpieczną wodę w kranach.