Budryk będzie fedrował 1290 metrów pod ziemią
fot: Jarosław Galusek
Kopalnia Budryk, najnowocześniejsza kopalnia należąca do JSW, z systemu kontenerów korzysta już od 2002 r.
fot: Jarosław Galusek
- To szansa dla tej kopalni na przedłużenie żywotności o kolejne 70 lat. Jest tam 160 milionów ton najlepszej jakości węgla koksowego do wybrania. A kolejne 240 milionów ton można przygotować do wydobycia. Pierwsza tona węgla wyjedzie stamtąd w 2014 roku - wyjaśnia Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzecznik JSW.
Po zrealizowaniu tej inwestycji kopalnia w ciągu doby będzie w stanie wydobywać 13 tys. ton urobku. Węgiel koksowy osiąga obecnie rekordowe ceny na rynkach światowych, a spółka robi na nim prawdziwe kokosy. Jednak zanim uda się dobrać do tego z Budryka, trzeba przeprowadzić gigantyczne inwestycje.
„DZ” zastanawia się, czy gra jest warta świeczki, skoro na tej głębokości panują bardzo niebezpieczne warunki pracy?
- Doprowadzenie na taką głębokość ludzi, sprzętu, przygotowanie transportu, klimatyzacji, systemu odmetanowania, to niezwykle kosztowne przedsięwzięcie. Inwestycja pochłonie 428 milionów złotych - wyjaśnia Jabłońska-Bajer.
Najważniejsze zadanie to pogłębienie o około 311 metrów szybu VI do poziomu 1290 m. Zapewni on transport materiałów i świeże powietrze. Na dole powstaną nowe przekopy pomiędzy poziomami od 1050 do 1300 m. Ważne jest to, że węgiel koksowy musi wyjeżdżać na powierzchnię nową drogą, by nie mieszać go z węglem gorszej jakości, który jest wydobywany w kopalni.
Roboty związane z budową nowego poziomu już się rozpoczęły – donosi „DZ”.
- Wydrążyliśmy prawie 300 metrów przekopu z poziomu 1050 na poziom 1290, który będzie miał długość ponad 1000 metrów - mówi Jan Płaczek, główny inżynier przygotowania produkcji w kopalni.
- Pogłębiamy już szyb VI. Budryk stanie się w ten sposób najgłębszą kopalnią w Polsce. Śląskie kopalnie muszą drążyć coraz głębiej, bo pokłady się kończą, a szukanie nowych złóż spotyka się z olbrzymim oporem społecznym - ostatni przykład to Pielgrzymowice, które nie chcą utworzenia u siebie nowego szybu.
Jedno jest pewne: praca na takich głębokościach jest bardzo niebezpieczna – podkreśla „Dziennik Zachodni”.
- Trzeba się liczyć ze wzrostem zagrożeń. Na głębokości 1300 metrów metanu jest znacznie więcej, ciśnienie olbrzymie, a temperatura górotworu sięga 50 stopni Celsjusza. Jednak pamiętajmy, że technika też poszła znacznie do przodu, więc przygotowanie miejsca do bezpiecznego fedrunku jest możliwe. W Budryku jest dużo metanu, ale można sobie z nim poradzić. JSW ma w tej kwestii doświadczenie, bo w kopalni Pniówek metan jest wykorzystywany do klimatyzacji podziemnej, czyli chłodzenia. To supernowoczesne rozwiązanie na skalę światową - mówi prof. Paweł Krzystolik, konsultant naukowy Głównego Instytutu Górnictwa.