Bywa, że spadochron w powietrzu zawiedzie i zwyczajnie się nie otworzy. Co wtedy?

1599739572 nawacki dariusz arc

fot: Archiwum domowe

Ratownik górniczy Dariusz Nawacki po swym kolejnym udanym lądowaniu

fot: Archiwum domowe

Historia miała swój początek w wojsku. Dariusz Nawacki, ratownik górniczy z ruchu Knurów kopalni Knurów-Szczygłowice, trafił do jednostki powietrzno-desantowej. Nie miał wyjścia, musiał zostać spadochroniarzem. Ale na prawdziwą przygodę ze spadochronem przyszło mu jeszcze poczekać dobrych kilka lat. Dziś jest wytrawnym skoczkiem.

– Ćwiczyliśmy skoki z pochylni, aż pewnego dnia zapakowano nas do samolotu i trzeba było oddać skok. Czy się bałem? No jasne, że tak. Była adrenalina. Skok, radość na widok otwartego spadochronu nad głową, no i lądowanie. Ja zaliczyłem na szczęście miękkie, ale kilku kolegów nieźle się poturbowało. Nikt nie wylądował na drzewie, ani na drutach wysokiego napięcia, choć co poniektórzy wylądowali trochę dalej od ściśle wyznaczonego miejsca – wspomina Dariusz. 

Podniebne akrobacje
Ratownik z Knurowa dopiero po dziesięciu latach przypomniał sobie o wojskowej przygodzie. Jadąc samochodem, przypadkowo dostrzegł szybujących w powietrzu spadochroniarzy. To był impuls – jak wspomina. Już nazajutrz zapisał się na kurs spadochronowy.

– Miałem za sobą jedynie pięć skoków i to zaledwie z wysokości 700 m. Wiedziałem, że przyjdzie mi skakać z dużo większej wysokości. Na zajęciach uczyli nas podstaw meteorologii, prawa lotniczego i przede wszystkim zasad bezpieczeństwa. Dużo miejsca poświęcono również zachowaniu w sytuacji ekstremalnej, to bardzo ważne, bo tam, wysoko w powietrzu, nie ma zbyt dużo czasu na podejmowanie decyzji – śmieje się Dariusz.

W taki oto sposób uzyskał najpierw spadochronową licencję A, upoważniającą do wykonywania skoków pod nadzorem instruktora, a po roku kolejne licencje B i C. Posiadając takie uprawnienia można już „wyrzucać” skoczków z samolotu, a nawet naprowadzać samolot na kurs zrzutu. Skoczkowi z Knurowa ciągle jednak czegoś brakowało. W końcu postawił przysłowiową kropkę nad „i”, decydując się na podniebne akrobacje.

– Myślę, że to jest właśnie kwintesencja spadochroniarstwa. Jak dla mnie super. Ktoś, kto nas obserwuje, może odnieść wrażenie, że płyniemy w powietrzu. Samolot wynosi skoczków na wysokość ok. 4 tys. m. Skacze się pojedynczo, jeden w ślad za drugim. Następnie łapiemy się w powietrzu za ręce, tworzymy różne figury – opowiada.

W taki właśnie sposób skoczkowie wykonują popularne kółko, a następnie gwiazdę. Trzeba potrafić odpowiednio manewrować ciałem w zależności od kierunku wiatru, aby utworzyć zaplanowaną figurę. Wytrawni akrobaci spadochronowi mają opanowanych po kilka układów: „diament”, „ypsilon”, „płatek śniegu”, „gąsienicę” lub „grot”. Prócz akrobacji zespołowych wyróżnia się także indywidualne typu: „łabędź”, „łza”, „piruet” i „kompas”. Znane są ponadto formacje „kanapowe” wymagające świetnego wręcz wyczucia prędkości spadochronów i dystansu między nimi. Tworzy się je skacząc z wysokości co najmniej 1500 m. Do popularnych figur zalicza się „banan”, czyli układ boczny, w którym czasze stykają się bokami, a skoczkowie trzymają się za taśmy na tej samej wysokości. Popularne jest również nurkowanie dwóch spadochronów, gdy skoczkowie trzymają się nogami, opadając twarzami w dół.

– Szkopuł w tym, że spadanie np. z wysokości 4 tys. m odbywa się z prędkością 220 do 240 km na godzinę. Wystarczy na wykonanie kilku szybkich figur i na tym w zasadzie koniec, ponieważ na wysokości 1 tys. m trzeba już otwierać spadochron – opowiada Dariusz Nawacki.

