Dominik Kolorz o polskim górnictwie węgla kamiennego, energetyce i regionie

fot: Maciej Dorosiński

- „Związkowanie” to już nie to, co 20-25 lat temu - palenie opon i używanie argumentów siły - mówi Dominik Kolorz

fot: Maciej Dorosiński

Przewodniczący śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz o sytuacji w polskim górnictwie węglowym i energetyce oraz problemach województwa śląskiego.

- Podczas naszego ostatniego wywiadu obiecał mi pan, że następnym razem powie, kiedy się skończy górnictwo na Śląsku.
- To prawda (śmiech). To jest moje prywatne zdanie, sądzę, że około 2065 roku.

- I to jest realna perspektywa, żeby proces zakończenia funkcjonowania górnictwa węgla kamiennego spokojnie przeprowadzić?
- Wydaje mi się, że powinniśmy zrealizować dwa procesy. Po pierwsze, transformację sektora górniczo-energetycznego, a potem na to nałożyć proces transformacji całego Śląska. To musi być kompatybilne. Szczególnie w tym drugim przypadku nie damy się już nabrać na deklaracje bez pokrycia, związane z tworzeniem nowych miejsc pracy w miejsce tych likwidowanych. Tak było za Buzka, a także trochę wcześniej i trochę później. Jeżeli zobaczymy, że w miejscowości Y powstaje rzeczywiście zakład o podobnym profilu, liczbie miejsc pracy, podobnych wynagrodzeniach i kooperujący z podobnymi firmami, to nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że na proces wychodzenia z ciężkiego przemysłu się nie zgadza. Postępować będziemy jednak według słów św. Tomasza: jeśli nie zobaczę, to nie uwierzę.

- Takie obietnice stworzenia na Śląsku jednego miejsca pracy za jedno likwidowane składane są od kilkudziesięciu lat!
- Każdy rząd, który mówił o restrukturyzacji, w zasadzie likwidował miejsca pracy, a na Śląsku nie powstał żaden znaczący zakład oprócz fabryki Opla w Gliwicach, która też w tej chwili się zwija. Kryzys związany z koronawirusem pokazał też, że w najtrudniejszej sytuacji są firmy usługowe, które nie produkują. Potwierdza to nasze stanowisko, że to nie na usługach powinny być oparte relacje gospodarcze, lecz przede wszystkim na produkcji.

- Czy warunkiem koniecznym przeprowadzenia harmonijnego wygaszenia górnictwa jest to, że osoby obecnie zatrudnione w tej branży muszą spokojnie dopracować do emerytury?
- To będzie jeden z warunków. Trudno przyjąć, że górnik mający trzy lata do emerytury nagle zmienia zawód. To byłoby niehumanitarne.

- Pierwsza wersja programu naprawczego Polskiej Grupy Górniczej zakładała likwidację dwóch kopalń, w tym jednej trzyruchowej. Możecie zaakceptować taką propozycję?
- Na pewno nie w takim stylu i nie w takim tempie. Mam nadzieję, że projekt trafi głęboko do szuflady i nigdy z niej nie wyjdzie. Nikt logicznie myślący nie ośmieliłby się przedstawić pomysłu, według którego w Rudzie Śląskiej likwiduje się w ciągu roku 8 tys. miejsc pracy w kopalniach i ok. 10 tys. miejsc pracy wokół nich. Zapaść gospodarcza i społeczna Bytomia, który nie otrząsnął się po restrukturyzacji sprzed kilku lat, wobec tej sytuacji byłaby niczym.

