Cień brytyjskich inwestorów w śląskim górnictwie
fot: Jarosław Galusek/ARC
Tom Gibson (po lewej) szumnie zapowiadał zakup kopalni Silesia, a w rzeczywistości nie był w stanie spełnić podstawowych warunków formalno-prawnych. Sprzedaż kopalni była negocjowana z zarządem Kompanii Węglowej, na którego czele w tamtym czasie stał Mirosław Kugiel (po prawej)
fot: Jarosław Galusek/ARC
Rumieńców nabiera sprawa możliwej sprzedaży wygaszonej kopalni Krupiński w Suszcu zagranicznemu inwestorowi, który 12 lutego oficjalnie ogłosił, że złożył ofertę kupna zakładu w Ministerstwie Energii i poskarżył się na brak odpowiedzi.
- Propozycje tego typu bardzo szybko zyskują rozgłos. Czasami nie do końca możemy od razu potwierdzić, jak poważne są to oferty – komentował kilka dni później Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii odpowiedzialny w resorcie za restrukturyzację branży, pytany o Krupińskiego.
- Chcemy się dowiedzieć, na ile propozycja inwestora z Wielkiej Brytanii jest realna. Przygotowujemy się do spotkania ze stroną społeczną. Omówimy to sobie i będziemy rozstrzygać – tłumaczył wiceminister.
Tamar Resources z Rosjanami w tle?
Inwestora - spółkę Tamar Resources popiera grupa byłych pracowników oraz związek zawodowy Solidarność, którzy podpisali z Brytyjczykami list intencyjny. Obietnica mówi o wyłożeniu przez zagraniczny kapitał 600 mln zł i zatrudnieniu 2 tys. górników przy wydobyciu węgla koksującego ze złóż w Krupińskim, który w marcu 2017 r. przekazano do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.
Na starcie ewentualny nabywca musiałby oddać do budżetu państwa ok. 200 mln zł pomocy publicznej, którą wypłacono już na - uzgodnione z Unią Europejską - zamknięcie kopalni (w tym koszt odpraw i urlopów górniczych dla załogi). Musi też dać gwarancje, że posiada pieniądze na likwidację zakładu, gdyby biznes okazał się krótkotrwały.
Czy oferowany kapitał wystarczy na uruchomienie produkcji? Pytania o wiarygodność przybrały na sile, gdy wyszło na jaw, że w szefostwie spółki, założonej zaledwie rok temu, zasiada irlandzki biznesmen, który wcześniej był dyrektorem w koncernie NWR Zdenka Bakali (przez wiele lat aż do bankructwa czeskich kopalń, obiecywał bez skutku, że ożywi Dębieńsko). Co gorsza nazwisko Irlandczyka wypłynęło w składzie rady nadzorczej spółki Nornikiel z Federacji Rosyjskiej, która należy do oligarchy zaprzyjaźnionego z Władymirem Putinem.
Wprawdzie Rosjanie i Brytyjczycy zaprzeczyli, jakoby wiązało ich coś więcej, niż członek personelu, ale pytania o wiarygodność pozostają w mocy.
Jak Gibson nie kupił Silesii...
Zwłaszcza w polskim górnictwie, gdzie za inwestorami ze Szkocji do dzisiaj ciągnie się historia zbywania przez Kompanię Węglową kopalni Silesia w Czechowicach Dziedzicach.
Przed dziesięciu laty Silesia stała się pierwszą po zmianie ustroju polską kopalnią węgla kamiennego wystawioną na sprzedaż. Przynosiła straty i w 2006 r. postanowiono ją „uśpić”, ale natychmiast zaprotestowała zdesperowana załoga. Związki porozumiały się zakładając spółkę pracowniczą dla ratowania kopalni. Rok później pojawiło się trzech potencjalnych nabywców: hinduski, czeski i szkocki, a ostatni z nich – spółka Gibson Group – złożył w końcu ofertę kupna Silesii za 205 mln zł. Hojność oferty (wartość księgową majątku oszacowano prawie dwukrotnie taniej) budziła podejrzenia. W maju 2008 r. KW i Gibson podpisały jednak umowę wstępną i dopiero miesiąc później okazało się, że Szkoci nie dopełnili jednak formalności (zarejestrowanie oddziału spółki w Polsce). Przetarg unieważniono i po opatrznościowych inwestorach pozostało wspomnienie, a kopalnia nieuchronnie traciła szansę na przetrwanie. Rzutem na taśmę i niemal cudem pracownikom udało się w końcu pozyskać poważnego partnera, którym okazał się w 2010 r. Energeticky a Prumyslovy Holding z Czech. EPH zainwestował miliard złotych, zanim Silesia zaczęła zatrudniać i przynosić uczciwe, ciężko wypracowane zyski.