Chile: Pierwsza z trzech kapsuł ratunkowych dostarczona do kopalni

Pierwszą z trzech kapsuł ratunkowych, które posłużą do wydobycia na powierzchnię 33 górników uwięzionych pod ziemią od początku sierpnia br. dostarczono w sobotę na miejsce do kopalni San Jose, na pustyni Atacama.

 

Dwie pozostałe, zbudowane specjalnie do celów tej akcji w stoczni chilijskiej marynarki wojennej, mają być dostarczone w przyszłym, tygodniu.Kapsuły posłużą do wydobywania górników pojedynczo na powierzchnię, po ukończeniu drążenia szybów ratunkowych.Według ocen ekspertów rządowych, powinno to nastąpić na początku listopada, lub nawet wcześniej, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.Poprzednio przewidywano, że akcja ratownicza może potrwać nawet do połowy grudnia.Stalowa kapsuła mierzy ok. 10 m wysokości. W jej wnętrzu jest miejsce dla jednej osoby. Na dole kapsuły znajdują się trzy pojemniki ze sprężonym powietrzem, które powinno wystarczyć na 90 minut.

 

Ocenia się, że wyciąganie na powierzchnię będzie trwało 15-20 minut. W razie nieprzewidzianych trudności, np. zablokowania się kapsuły w szybie, będzie można otworzyć dolną pokrywę kapsuły i opuścić górnika z powrotem na dół na linie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.