Co dalej z Programem dla Śląska?

fot: Kajetan Berezowski

Samorządowcy śląskich miast (na zdj. od lewej prezydenci Bytomia Damian Bartyla, Gliwic – Zygmunt Frankiewicz i Zabrza – Małgorzata Mańka-Szulik z marszałkiem województwa Wojciechem Saługą) błyskawicznie opracowali 37 pomysłów do programu dla Śląska i już w lutym zawieźli je do Warszawy

fot: Kajetan Berezowski

Niemal pół roku po ogłoszeniu w styczniu początku prac nad specjalnym rządowym programem pomocy dla Górnego Śląska nadal nie wiemy, na czym miałby konkretnie polegać i na jaką kwotę szacuje się jego wartość, chociaż według wcześniejszych zapewnień "zasadnicze zręby wieloletniego programu" znane miały być już po kwartale.

Amorficzność od początku dawała się przedsięwzięciu we znaki. Problematyczna jest sama nazwa planu, który potocznie fukcjonuje jako "program dla Śląska", ale zamiennie zwany bywa przez przedstawicieli rządu programem reindustrializacji Śląska, programem dla województwa śląskiego, programem ds. rozwiązania problemów Śląska, programem rewitalizacji regionu. Nie do końca pewne, czy tylko jednego, skoro w niektórych publikacjach do oficjalnej nazwy międzyresortowego "zespołu ds. wzmocnienia potencjału przemysłowego Śląska" (to kolejna wersja nazwy), który premier Ewa Kopacz powołała 7 stycznia tego roku, kilka dni przed uzyskaniem porozumienia ze strajkującymi górnikami, zasięg programu rozszerzany bywa przez dodanie w nawiasie "(i Małopolski)".

W styczniu z przytupem
Na Górnym Śląsku przyjmowano intuicyjnie, że program ma chronić region przed gospodarczymi i społecznymi skutkami nieuchronnego wygaszania kopalń. Jednak cel ten jest ostatnim z trzech punktów, które zwięźle zapisano w zarządzeniu premier ("opracowanie koncepcji wsparcia dla obszarów szczególnie dotkniętych programem naprawczym sektora górnictwa węgla kamiennego"). Dwa pierwsze punkty wyjaśniają, że rządowi chodzi po prostu o (pkt 1) remanent "istniejących programów rozwojowych dla Śląska" oraz (pkt 2) zbudowanie tajemniczego Śląskiego Centrum Przemysłu, które wzmocni tytułowy potencjał przemysłowy regionu.

W skład zespołu międzyresortowego weszli wiceszefowie 7 ministerstw (finansów, gospodarki, insfrastruktury i rozwoju, pracy i polityki społecznej oraz Skarbu Państwa). Przewodniczącym został Jakub Jaworowski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, która ma obowiązek zapewnić obsługę prac, a zastępcą - pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa, który podczas wizyt w Katowicach na bieżąco zajmuje się jednak pilniejszymi problemami, niż długofalowe koncepcje dla regionu w planie 30-40 lat (o takiej perspektywie wspominała w styczniu w Bytomiu Ilona Antoniszyn-Klik, wiceszefowa Ministerstwa Gospodarki).

W lutym brakuje konkretów
Przy realizacji programu za nieodzowną rząd uznał współpracę ze śląskimi samorządowcami, którzy z kopyta zabrali się do pracy. Chyba zaskoczyli swym tempem partnerów w Warszawie, bo szybko sformułowali 12 postulatów, a na początku lutego zawieźli do stolicy już 37 pomysłów na 35 stronach analizy potrzeb regionu. Mieli nietęgie miny, gdy okazało się, że po drugiej stronie wielosłowie i hasła ciągle zastępują konkrety (np. o planie rządowych inwestycji drogowych i autostradowych, o możliwościach przekazywania samorządom przez skarb gruntów inwestycyjnych, o przepisach służących rozwojowi Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej).

