Bytom: stary Karb przechodzi do historii

fot: Maciej Dorosiński

Nie wszystko co się wali w Bytomiu, to sprawa działalności górniczej

fot: Maciej Dorosiński

Jest spora szansa, że teren po wyburzonych kamienicach będzie jeszcze tętnić życiem. Pojawili się nawet inwestorzy, którzy gotowi są w tym miejscu zbudować obiekty handlowe. Rozpoczął się ciąg dalszy procesu wysiedlania bytomskiej dzielnicy Karb. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Bytomiu wydał decyzję o rozbiórce kamienic przy ul. Kołłątaja.

- Z budynków przy ul. Kołłątaja od numeru 21 do 28 zostanie ogółem wykwaterowanych 39 rodzin. Do tej pory 24 rodziny podpisały umowy najmu wyremontowanych lokali i wszystkie zostały przekwaterowane. Potrzeby mieszkaniowe pozostałych 12 rodzin zostaną zaspokojone w terminie do 20 kwietnia br. Na okres 2-3 tygodni trafią do hotelu dwie rodziny, a jedna na czas oczekiwania na lokal zamienny będzie przebywała u rodziny - wyjaśnia Aleksandra Szatkowska, rzecznik Urzędu Miejskiego w Bytomiu.

Elżbieta Kwiecińska, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, zaznacza, że wykwaterowania są niezbędne ze względu na szkody górnicze, ale jak podkreśla, sama substancja mieszkaniowa nie była najwyższej jakości. Zbudowana na okres maksymalnie 50 lat zagrażała już bezpieczeństwu lokatorów.

Dwie kamienice przy ul. Kołłątaja na bytomskim Karbiu będące własnością gminy mają zniknąć do końca czerwca br. Przed czterema laty, kiedy rozpoczął się exodus z dzielnicy, likwidacji uległo kilka innych bloków przy ul. Technicznej i Pocztowej. Wysiedlono wówczas ponad 100 rodzin.

We wrześniu 2011 r. Kompania Węglowa i miasto zawarły umowę, w myśl której Kompania wypłaciła ponad 24,5 mln zł na budowę i remonty mieszkań dla wykwaterowanych lokatorów. Ze względu na zagrożenie, które stanowią uszkodzone budynki, spółka zobowiązała się do ich rozbiórki.

- Kompania Węglowa nie ma już żadnych zobowiązań wobec gminy Bytom. Zapłata wynikająca z porozumienia zawartego w 2011 r. była jednorazową rekompensatą za szkody górnicze - informuje Tomasz Głogowski, rzecznik KW.

Za obecne wyburzenia oraz lokale zastępcze zapłaci więc gmina. Jeszcze w ub.r. bytomscy radni podjęli uchwałę o przeznaczeniu 1 mln 880 tys. zł na przygotowanie mieszkań dla rodzin, które zostaną wykwaterowane. Jest duża szansa na to, że teren po wyburzonych budynkach zostanie w niedługim czasie zrekultywowany i zagospodarowany. Pojawili się nawet inwestorzy, którzy gotowi są w tym miejscu zbudować obiekt handlowy. Są jednak w tym względzie pewne ograniczenia.

- Na razie teren nie będzie zagospodarowywany, ale planujemy po pewnym czasie przeprowadzenie stosowanych badań i wówczas rozstrzygniemy o rekultywacji terenu i ewentualnym przeznaczeniu go pod inwestycje zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego - podkreśla Kwiecińska.

Wiadomo już na pewno, że na dwóch kamienicach przeznaczonych do rozbiórki w pierwszej połowie br. się nie skończy. Planowane są też wyburzenia przy ul. Racławickiej i Krańcowej.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Prace naprawcze na estakadzie w Chorzowie do 4 czerwca

Na 4 czerwca br. planowane jest zakończenie robót naprawczych na chorzowskiej estakadzie, które mają umożliwić czasowe i ograniczenie wykorzystanie obiektu. Na kolejne dni zakładane są prace związane ze wznowieniem ruchu pojazdów, w tym komunikacji miejskiej pod obiektem.

Nadzór górniczy i przedsiębiorcy stają przed kolejnymi wyzwaniami

Przepisy rozporządzenia metanowego spędzają sen z powiek menedżerom spółek węglowych. Górnictwo coraz silniej zależy od systemów teleinformatycznych, automatyki przemysłowej, systemów sterowania, łączności, monitoringu zagrożeń naturalnych oraz infrastruktury IT/OT.

Według prognoz KE, polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE

Komisja Europejska prognozuje, że polska gospodarka będzie jedną z najszybciej rozwijających się w UE - podkreśliło Ministerstwo Finansów w komentarzu do prognoz KE. Bruksela spodziewa się wzrostu PKB Polski w 2026 r. na poziomie 3,5 proc.

Miliardy z ETS w worku bez dna. Jak rząd Morawieckiego przejadł pieniądze na transformację

Temat unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Przez jednych nazywany „unijnym podatkiem od CO2”, przez innych „klimatyczną kroplówką dla budżetu” – system ten stał się centralnym punktem debaty o polskiej energetyce i kosztach życia. Stał się też tematem protestu związkowego (20 maja w Warszawie) wielu branż, dla których jest kamieniem u szyi. Prezydent Karol Nawrocki proponuje m.in. w jego sprawie przeprowadzić ogólnokrajowe referendum. Problem w tym, że udział w proteście brali też politycy prawicy, którzy za przyjęcie tego systemu odpowiadają, ale próbują to wymazać z publicznej świadomości. Ponad 85-90 proc. z ponad 130 mld zł „rozpłynęło się” w ogólnym worku budżetowym, służąc do finansowania bieżących obietnic politycznych i osłon socjalnych. Na energetykę poszło – 1,3 proc. tej kwoty.