Ćwikliński: Po upadłości Stoczni Gdynia może dojść do wyprzedaży jej majątku
Unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes zapowiedziała we wtorek, że zaproponuje Komisji Europejskiej podjęcie negatywnej decyzji w sprawie przyszłości polskich stoczni. Stało się to po jej spotkaniu z Aleksandrem Gradem w sprawie programów restrukturyzacyjnych dla stoczni w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie.
- Jeśli zapadnie taka decyzja ze strony Komisji Europejskiej, to Stocznię Gdynia czeka upadłość. W takim przypadku istnieje niebezpieczeństwo, że zarządzającemu majątkiem syndykowi nie uda się sprzedać mienia jednemu podmiotowi, zwłaszcza, że stocznia ma duże długi. W tej sytuacji wyjściem dla syndyka będzie sprzedawanie po kawałku stoczni różnym firmom, aby pokryć zobowiązania u wierzycieli - ocenił w rozmowie z PAP prof. Ćwikliński.
Naukowiec nie wyklucza, że w takim wariancie na części terenu obecnej Stoczni Gdynia może się jeszcze odrodzić produkcja statków. - Dużo będzie tu zależało od fachowości i umiejętności menedżerskich syndyka, który jeśli będzie znał się na branży okrętowej, będzie mógł proponować wejście w biznes firmom, które mają w tym doświadczenie - dodał.
- W najlepszej sytuacji jest Stocznia Gdańsk, która ma już prywatnego właściciela. Temu zakładowi wypada życzyć teraz tylko dobrych kontraktów, modernizacji oraz zwiększenia wydajności pracy - podkreślił prof. Ćwikliński.
Komisja Europejska nie potwierdziła zapowiedzi negatywnej decyzji. W oficjalnym komunikacie po spotkaniu napisano jedynie, że \"komisarz Kroes zobowiązała się, że zaproponuje KE tak szybko, jak to będzie możliwe, ostateczną decyzję\" o zatwierdzeniu bądź odrzuceniu planów restrukturyzacji.