DI BRE Banku: W „Bogdankę” warto inwestować
fot: ARC
Wierzymy, że LW „Bogdanka” spotka się z dobrym przyjęciem rynku – podkreśla Adam Jaroszewicz, wiceprezes Domu Inwestycyjnego BRE Banku SA
fot: ARC
Czy akcje spółki węglowej, jaką jest LW „Bogdanka”, mogą być atrakcyjne dla inwestorów giełdowych?
Adam Jaroszewicz, wiceprezes DI BRE Banku: - Na obecnym etapie trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Przed nami, jak i przed samą spółką jest określona praca edukacyjna. Musimy zaprezentować potencjalnym inwestorom specyfikę tejże spółki, jej perspektywy, pokazać to wszystko, co wyróżnia pozytywnie „Bogdankę” na tle całej branży.
Wierzymy, że LW „Bogdanka” spotka się z dobrym przyjęciem rynku – sprzedajemy akcje jednej z najnowocześniejszych i największych kopalń węgla kamiennego w Polsce i jednego z krajowych liderów rynku producentów węgla energetycznego, firmy wyróżniającej się na tle branży pod względem osiąganych wyników finansowych, wydajności wydobycia węgla kamiennego oraz planów inwestycyjnych.
Dziś jedyną spółką węglową notowaną na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest NWR. Czy szybkie wzrosty i nagłe spadki notowań tej spółki stanowią dla inwestorów zainteresowanych „Bogdanką” jakąś wskazówkę, czy jest to materiał porównawczy?
- Tylko na pierwszy rzut oka są to podobne spółki. Tak naprawdę NWR ma inną niż \"Bogdanka\" strukturę produkcji , bardziej wyeksponowaną na cykliczne branże gospodarki oraz, co ważne, inne perspektywy wzrostu. „Bogdanka” to zupełnie inna spółka wydobywcza.
Które z instytucji finansowych można by zaliczyć do potencjalnych inwestorów „Bogdanki”?
- Kryzys na rynkach finansowych sprawił, że najbardziej aktywne w ostatnich latach fundusze inwestycyjne utraciły w znacznej mierze potencjał nabywczy. Głównym graczem są dziś otwarte fundusze emerytalne, które mają stały dopływ kapitału. I to wśród nich upatrujemy głównie inwestorów zainteresowanych akcjami „Bogdanki”.
Czy wizerunek sektora górniczego, który - co tu ukrywać - nie jest najlepszy, wpływa na rozmowy z inwestorami?
- Inwestorzy z którymi rozmawiamy podchodzą do oferty bardzo profesjonalnie. Nie opierają się na obiegowych opiniach, uważnie analizują przedmiot inwestycji. Negatywny wizerunek branży ma w tym przypadku ograniczony wpływ.
A czy nie ma dla nich znaczenia polityka makroekonomiczna, ściślej ujmując: polityka energetyczna państwa, która od lat nie jest dość sprecyzowana?
- Do pewnego stopnia na pewno, choć na kwestie makroekonomicznych patrzą oni przez pryzmat konkretnej spółki . Oczywiście nie bez znaczenia jest strategia Państwa wobec sektora górnictwa węgla kamiennego. Gdyby zakładała ona pełną prywatyzację kopalń, byłoby nam zdecydowanie łatwiej przekonywać prywatnych inwestorów do inwestycji w ten sektor.
Powszechnie uważa się, że udana prywatyzacja „Bogdanki” będzie dobrym prognostykiem dla pozostałym spółek węglowych. Podziela Pan tę opinię?
- Sądzę, że przy obecnej kondycji branży największe szanse na udaną emisję publiczną ma „Bogdanka”. Pozostałe spółki muszą prawdopodobnie ten temat odłożyć do czasu zdecydowanej poprawy koniunktury .
Dlaczego doradziliście Państwo „Bogdance”, aby debiutowała akurat teraz? Czy Państwa zdaniem termin jest optymalny?
- Termin debiutu jest podporządkowany przede wszystkim potrzebom inwestycyjnym spółki. Nad ofertą „Bogdanki” pracujemy już od połowy ubiegłego roku. Koniunktura w pierwszym kwartale była na tyle słaba, że nie rekomendowaliśmy wejścia na giełdę. Teraz sytuacja jest zdecydowanie lepsza.
Może warto byłoby jeszcze poczekać?
- Czy warto czekać? Ten dylemat istnieje zawsze i dopiero czas daje odpowiedź, czy warto było wybrać inny termin. Patrząc jednak z dzisiejszej perspektywy, wstępne rozmowy z inwestorami pozwalają zakładać , że czas na ofertę jest odpowiedni. Inwestorzy wykazują duże zainteresowanie spotkaniami ze spółką , co może potwierdzać ich potencjalne zaangażowanie w ofertę. Nie mniej przy obecnej koniunkturze należy być ostrożnym, bo obecny optymizm może z tygodnia na tydzień „wyparować” na skutek negatywnych sygnałów z rynków finansowych.