- Polska Grupa Górnicza ma szanse na przetrwanie? Medialne przecieki mówiły o problemach ze zgromadzeniem środków na wrześniowe wynagrodzenia.
- Uważam, że PGG ma szansę przetrwać nawet kilkadziesiąt lat, choć może nie w tak dużej formule. Trzeba rozwiązać wiele problemów systemowych i o tym rozmawiamy z rządem. Wiem, że może się powtarzam, ale import energii chyba najbardziej bije w polskie górnictwo. Nie jest prawdą, że sprowadzamy prąd taniej, bo choć opłata za kWh jest niższa, w rachunku ciągnionym – a taki powinien być przedmiotem analiz – wygląda to zupełnie inaczej. Powinien być też przeprowadzony bilans dochodów publicznych, bo skoro przez sprowadzanie taniej energii zlikwidujemy podatki i opłaty odprowadzane przez górnictwo do budżetu państwa i budżetów lokalnych, to okaże się, że ten krótkookresowy deal wcale się nie opłaca. Zarabiają za to spółki energetyczne, które akcentują dodatkowo zwrot ku zielonej energii. Tym samym to, co jest czarne, zaczyna upadać. A PGG też musi się naprawić wewnętrznie. Pamiętam powstanie Kompanii Węglowej w 2003 r. Zatrudniała 85 tys. ludzi, skupiała 23 kopalnie, a my przed budynkiem rzucaliśmy petardami protestując, że w centrali pracuje aż 250 osób. Teraz, po redukcji zatrudnienia o połowę, w centrali PGG jest blisko 1000 etatów. Coś więc jest nie tak.

- Kopalnie wydobywające węgiel energetyczny powinny być skonsolidowane w jednej grupie?
- To zależy, na jakich podstawach przeprowadzono by taką konsolidację.

- A pionowe połączenie, z energetyką?
- Jeśli już, to to drugie, ale nie wiem, czy jest na to czas. To, jak będzie wyglądało górnictwo, zależy od przyszłego kształtu energetyki, bo to jest nasz największy kontrahent.

- Ale bez państwowej kroplówki górnictwo sobie nie poradzi.
- Na tę chwilę tak, tylko trzeba zauważyć, że z tej kroplówki korzystają wszyscy. Gdyby nie nieco kulawy nadzór nad spółkami energetycznymi, które sprowadziły miliony ton węgla energetycznego z Rosji, aż takiego dramatu w PGG by nie było. Wszystko zaczęło się od połowy 2019 r., gdy nagle odbiór węgla z PGG mocno wyhamował. Nie jest też prawdą, że węgiel rosyjski był w tym czasie tańszy. Z mojej wiedzy wynika, że cena 80 proc. przywiezionego zza wschodniej granicy surowca była wyższa niż węgla polskiego.

- Panie przewodniczący, przemiany społeczno-gospodarcze w regionie miał wspierać Program dla Śląska. Pan cały czas chodzi bez krawata, tracę więc nadzieję na jego realizację.
- Krawat, który od pani dostałem, leży w szufladzie i się kurzy. A poważnie mówiąc, nie można walczyć na dwóch frontach. Najpierw usystematyzujmy sprawy związane z energetyką i górnictwem, a potem zajmiemy się Programem. Z przykrością jednak stwierdzam, że na dzisiaj jest to bardziej program propagandowy niż plan pozytywnej transformacji naszego regionu. Zdecydowana większość zapisanych w nim projektów technologicznych nie została jeszcze rozpoczęta. Ruszył chyba tylko jeden, wrzucony w ostatnim momencie, związany z budową bloku kogeneracyjnego przy koksowni w Radlinie. Inne – kogeneracja w Elektrowni Rybnik, modernizacja dwusetek, produkcja ciepła z metanu, wykorzystanie wodoru – to wszystko leży.

- Boi się pan, że Górny Śląsk stanie się drugim Wałbrzychem?
- Dopóki istnieje Solidarność, to na to nie pozwolimy. Chcę też zwrócić uwagę, że tu na Śląsku, jeżeli czujemy zagrożenie, potrafimy się wziąć do kupy bez względu na barwy. Jesteśmy w przededniu małej transformacji górniczo-energetycznej i drugiej wielkiej transformacji całego regionu. To trudne zadania, ale na pewno nie będzie tak, że Śląsk stanie się drugim Wałbrzychem.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.