Prezes Wyższego Urzędu Górniczego powinien mieć zagwarantowaną niezależność

fot: Kajetan Berezowski

Wyższy Urząd Górniczy ma już ponad 100 lat. Ustanowiony został rozporządzeniem Rady Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 24 czerwca 1922 r.

fot: Kajetan Berezowski

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego jest centralnym organem administracji rządowej. Czy w związku z tym powinien podlegać bezpośrednio premierowi? Jest w tym pewna logika. Choć opinie były i są podzielone.

Prezes Wyższego Urzędu Górniczego jest – jak wiadomo – centralnym organem administracji rządowej. Wykonuje swoje zadania przy pomocy Wyższego Urzędu Górniczego, działającego pod jego bezpośrednim kierownictwem, z wykorzystaniem nowoczesnych metod zarządzania przez jakość. Jako organ nadzoru górniczego realizuje kompleksowe usługi administracyjne na rzecz podmiotów gospodarczych, innych organów administracji rządowej i samorządowej oraz osób fizycznych w związku z prowadzeniem działalności regulowanej przepisami prawa geologicznego i górniczego. Koordynuje i nadzoruje prace dyrektorów okręgowych urzędów górniczych.

Cofnijmy się do historii. W październiku 1954 r. ukazał się dekret o urzędach górniczych. Na jego mocy WUG stał się urzędem centralnym, podległym bezpośrednio premierowi. Główne zadania WUG obejmowały nadzór nad BHP, ochronę zdrowia i życia górników oraz tzw. interesu społecznego związanego z robotami górniczymi i prawidłową gospodarką złożem. Efektem miała być większa niezależność władz górniczych i – jak to wtedy określono w uzasadnieniu decyzji – wyjęcie ich spod zasady resortowości, hamującej sprawność polskiej administracji. Niemniej resort górnictwa miał wpływ na działalność WUG aż do swej likwidacji w 1989 r., lecz jeszcze przez kolejnych 13 lat nadzór górniczy podlegał szefowi Rady Ministrów.

Zasadnicze zmiany związane z podległością WUG przyszły w 2002 r. Ma to związek z Ustawą z 27 lipca 2001 r. Sejm uchwalił nowelizację ustawy w związku z koniecznością dostosowania postanowień prawa geologicznego i górniczego do prawa Unii Europejskiej. Na podstawie tej ustawy urzędy górnicze przejęły nadzór i kontrolę nad zakładami górniczymi wydobywającymi kopaliny pospolite, co zwiększyło liczbę nadzorowanych zakładów górniczych do około 6000. Nadzór nad prezesem WUG objął minister właściwy do spraw administracji publicznej. Zaledwie pięć lat później, w 2007 r. nadzór nad prezesem WUG przejął minister właściwy do spraw środowiska.

Rozgorzała gorąca dyskusja. Wielu, zwłaszcza śląskich parlamentarzystów argumentowało, że Wyższy Urząd Górniczy sprawuje nadzór i kontrolę nad przestrzeganiem prawa w sektorze górniczym i w związku z tym powinien mimo wszystko pozostać w pionie ministra administracji i spraw wewnętrznych. W opinii Mariusza Oriona Jędryska, ówczesnego podsekretarza stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska, było to błędne rozumowanie.

– WUG działa w oparciu o prawo geologiczne i górnicze, a gospodarzem tego prawa jest minister środowiska. To jest ważny argument – twierdził z przekonaniem wiceminister.

Dalecy od prawdy nie byli jednak i ci, według których WUG-owi bliżej było do resortów gospodarki oraz spraw wewnętrznych i administracji – bo jak podkreślano – szefowie tych resortów mieli delegację do wydawania aktów wykonawczych w zakresie prawa geologicznego i górniczego.

– Wyższy Urząd Górniczy zajmuje się bezpieczeństwem, procedurą dopuszczeniową w zakresie stosowania maszyn oraz urządzeń i powinien być przyporządkowany ministrowi spraw wewnętrznych – grzmiał nieżyjący już senator Antoni Motyczka ostrzegając, że na skutek nie do końca przemyślanych decyzji WUG traci swój prestiż. I w tej kwestii trudno było nie przyznać mu racji.

Od tamtego czasu WUG przechodził z rąk do rąk. Od 2015 r. podlegał nadzorowi Ministerstwa Energii. Jednak w 2019 r. resort ten przestał istnieć i na podstawie rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów z dnia 19 listopada 2019 r. trafił pod nadzór Ministra Aktywów Państwowych. Coraz głośniej podnoszono też postulat powrotu do uregulowań sprzed 2002 r.

„Prezes Wyższego Urzędu Górniczego powinien zostać włączony do pionu nadzorowanego bezpośrednio przez Prezesa Rady Ministrów, dzięki czemu stanie się w pełni niezależny od poszczególnych ministrów” – argumentowali przedstawiciele nadzoru górniczego.

– Będę prosił pana premiera Mateusza Morawieckiego o rozważenie powrotu do umocowania prezesa Wyższego Urzędu Górniczego bezpośrednio w kompetencjach szefa rządu – zapowiedział w kwietniu 2022 r. były wiceminister aktywów państwowych Piotr Pyzik. Skończyło się na obietnicach.

 O tym, czy nadzór górniczy zdołał przekonać urzędników z Warszawy do swych racji, dowiemy się niebawem. Sprawa wymaga z pewnością pilnego rozwiązania. Eksperci z dziedziny prawa wskazują bowiem, że w obecnej sytuacji WUG podlega nawet trzem ministrom: przemysłu, w którego kompetencjach znajduje się gospodarka złożami kopalin, aktywów państwowych – z racji zarządzania nimi oraz klimatu i środowiska zajmującego się energią, klimatem oraz środowiskiem.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.