Choć mieszka w Gdańsku, serce zostawił na Śląsku

Blanik leszek ARC

fot: ARC

fot: ARC

Rozmowa z Leszkiem Blanikiem, mistrzem olimpijskim w gimnastyce, wychowankiem KG Radlin

Ostatnio ogłosił Pan publicznie, że w 2010 roku zakończy długą, bo ponad 20-letnią, karierę zawodniczą. Czy to nieodwołalne postanowienie?

- Myślę, że byłbym niepoważnym człowiekiem, zwłaszcza w stosunku do osób, które mnie otaczają i kibiców, gdybym nagle zmienił zdanie. W tej chwili jestem zaangażowany w Gdańsku w projekty szkoleniowe dla młodych gimnastyków. Jest dużo pracy, którą chciałbym wykonać, by nasza młodzież miała coraz lepsze warunki do rozwijania swojego talentu.

Oficjalne pożegnanie z gimnastyką w świetle reflektorów i w asyście kamer telewizyjnych nastąpi w Gdańsku, ale karierę zaczynał Pan na Śląsku, a konkretnie w Radlinie.

- To prawda. Zaczynałem w KG Radlin – klubie, który jest kolebką polskiej gimnastyki. Ale największe sukcesy, włącznie z medalami olimpijskimi, osiągałem będąc zawodnikiem AZS AWFiS Gdańsk. Na przełomie maja i lipca odbędzie się międzynarodowy turniej, który będzie połączony z otwarciem nowoczesnej hali na 15 tysięcy widzów, znajdującej się między Gdańskiem i Sopotem. To będzie mój benefis. Właśnie w Gdańsku zamierzam realizować projekt dla najbardziej utalentowanych gimnastyków pod kątem igrzysk w 2016 i 2020 roku. Ale nie zapominam też o Radlinie, ze śląską publicznością zamierzam się pożegnać w trakcie atrakcyjnego dla widzów turnieju. Siedzi mi także w głowie projekt dotyczący funkcjonowania na Śląsku kadry juniorskiej, którą chciałbym stworzyć opierając się na pomocy sponsorów.

Czy pańska rodzina ma w swojej biografii wątki górnicze?

- Oczywiście. W naszej rodzinie nie brakowało górników. Ale zacznę od tego, że jestem stuprocentowym Ślązakiem, podobnie jak moi rodzice, dziadkowie i pradziadkowie. Mój ojciec pracował w kopalni „Marcel”, najpierw na dole, a później – po skończeniu odpowiednich kursów – w dziale mierniczo-kreślarskim na powierzchni. Także moje kuzynostwo pracowało bądź też pracuje w kopalni. To tradycja przenoszona z pokolenia na pokolenie.

W trakcie swoich wizyt na Śląsku stara się Pan bywać na imprezach sportowych, spotykać z ludźmi. Ostatnio pojawiał się Pan na meczach Odry Wodzisław, której włodarze wręczyli Panu na pamiątkę klubową koszulkę.

- Generalnie to jestem kibicem sportu żużlowego, a w szczególności ROW Rybnik. To klub bardzo zasłużony dla polskiego żużla i mam nadzieję, że szybko wróci do ligowej elity. Jak każdy kibic na Śląsku lubię też piłkę nożną i rzeczywiście bywałem na meczach Odry. Urodziłem się w Wodzisławiu i to też ma swoje znaczenie. Podobnie jak Tomek Sikora, dostałem od działaczy Odry honorową wejściówkę na ligowe spotkania tego klubu, ale nie zawsze mam czas, by przyjeżdżać do Wodzisławia. No i do tego ta koszulka. Jesienią ubiegłego roku byłem na meczu, ale drużynie jakoś się nie wiedzie...

Z tego, co Pan mówi, wynika, że jest Pan mocno związany ze Śląskiem i nie zamierza zrywać więzów z tym regionem. Po zakończeniu kariery zawodniczej będzie Pan częściej bywał na Śląsku?

- Będzie o to trudno. Jestem bowiem zatrudniony w Katedrze Sportów Indywidualnych AWF w Gdańsku i z tego tytułu mam dużo obowiązków. A do tego żona jest gdańszczanką. Nie mogę więc przekreślić tego, co łączy mnie z Gdańskiem. Ale bywam w rodzinnych stronach kilka razy w roku, zwłaszcza w Radlinie. Tam moje serce bije i zawsze będę o tym pamiętał. A chciałbym przypomnieć, że nie bez powodu dostałem tytuł „Hanysa Roku”. Prezydent Gdańska pan Paweł Adamowicz powiedział kiedyś o mnie, że jestem „Człowiekiem ze Śląska, ale gdańszczaninem z wyboru”. Bardzo mi zależy na odbudowie dawnej potęgi klubu gimnastycznego z Radlina, który w latach świetności tworzył kadrę Polski.

Na koniec proszę powiedzieć, który sukces sportowy ma dla Pana największą wartość?

- Trudno je tak oddzielić, więc wymienię cztery. Brązowy medal na igrzyskach w Sydney, wicemistrzostwo świata z 2005 roku, złoty medal mistrzostw świata z 2007 roku, no i „złoto” olimpijskie z Pekinu. Oj, trochę się tego nazbierało...

LESZEK BLANIK, urodził się 1 marca 1977 r. w Wodzisławiu Śląskim. W latach 1986-97 trenował w KG Radlin, później w AZS AWFiS Gdańsk, gdzie ukończył kierunek trenerski. Pierwszym wielkim sukcesem był brązowy medal na igrzyskach w Sydney, po którym jego podwójne salto w przód w pozycji łamanej nazwano „Blanikiem”. Na ostatnich igrzyskach w Pekinie był już złoty medal. W jego bogatej kolekcji sukcesów są złote krążki za mistrzostwo świata (Stuttgart, 2007) i mistrzostwo Europy (Lozanna, 2008). Jest 8-krotnym mistrzem Polski.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górniczy wydział szuka studentów sprzed 50 lat. Będzie wyjątkowe spotkanie

Wydział Górnictwa, Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej Politechniki Śląskiej zorganizuje spotkanie dla absolwentów sprzed pół wieku.

Zima – kto już o niej myśli?

Choć za oknem śniegu jeszcze nie ma, właśnie teraz warto zaplanować zimowy wypoczynek dla całej rodziny. Hotele***NAT zapraszają zarówno w góry - do Krynicy Zdroju, Bukowiny Tatrzańskiej, Ustronia i Wisły, jak i nad Bałtyk - do Sarbinowa oraz Świnoujścia. Niezależnie od tego, czy szukacie śnieżnych stoków, morskiego spaceru czy ciepłego basenu, każdy znajdzie wersję zimowego odpoczynku dla siebie.

115 lat po pierwszym węglu. Piekarska biblioteka szuka zdjęć z kopalni Andaluzja

Miejska Biblioteka Publiczna w Piekarach Śląskich zaprasza mieszkańców do przekazywania fotografii związanych z kopalnią Andaluzja. Wystawa, planowana w Izbie Regionalnej w okolicach Barbórki, ma upamiętnić 115 lat od rozpoczęcia wydobycia w jednym z najważniejszych zakładów pracy w historii miasta.

Górnicze tradycje w nowej odsłonie. Premiera „Rybnickiego śpiewnika górniczego”

Tradycyjne pieśni górników z Rybnika i okolic ocalone od zapomnienia. Zostały zebrane w jednym śpiewniku.