Czechy: ciała poległych górników uwięzione pod ziemią
fot: Maciej Dorosiński
- Było wiadomo, że w tych warunkach nie da się przeżyć - mówi Jaroslav Provazek
fot: Maciej Dorosiński
Jaroslaw Provazek, szef czeskich ratowników, którzy 21 grudnia uczestniczyli w akcji ratowniczej w kopalni ČSM w Karwinie zrelacjonował przebieg tragicznych wydarzeń, które rozegrały się 20 grudnia w podziemnych wyrobiskach kopalni ČSM.
-Krótko po godzinie 17 dyspozytor podał komunikat o wybuchu metanu na głębokości 880 m. Natychmiast została ogłoszona akcja ratownicza. Wyjechały trzy zastępy ratownicze i trzej lekarze, w sumie ok. 20 ludzi. Powiadomiliśmy również lotnicze pogotowie ratunkowe, aby przygotowało się do transportowania rannych. Na miejscu byliśmy po 24 minutach. Zastaliśmy bardzo duże zniszczenia zaistniałe na skutek wybuchu i bardzo wysoką temperaturę otoczenia. Było wiadomo, że w tych warunkach nie da się przeżyć. Najprawdopodobniej wszyscy górnicy, którzy przebywali w wyrobisku w momencie wybuchu ponieśli śmierć na miejscu. Naszym zadaniem jest teraz rejon otamować, ponieważ może dojść do kolejnych wybuchów. Gdy będzie można wejść do wyrobisk, natychmiast podejmiemy próbę wyprowadzenia na powierzchnię ciał poległych górników. Kiedy to się stanie, nie jestem w stanie powiedzieć, może za tydzień, a może dopiero po Nowym Roku – powiedział Jaroslav Provazek.
Ratownicy muszą teraz zachować maksymalną ostrożność. W godzinach popołudniowych, 20 grudnia, w kopalni ČSM pracowało 65 ratowników z Czech oraz 13 ich polskich kolegów z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.