Były dyrektor „Halemby”: O zagrożeniach wiedziałem tyle, co każdy
fot: Jacek Srokowski
Od czterech miesięcy do dwóch lat więzienia w zawieszeniu i grzywny dostało dziewięciu oskarżonych w sprawie katastrofy Halembie, którzy przyznali się do zarzutów i wnieśli o dobrowolne poddanie się karze
fot: Jacek Srokowski
W trakcie prac wykonywanych przez zewnętrzną firmę Mard doszło do wybuchu metanu i pyłu węglowego. Kazimierz D. odpowiedzialność przerzucił na swoich podwładnych bezpośrednio wyznaczonych do prowadzenia prac. Kilkakrotnie podkreślił, że on tylko zezwolił, a nie polecił wyrabować niepotrzebne już na poziomie 1030 metrów pod ziemią maszyny.
Kazimierz D. to najwyższy rangą pracownik rudzkiej kopalni zasiadający na ławie oskarżonych. Wczoraj zakończył składanie swych wyjaśnień, odczytano też protokoły z jego wcześniejszych przesłuchań. Na żadnych z tym etapów były dyrektor, obecnie emeryt, nie przyznaje się do winy.
- 20 listopada, a więc dzień przed wybuchem otrzymałem pierwszy raport dotyczący likwidowanej ściany. Następnego ranka kolejny i ostatni. Wynikało z nich, że dopuszczalne przekroczenia metanu spowodowane były czynnikiem ludzkim i na bieżąco je usuwano - mówił Kazimierz D. podkreślając, że sytuacje takie mają miejsce m.in. na skutek usuwania obudów ścianowych, awarii wentylatora, otwierania tam wentylacyjnych, a nawet niżu barycznego. - Nie informowano mnie natomiast o stężeniach gazów kopalnianych znajdujących się w trójkącie wybuchowości, jak również o tym, co zarejestrował chromatograf, a więc urządzenie analizujące skład atmosfery w kopalni.
Prokuratura zarzuca Kazimierzowi D., że wiedział m.in. o przekroczeniach dopuszczalnych stężeń metanu i nie prowadził działań profilaktycznych zapobiegających wybuchowi pyłu węglowego. Ustalenia Wyższego Urzędu Górniczego wskazują, że w trakcie prac prowadzonych przez Mard czujniki ponad 40 razy zarejestrowały przekroczenie metanu, z czego 9 razy poziom oscylował w granicach wybuchowości.
Podczas kolejnej rozprawy Kazimierz D. ma odpowiadać na pytania sądu i stron. Następnie rozpoczną się przesłuchania świadków. Jest ich około trzystu – podkreśla „Dziennik Zachodni”.