Bytom: eksperci poszukają przyczyn tych szkód...
fot: Jarosław Galusek
Jeżeli ekspertyza budowlana potwierdzi, że budynki nie nadają do remontu, Kompania przejmie je na własność i rozbierze...
fot: Jarosław Galusek
Zarząd Kompanii Węglowej podjął decyzję, że zleci Głównemu Instytutowi Górnictwa wykonanie ekspertyzy, która wykaże, jakie są warunki gruntowe podłoża. Istnieje bowiem możliwość, że uaktywniły się zroby związane z płytką eksploatacją rud, która prowadzona była pod Bytomiem od XVII do XIX wieku. Takiej hipotezy nie wyklucza prof. Andrzej Kowalski, kierownik Zakładu Ochrony Powierzchni i Obiektów Budowlanych Głównego Instytutu Górnictwa.
Kopalnia Bobrek-Centrum prowadzi wydobycie pod terenem dzielnicy Karb od 1902 roku. Eksploatacja, która łącznie objęła 17 pokładów, poprzez sieć geodezyjną monitorowana jest od 1965 roku. Z zebranych za pomocą tego systemu danych wiadomo, że w ciągu 45 lat, do końca 2010 roku, teren dzielnicy Karb, wskutek wydobywania tu węgla, obniżył się o około 18 m. Nigdy jednak dotąd, gdy w Karbiu zaczęły pękać budynki i z mieszkań trzeba było wykwaterować ponad czterdzieści rodzin, natura aż do tego stopnia nie zaskoczyła górników.
- Teren, w którym obecnie występują szkody, był przed uruchomieniem eksploatacji poddany ocenie przez rzeczoznawców. Ekspertyzie poddano wszystkie obiekty budowlane, które znajdowały się w potencjalnym zasięgu wpływów tej eksploatacji. Ocena ta wykazała, że budynki są przystosowane do odkształceń powierzchni, które były projektowane. Okazało się jednak, że zabudowa nie wytrzymała tych wpływów. Jesteśmy w tej chwili na etapie szukania powodów i przyczyn takiego stanu rzeczy. Według naszej dzisiejszej wiedzy, odkształcenia, które spowodowane były eksploatacją, nie przekraczają planowanych przez nas kategorii - wyjaśnia Marek Uszko, wiceprezes Kompanii Węglowej.
Zarząd Kompanii Węglowej podjął decyzję, że zleci Głównemu Instytutowi Górnictwa wykonanie ekspertyzy, która wykaże, jakie są warunki gruntowe podłoża. Istnieje bowiem możliwość, że uaktywniły się zroby związane z płytką eksploatacją rud, która prowadzona była pod Bytomiem od XVII do XIX wieku. Takiej hipotezy nie wyklucza prof. Andrzej Kowalski, kierownik Zakładu Ochrony Powierzchni i Obiektów Budowlanych Głównego Instytutu Górnictwa.
Szukanie przyczyn
- Zarówno wcześniejsza eksploatacja rud, jak i późniejsza węgla kamiennego oddziałują na powierzchnię wspólnie. Można to porównać do organizmu człowieka, w którym jeden narząd ma wpływ na drugi - tłumaczy profesor.
Naukowiec wyjaśnia także procedurę, jaką przejść musi przedsiębiorca górniczy, by uzyskać zgodę na eksploatację.
- Kopalnie, w oparciu o ekspertyzy bądź własne rozpoznanie, sporządzają tak zwane plany ruchu. Plany te są uzgadniane z miastem, a następnie zatwierdzane przez Okręgowy Urząd Górniczy, który stwierdza, na jakich warunkach taką eksploatację się dopuszcza.
