Deklaracji się dotrzymuje

fot: Andrzej Bęben/ARC

Chcieliśmy pokazać, że mamy dosyć takiego traktowania, i powiedzieć, że jeżeli rząd nie potrafi rozmawiać ze społeczeństwem, niech odejdzie - stwierdza Dariusz Trzcionka.

fot: Andrzej Bęben/ARC

Społeczeństwo dostrzega arogancję władzy, ale ocenia też nasze działania. Przed wrześniowymi protestami rząd przygotowany był na zamieszki w stolicy i miał przekonanie, że nie znajdziemy zrozumienia u obywateli. Tymczasem mieszkańcy Warszawy poparli protest - przyznaje w rozmowie z Trybuną Górniczą Dariusz Trzcionka, przewodniczący Porozumienia Związków Zawodowych Kadra.

Panie przewodniczący, co dalej? Będzie jakiś ciąg dalszy ogólnopolskiej akcji protestacyjnej?
Cały czas pracuje sztab międzyzwiązkowy. Podtrzymujemy decyzję o nieprzystąpieniu do prac Komisji Trójstronnej, Wojewódzkich Komisji Dialogu Społecznego i Zespołów Branżowych. Równocześnie bierzemy udział w pracach związanych z dialogiem społecznym inicjowanym przez Sejm. 10 października zaplanowana jest debata dotycząca zmiany zasad prowadzenia dialogu społecznego w Polsce. Na to spotkanie zaproszeni zostali dotychczasowi przewodniczący Komisji Trójstronnej i należy podkreślić, że wszyscy przyjęli zaproszenie. Nie został natomiast zaproszony obecny przewodniczący KT Władysław Kosiniak-Kamysz, bo to za jego kadencji rozsypał się dialog.

To mocne wotum nieufności wobec ministra pracy.
Decyzja ta jest przemyślana tym bardziej, że żaden z liderów związkowych nie funkcjonuje sam i wszystkie postanowienia są podejmowane wspólnie. Strona społeczna winą za rozpad dialogu obarcza rząd, a minister pracy jest przedstawicielem rządu w Komisji Trójstronnej, stąd pretensje pod jego adresem. Jesteśmy świadomi, że pan minister jest jedynie przekaźnikiem informacji płynących z Rady Ministrów, ale gdy piastuje się tak wysokie stanowisko, ponosi się też odpowiedzialność. Jeśli ktoś o takiej randze uważa, że ze swoimi poglądami nie może się przebić wyżej, zwyczajowo podaje się do dymisji.

Kogo strona społeczna widziałaby najchętniej w fotelu przewodniczącego Komisji Trójstronnej?
Premiera Donalda Tuska lub wicepremiera Jana Vincenta Rostowskiego.

Chodzi o nadanie Komisji właściwej rangi?
Nie. Chodzi o podejmowanie decyzji. Niestety, ustalenia podejmowane podczas obrad Komisji niejednokrotnie nie znajdowały akceptacji Rady Ministrów. Tak było np. podczas uzgodnień dotyczących płacy minimalnej. Nawet tak silny polityk jak Waldemar Pawlak, ówczesny wicepremier i przewodniczący KT, został przez Radę Ministrów przegłosowany. Zobowiązań się dotrzymuje. To jest pierwsza zasada w dialogu. Chcę przypomnieć, że premier Tusk był na spotkaniu Komisji Trójstronnej i obiecał zaangażować się w rozwiązanie problemów wiążących się z przepisami o elastycznym czasie pracy. Miał spotkać się z nami za miesiąc i przedstawić przygotowane rozwiązania. Tymczasem do spotkania nie doszło, a rozwiązania ustawowe zostały przyjęte w nieakceptowanej przez nas formie.

Stąd hasło "Dosyć lekceważenia społeczeństwa"?
Właśnie tak. I właśnie dlatego chcemy zmiany zapisów ustawy o Komisji Trójstronnej i domagamy się, by zaczęto nas traktować poważnie.

Nie obawia się Pan, że to społeczeństwo marzy o świętym spokoju?
Społeczeństwo dostrzega arogancję władzy, ale ocenia też nasze działania. Przed wrześniowymi protestami rząd przygotowany był na zamieszki w stolicy i miał przekonanie, że nie znajdziemy zrozumienia u obywateli. Tymczasem mieszkańcy Warszawy poparli protest. Ludzie odwiedzali nas w miasteczku namiotowym, przynosząc ciepłe posiłki i własnoręcznie zrobione kanapki. Pokazali, że to związkowcy mają rację.

Podczas akcji protestacyjnej do związkowców nie wyszedł minister gospodarki.
Nie wyszedł, a szkoda. Tym bardziej że nie byliśmy nastawieni konfrontacyjnie, chcieliśmy rozmawiać. Po zakończeniu akcji otrzymaliśmy zapewnienie, że do takiego spotkania dojdzie. Nadal na nie czekamy.

Czy istnieje taka możliwość, że ruch związkowy, który zainicjował wrześniowe protesty, przerodzi się w siłę polityczną?
Nie wiem, nie jestem politykiem. Oczywiście związki zawodowe nie są odizolowane od życia politycznego. Chcieliśmy pokazać, że mamy dosyć takiego traktowania, i powiedzieć, że jeżeli rząd nie potrafi rozmawiać ze społeczeństwem, niech odejdzie. A czy jest na arenie politycznej siła, która zajęłaby się rzeczywistymi problemami ludzi? Nie wydaje mi się. Jeśli jednak powstanie jakiś nowy ruch, na pewno nie powinni liderować mu działacze związkowi, bo nie taka jest nasza rola.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Ile wyniesie wzrost PKB w 2026 roku? Prognoza PKO BP

Wzrost PKB w 2026 r. wyniesie 3,5 proc., a w 2027 r. spowolni do 2,8 proc. ze względu na spadek inwestycji po zakończeniu Krajowego Planu Obudowy - prognozują ekonomiści banku PKO BP.

20 nowych tramwajów do końca sierpnia na śląskich torach

Tramwaje Śląskie dostały 136 mln złotych z KPO. Pozwoli to na zakup 20 nowoczesnych wagonów. 

KGHM redukuje zasolenie wód odprowadzanych do Odry

Koncern KGHM Polska Miedź ograniczył ilość soli odprowadzanej w wodach kopalnianych do Odry i kontynuuje prace w tym zakresie. Prace nad budową instalacji odsalających są utrudnione przez zmiany poziomu mineralizacji wód - poinformował PAP rzecznik prasowy spółki Artur Newecki.

Niebezpieczne manewry na S1. Co skłania kierowców do zawracania przed tunelami?

Obejście Węgierskiej Górki na drodze ekspresowej S1 to jedna z najbardziej malowniczych tras w Polsce. Są tam imponujące estakady, mosty i tunele. I właśnie przed tunelami na tej trasie część kierowców „głupieje” – zawraca i jedzie pod prąd. Dlaczego tak się zachowują? - Znamy prawdopodobną przyczynę – informują w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.