Bywa, że spadochron w powietrzu zawiedzie i zwyczajnie się nie otworzy. Co wtedy? Oczywiście nie pozostaje nic innego, jak tylko otworzyć zapasowy. Czasza główna ulega wypięciu i odlatuje. Nad głową pojawia się wówczas czasza spadochronu zapasowego. 

Trafić w punkt
– Mówi się, że tam w powietrzu nie ma czasu na zastanawianie się, jak postąpić w ekstremalnej sytuacji. Ja powiem, że w strachu człowiek jest w stanie o wielu sprawach sobie przypomnieć, choć sam w podobnej sytuacji jeszcze się nie znalazłem. Na pewno myśl o tym, że leci ze mną zapasowy spadochron, działa uspokajająco. Zresztą w dobie automatyzacji zapasowy spadochron otworzy się w razie niebezpieczeństwa sam – śmieje się Dariusz.

Od pewnego czasu ratownik z Knurowa jest członkiem zespołu AGL Gliwice. To utytułowany klub. Dość powiedzieć, że członkowie sekcji spadochronowej wywalczyli przed rokiem pierwsze i drugie miejsce na międzynarodowych zawodach Speed Star w czeskim Prostejovie. Wśród nich był oczywiście Dariusz Nawacki. Ratownik z Knurowa wziął również kilkakrotnie udział w zawodach na celność skoku. W konkurencji indywidualnej zajął II miejsce. Tylko pozazdrościć takich umiejętności. Warto dodać, że ta dyscyplina należy do najstarszych i obecnie najpopularniejszych odmian spadochroniarstwa. Zawodnik wyskakuje z wysokości ok. 1100 m, a jego zadaniem jest wylądować jak najbliżej celu oznaczonego kołem o średnicy 30 cm!

– Oczywiście, że trafiłem w punkt, ale w końcu mam za sobą prawie 800 skoków. Zebrałem więc odpowiednie doświadczenia, które zobowiązują do utrzymania odpowiedniego poziomu – zapewnia miłośnik podniebnych akrobacji.

Dla kogoś, kto miałby zamiar go naśladować, ważna informacja. Otóż dobry i bezpieczny spadochron to wydatek rzędu ok. 20 tys. zł. Składa się m.in. z taśmy łączącej, czaszy, osłony czaszy, linek nośnych i sterowniczych, taśm nośnych, zamków wyczepnych oraz uprzęży razem z pokrowcem i spadochronu zapasowego. Taki spadochron trzeba serwisować zgodnie z przepisami raz do roku w specjalnych punktach usługowych. W sumie skoczek zabiera z sobą na podniebną wyprawę ok. 16 kg bagażu.

Można skusić się na skok jednorazowy i zwyczajnie sprawdzić samopoczucie w powietrzu, na dużej wysokości. Wówczas jest się podpiętym do instruktora, który dba o bezpieczeństwo skoczka. Jeśli w kimś obudzi się natura skoczka, nic tylko pędzić na kurs. Jest kilka rodzajów kursów. Skacze się w asyście instruktorów z wysokości 1200 m z użyciem linki desantowej, która automatycznie otwiera czaszę spadochronu. Uczeń ćwiczy opuszczenie samolotu, sterowanie i lądowanie. W miarę zdobywanego doświadczenia wychodzi się na coraz wyższe pułapy.

– Na pewno warto spróbować – zachęca Dariusz.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.

Górnicy i hutnicy na filmach sprzed 60 lat. Mamy je! Warto zobaczyć!

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć film zmontowany z archiwalnych nagrań TVP 3, zachęcamy do oglądania! Ma ponad 7 minut, nosi tytuł „Twarze Przemysłu” i był pokazywany podczas tegorocznej Industriady w Muzeum Miejskim „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Polska i Niemcy udostępnią 60 tys. Biletów Przyjaźni dla młodych podróżnych

Resort infrastruktury oraz Federalne Ministerstwo Transportu Niemiec uruchamiają kolejowy Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni, z którego będzie mogło skorzystać 60 tys. młodych osób w wieku od 18 do 27 lat. Każdy z krajów udostępni po 30 tys. biletów - poinformowało w środę polskie ministerstwo.

Fotografie z kopalń, hut, fabryki obrabiarek i wielu innych zakładów. Warto je zobaczyć!

Jeśli ktoś ma wolne popołudnie albo weekend, polecamy wycieczkę do Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej. Można tam zwiedzić nie tylko kopalnię ćwiczebną z lat 20. ubiegłego wieku, ale i świetną wystawę „Razem dla przemysłu. Oblicza dąbrowskich zakładów w fotografii i designie”. Wystawa na pewno będzie czynna przez całe wakacje.