Kopalnia Bobrek-Centrum taką ścieżkę przeszła w 2008 roku. Co więcej, jako że wydobycie prowadzone być miało w trudnym, zurbanizowanym terenie, projekt eksploatacji zatwierdzony został przez specjalną komisję, powołaną przy prezesie Wyższego Urzędu Górniczego. Wśród warunków postawionych kopalni, aby dostała zgodę na fedrowanie pod Bytomiem, było nieprzekroczenie kategorii odkształceń określonych dla budynków zlokalizowanych na powierzchni. Budynki - według eksperty - powinny wytrzymać kategorię trzecią, tymczasem do tej pory efekty eksploatacji kopalni Bobrek-Centrum nie przekroczyły drugiej kategorii.
- Jeśli kategoria zagrożenia jest niższa lub równa odporności budynku, nie powinno dojść do takich sytuacji, jak ta w Bytomiu. Któraś ze stron równania była nie do końca rozpoznana - próbuje znaleźć wyjaśnienie prof. Kowalski.
Na potencjalną przyczynę bytomskiej katastrofy zwrócił także uwagę wiceprezes Marek Uszko:
- W ostatnich dniach przekazano nam informację, że w tym rejonie prowadzono prace ziemne, związane z modernizacją kanalizacji. Wykopy miały głębokość około 5 metrów. To także narusza statykę obiektów...
Nie można na podsadzkę
Kopalnia Bobrek-Centrum pracuje w ramach dwóch ruchów. Na ruchu drugim (Centrum) wydobycie najnowocześniejszym kompleksem ścianowym prowadzone jest na podsadzkę. W uproszczeniu, taki system eksploatacji, polegający na wypełnianiu pustek mieszaniną piasku i wody, minimalizuje możliwość powstawania odkształceń na powierzchni. W ruchu pierwszym (Bobrek) takiej możliwości technicznej nie ma. Budowa geologiczna złoża w tym rejonie eliminuje inny sposób eksploatacji niż eksploatacja na zawał. Dodatkowo specyfika samego węgla, skłonnego do samozapalenia, wyklucza zmianę sytemu eksploatacji.
Gdyby jednak nawet, pomijając uwarunkowania geologiczno-górnicze i techniczne, zdecydowano się na eksploatację podsadzkową, nikt nie da gwarancji, że powierzchnia nie będzie się odkształcać.
Dalekosiężna decyzja
Mimo tylu niejasności dotyczących przyczyn zaistniałej sytuacji, Kompania Węglowa nie uchyla się od odpowiedzialności.
- Uznajemy to zdarzenie za szkodę górniczą, powstałą w wyniku eksploatacji i jesteśmy zobowiązani do jej naprawienia. Forma naprawy zależy od opinii eksperta budowlanego. Do końca miesiąca taka ekspertyza, stwierdzająca, które obiekty nadają się do remontu, zostanie nam dostarczona. Wtedy podjęte zostaną ostateczne decyzje - podsumowuje wiceprezes Uszko.
Decyzje te będą prawdopodobnie zmierzać do wykupienia wszystkich obiektów powierzchniowych, które będą w zasięgu eksploatacji. Jeżeli ekspertyza budowlana potwierdzi, że budynki nie nadają do remontu, Kompania przejmie je na własność i rozbierze. Mając do czynienia z niezabudowanym terenem, będzie można podjąć decyzję o eksploatacji 12 mln t dobrego węgla, który znajduje się w tym rejonie kopalni. Po wydobyciu surowca istnieje możliwość ponownego zagospodarowania tego terenu przez miasto.
- Kompania Węglowa, w ramach posiadanej koncesji, ma upoważnienie do tego, żeby eksploatować w tym rejonie złoże, ale także obowiązek naprawiania szkód górniczych powstających z tego tytułu. Z tych zobowiązań się wywiązujemy. Rocznie spółka na usuwanie szkód górniczych wydatkuje środki w wysokości około 250 milionów złotych, do Bytomia według pierwotnych planów trafi ponad 17 milionów złotych z tej kwoty. To duże nakłady, ale od tych zobowiązań Kompania nie ucieka. Obecna sytuacja zaskoczyła także nas, bo ekspertyzy wykazywały, że wydobycie pod dzielnicą Karb nie spowoduje negatywnych skutków dla powierzchni...