Chile: 5 z 33 uratowanych górników weźmie ślub kościelny

 Pięciu z 33 chilijskich górników uratowanych w ubiegłym tygodniu z zawalonej kopalni San Jose na pustyni Atakama zamierza wziąć ślub kościelny ze swoimi wybrankami - niektórzy nawet ponad 20 lat po zawarciu ślubu cywilnego. Górnicy klęcząc oświadczyli się swoim żonom i dziewczynom na przyjęciu w nadmorskiej miejscowości Caldera na północy Chile we wtorek wieczorem.

 

Było to pierwsze publiczne spotkanie górników od czasu akcji ratunkowej. - Po tych 10 latach, które spędziliśmy razem, nadszedł czas żebyśmy się pobrali - powiedział jeden z nich, Claudio Yaniez, swojej przyjaciółce Cristinie Nuniez.

 

Również Esteban Rojas podczas pobytu pod ziemią przyrzekł, że weźmie ślub kościelny ze swoją żoną, z którą 25 lat temu wziął ślub cywilny. List z oświadczynami wysłał na powierzchnię w plastikowej tubie, w których uwięzionym dostarczano zaopatrzenie. - Powiedziałem żonie, że jeśli wyjdę stamtąd żywy weźmiemy ślub w kościele - zapewnił Rojas. - Zgodziła się. Wciąż mam ten list, żeby trzymać cię za słowo - żartuje jego żona Jessica.

 

Akcja ratowania górników, których jednego po drugim wyciągnięto z głębokości ponad 600 metrów, przyciągnęła uwagę całego świata i sprawiła, że stali się oni znani. Niektórzy z nich wciąż jednak zmagają się z traumą po ponad 2 miesiącach spędzonych pod ziemią.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.