- Niestety nie usłyszeliśmy tu dziś nic, a uważam, że jeśli mamy rozmawiać o programie dla regionu, to jest to wada - mówił Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego, który koordynuje udział samorządowców w programie. Ci ostatni apelowali m.in., by rząd nie ograniczał się tylko do owijania w nowe efektowne opakowanie takich instrumentów finansowania, które z lepszym lub gorszym efektem istnieją już od dawna. Mieli nadzieję na to, że w połowie marca pojawi się "coś, co ma nazywać się programem" (określenie marszałka), ale przeliczyli się.

W kwietniu wszystko od nowa
Znowu głośno o programie, ale tylko przez jeden dzień, zrobiło się dopiero 20 kwietnia, gdy podczas Europejskiego Kongresu Gopodarczego w Katowicach minister gospodarki Janusz Piechociński zaskoczył wszystkich... nową wersją programu: Śląsk jako pierwszy ma skorzystać z tajemniczej ustawy modernizacyjnej, która pochłonie 13 mld zł przez kolejnych 20 lat. Ale nie tylko w regionie likwidującym górnictwo, lecz uniwersalnie - wszędzie, gdzie zwijają się tradycyjne przemysły. Plan rozrósł się tym razem do 5 standardowych punktów (wsparcie istniejących i pozyskiwanie nowych zakładów, innowacje i badania, rewitalizacja, edukacja), a pieniądze mają pochodzić z NFOŚiGW, Banku Gospodarstwa Krajowego i spółek państwowych oraz z UE (w tym zwłaszcza z tzw. planu Junckera, który politycy przywołują już od jesieni 2014 r., niestety nadal bez określenia kwoty polskiego udziału w strumieniu 300 mld euro). Piechociński uprzedził, że szczegóły poznamy najwcześniej pod koniec roku. Zapowiedziano, że konsultacje społeczne "instrumentów finansowych i prawnych" programu rozpoczną się od nowa, a ich wyniki do połowy maja ma poznać rządowy zespół ds. industrializacji Śląska.

W maju... jak w styczniu
Czy zespół poznał, można wątpić, bo ministerialne portale milczą, najnowsze informacje dotyczące programu są z lutego i marca, a Ministerstwo Gospodarki ciągle chwali się planem dla Śląska i górnictwa, ale z roku... 2003.
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, którą zapytaliśmy za pośrednictwem Centrum Informacyjnego Rządu o minimum konkretów na temat programu dla Śląska, również nabrała wody w usta.
Tymczasem medialną ciszę rozproszyła tydzień temu nieoceniona wiceminister gospdarki, powtarzając w komunikacie dla PAP to, co mówiła już w styczniu: "Śląsk potrzebuje reindustrializacji"...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jak zagospodarować potencjał zlikwidowanej kopalni? Mają na to pomysł

Nieczynne szyby kopalniane zostaną wykorzystane jako system poboru i zatłaczania wód

Większość Polaków chce wyjechać na wakacje latem

Wyjazd na wakacje w lecie planuje 79 proc. Polaków, a połowa z nich nie opuści kraju - wynika z badania Polskiej Organizacji Turystycznej i Travelist. Uczestnicy badania szacują, że koszt wyjazdu w tym roku na jedną osobę wyniesie od 1001 do 2000 zł.

Transformacja ciepłownictwa w kierunku niższych emisji, przy stabilnych cenach ciepła?

Zmniejszenie poziomu emisji dwutlenku węgla przez sektor ciepłownictwa przy zachowaniu bezpieczeństwa dostaw ciepła i akceptowalnych cen dla odbiorców - to główny cel projektu uchwały o strategii ciepłownictwa, którego założenia opublikowano we wtorek.

Znieśli zakaz budowy nowych elektrowni jądrowych

Szwajcarski parlament zatwierdził zniesienie zakazu budowy nowych elektrowni jądrowych, obowiązującego od 2017 r. Kraj reaguje na przewidywany wzrost zużycia energii elektrycznej i obawy o bezpieczeństwo dostaw, zwłaszcza w miesiącach zimowych. Nie podjęto jednak jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej budowy nowych bloków.