Brzuch zgubiony w lesie

Kontowicz rafal ARC

fot: ARC

Dla Rafała Kontowicza bieganie jest również okazją do poznawania coraz to nowych ludzi

fot: ARC

Jeszcze dwa lata temu Rafał Kontowicz, przy niezbyt imponującym wzroście, ważył 93 kg i miał 106 cm w pasie. Dziś, spoglądając na jego nienaganną, sportową sylwetkę, aż trudno w to uwierzyć.

- Pomyślałem sobie: chłopie, masz 33 lata, rośnie ci brzuch, ciężko ci się schylić i zasznurować buty. Tak dalej być nie może – wspomina ze śmiechem tamtą dezaprobatę wobec samego siebie.

Joanna i Tomasz Katanowie, zaprzyjaźnione małżeństwo z sąsiedztwa, namówili Kontowicza na bieganie.

– Z początku potraktowałem ich zachętę bez specjalnego entuzjazmu. Biegać!? Ale właściwie czemu nie? Spróbowałem raz, drugi. Wtedy przebiegnięcie 2-4 km było dla mnie wielkim wyczynem. Ale spodobało mi się – opowiada.

Niespełniony bokser

Dla Rafała Kontowicza bieganie nie było pierwszą przygodą ze sportem.

– Już w podstawówce, a później w szkole górniczej, byłem ruchliwym chłopakiem. Czegóż ja nie próbowałem? Piłki nożnej, zapasów, kolarstwa, tenisa... Ale było w tym więcej słomianego zapału, niż prawdziwej pasji. Najdłużej, bo trzy lata, trenowałem boks. Kto wie? Gdyby w mysłowickim Górniku nie została zlikwidowana sekcja pięściarska, może zostałbym w końcu bokserem? – zastanawia się.

Sportowe zapędy skorygowało życie. Z czasem młodzieńczą wolność coraz bardziej ograniczały obowiązki. Przyszły dniówki górnika w Oddziale Robót Przygotowawczych w kopalni „Mysłowice”, ożenek, narodziny syna i... kolejne dziurki w pasku.

Wygląda na to, że tym razem bieganie nie jest jedynie słomianą przygodą. Po dwóch latach treningów mysłowicki górnik przebiegł już cztery maratony, nie licząc wielu półmaratonów i długodystansowych crossów. Rozmawialiśmy w przerwie pakowania walizek przed wylotem na jego piąty już maraton w Dortmundzie.

– Zakochałem się w bieganiu. Dziennie leśnymi ścieżkami między mysłowickim Janowem, Starą Wesołą i Nikiszowcem przemierzam 10-15 km. W soboty – nawet 30. Cieszę się lasem, śpiewem ptaków... Nie biegam dla lokat na mecie, dla nagród.

Pokonanie jakiegoś dystansu w krótszym czasie traktuję jako zwycięstwo nad samym sobą. Czuję się wtedy szczęśliwy, oderwany od codziennych zgryzot i stresów. Moim mottem jest powiedzenie Haile Gebrselassie, jednego z największych biegaczy w dziejach: „niemożliwe nie istnieje” – zwierza się.

Truchtacz z ambicjami

Kontowicz nie tylko biega. Dokładnie przed dwoma laty – wspólnie z małżeństwem Katanów i Januszem Kuczmierczykiem – został założycielem Stowarzyszenia Truchtacz Mysłowice.

– Wielkie rzeczy robią mali ludzie. Powołaliśmy stowarzyszenie po to, żeby wszystkich tych, których spotykamy w lesie – biegających, jeżdżących na rowerach, chodzących o kijach – zebrać razem i robić coś wspólnie – wyjaśnia powody spontanicznej inicjatywy czwórki.

Już w kilka miesięcy po rejestracji Truchtacza, tj. w styczniu ub.r. urządzili rodzinny crossowy bieg „Spełnionych marzeń”.

– Wytyczyliśmy trudną, dwunastokilometrową trasę, rozesłaliśmy wici w internecie, przyszykowaliśmy drobne upominki. Na starcie stanęło 35 osób. Obok „znajomych z lasu” zjechali ludzie nawet z Krakowa i Częstochowy. Było fajnie, prawdziwie rodzinnie. Styczeń, wprawdzie bez śniegu, ale chłodno. Mamy przygotowały herbatę, ktoś przyniósł ciastka... Tomek miał akurat urodziny, więc znalazł się również tort – opowiada o truchtaczowym debiucie.

W Mysłowicach są co prawda dwa biegi z tradycją – „Trójkąta trzech cesarzy” i Jerzego Chromika. Zwłaszcza ten drugi mógłby i powinien być wizytówką miasta. Tymczasem na jego starcie staje mniej więcej 150 biegaczy.

– Zastanawialiśmy się więc dlaczego nie zrobić w Mysłowicach czegoś większego. Prawda, i wśród nas też byli malkontenci. Styczeń, pełnia zimy, nie ma szans na zorganizowanie biegu na większą skalę – kręcili nosami. A jednak zadaliśmy kłam przepowiedniom pesymistów. W tym roku na drugi bieg „Spełnionych marzeń” zjechali już ludzie z całej Polski. W biegu głównym startowało 212 osób. W biegu rodzinnym – 50 dzieci z rodzicami. Po raz pierwszy na trasę ruszyło też przeszło 50 entuzjastów nordic walkingu (marszu z kijami). Było rewelacyjnie. Pod nogami skrzypiał śnieg, trzymał tęgi mróz. Strażacy ugotowali fantastyczną grochówkę, były już profesjonalne medale i dość atrakcyjne nagrody, w tym, przywieziony z Anglii przez jednego z naszych przyjaciół, oryginalny szalik Harry’ego Pottera – cieszy się z sukcesu styczniowej imprezy Rafał Kontowicz.

Przyjacielska paczka

Dla górnika z Mysłowic bieganie jest również okazją do poznawania coraz to nowych ludzi z różnych środowisk.

– W samym stowarzyszeniu tylko ja i Janusz Kuczmierczyk, kiedyś dyspozytor w kopalni, jesteśmy związani z górnictwem. Wśród nas jest również prywatny przedsiębiorca, rzemieślnik, sprzedawcy w Auchan i sklepu jubilerskiego, dziennikarz, pracownik więziennictwa... Wspaniali ludzie. Nie tylko w trakcie biegania tworzymy paczkę przyjaciół. Znamy się my, znają się nasze żony i dzieci – opowiada o tych więziach.

Każdy kolejny bieg poszerza ten przyjacielski krąg.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Emigranci za chlebem. Niezwykłe losy polskich górników we francuskich kopalniach

Trudno dzisiaj oszacować, ilu Ślązaków i Zagłębiaków wyjechało przed drugą wojną światową do pracy we Francji. Ich ciekawe historie warte są zachowania.

Letnie święto na Nikiszu. Odpust u Babci Anny

Tegoroczny Jarmark u Babci Anny odbędzie się w niedzielę, 26 lipca. Jak zwykle będzie towarzyszył odpustowi w parafii św. Anny w katowickim Nikiszowcu.

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.