Bruksela mówi NIE dla stoczni
fot: PAP
Związki w gdyńskiej stoczni żądają wstrzymania zwolnień w ramach programu dobrowolnych odejść
fot: PAP
We wtorek w Brukseli w sprawie polskich stoczni odbyły się dwa spotkania. W pierwszym, \"technicznym\", uczestniczyli m.in. przedstawiciele ukraińskiego koncernu ISD, inwestora w Stoczni Gdańsk. - Skończyło się niczym. Urzędnicy wysłuchali nas, ale nic nie powiedzieli o tym, co planują - mówi nieoficjalnie jeden z menedżerów ISD.
Bomba wybuchła dopiero wieczorem, po zakończeniu spotkania \"politycznego\", w którym wziął udział minister Grad. Komisarz Kroes przedstawiła mu na spotkaniu negatywną ocenę planów restrukturyzacyjnych. Grad nie ukrywał rozczarowania. - Odniosłem wrażenie, jakby urzędnicy czytali inny dokument niż my - mówił.
12 września rząd wysłał do Brukseli plany restrukturyzacji dla połączonych stoczni Gdańsk i Gdynia oraz dla Stoczni Szczecińskiej Nowej. Plany zakładały m.in. • kolejny zastrzyk pomocy publicznej (ok. 800 mln zł dla Stoczni Gdynia i ok. 400 mln zł dla Stoczni Szczecińskiej Nowej), • prywatyzację stoczni - Stocznię Gdynia miał kupić ukraiński koncern metalurgiczny ISD i połączyć ją z ukraińską już Stocznią Gdańsk, Stocznię Szczecińską miał kupić Mostostal Chojnice oraz • ograniczenie produkcji statków jako formę kary za korzystanie z pomocy publicznej.
- Wspólnie przygotowaliśmy dobry plan - zachwalali w połowie września minister skarbu Aleksander Grad (PO) i prezes ISD Polska Konstanty Litwinow.
Eksperci spodziewali się jednak decyzji negatywnej. - Komisja Europejska nie zgodzi się na kolejną pomoc państwa dla stoczni. Żądamy zbyt dużo: ostatnio stocznia na Słowacji dostała zgodę na pomoc w wysokości tylko 0,5 mln euro, a my wnioskujemy o setki milionów - przekonywał w poniedziałek w \"Gazecie\" Marek Błuś, publicysta zajmujący się gospodarką morską.
Słowa Kroes to jeszcze nie wyrok śmierci. Jej decyzję musi poprzeć Komisja Europejska. Grad uważa, że jeśli Komisja okaże dobrą wolę, to zgodzi się na plany. - Dziś tej dobrej woli nie widziałem po stronie pani komisarz - mówił.
Jednak wątpliwości co do tego, jaką decyzję podejmie Komisja Europejska, nie mieli eksperci zaangażowani przez polski rząd. - Oba projekty są uważane za niewystarczające - mówił Asger Petersen, prawnik z kancelarii Cleary Gottlieb Steen & Hamilton. Ale i on był zaskoczony tak negatywną oceną Komisji. - Od sierpnia inwestorzy i polski rząd podjęli bardzo duże wysiłki, by poprawić plany - mówił.
Jednym z podstawowych zastrzeżeń Komisji jest nadal niewystarczający jej zdaniem udział własny inwestorów, a zbyt duża pomoc państwa. - To prawda, że nie osiągnięto 50 proc., ale był on znaczący - komentował Petersen. Komisja może tylko w wyjątkowych przypadkach zgodzić się na mniejszy udział inwestorów. - Dzisiejsi inwestorzy nie mogą być obciążani historyczną pomocą publiczną - mówił Grad. Jego zdaniem gdyby miało tak być, nikt nie zdecydowałby się na inwestycję.
Minister skarbu zapewniał, że niezależnie od decyzji Komisji stocznie i tak zostaną sprywatyzowane.
Według ministra Grada ostatnie poprawki miały miejsce jeszcze we wtorek w południe. Na spotkaniu ekspertów ukraiński koncern ISD zaproponował jeszcze nieco większy niż dotychczas wkład własny, zmniejszenie produkcji i zamknięcie pochylni w Gdańsku - tak jak chciała Komisja. To jednak nie przekonało Brukseli. Grad rozczarowany stanowiskiem Kroes poprosił o przedstawienie oceny planów na piśmie.
- Minister Grad przygotował zły plan, więc nic dziwnego, że Bruksela go odrzuciła. Podstawowym błędem było łączenie trójmiejskich stoczni, pompowanie setek milionów złotych w spłatę długów Stoczni Gdynia - uważa Roman Gałęzewski, szef \"S\" w Stoczni Gdańsk. - Stocznie z tych pieniędzy nie miałby praktycznie nic. Liczę, że teraz uda się przekonać rząd i Komisję Europejską do planu restrukturyzacji Stoczni Gdańsk. To się jeszcze może udać.
Kroes już w czerwcu chciała odrzucić polskie plany. Wtedy dodatkowy czas dostaliśmy po rozmowach premiera Donalda Tuska z szefem Komisji José Manuelem Barroso. Nie wiadomo, czy tym razem próby interwencji u szefa Komisji mogą przynieść jeszcze jakieś skutki. W razie negatywnej decyzji polskiemu rządowi pozostaje jeszcze walka przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Grad pytany, czy się na to zdecyduje, odparł: - Nad tym się zastanowimy.
W taki wariant nie wierzą jednak menedżerowie stoczni. - Decyzja jest, jaka jest, i nic tego już nie zmieni. Trzeba będzie szybko przerwać agonię, ogłosić upadłość i zacząć wszystko od nowa - mówił nam wczoraj wieczorem jeden z menedżerów.
Bezpośrednie straty dla budżetu państwa związane z upadłością samej tylko Stoczni Gdynia szacowane były w 2007 r. na blisko 2 mld zł. Na tę kwotę składały się m.in. spłaty gwarantowanych przez państwo kredytów, odszkodowania dla armatorów, którzy mieli podpisane ze stocznią kontrakty i zasiłki dla bezrobotnych. Pracę tymczasowo mogłoby stracić kilkanaście tysięcy pracowników w samych stoczniach, a kolejni u ich kooperantów.
- To dramat. W wyniku upadłości majątek stoczniowy zostanie poszatkowany i co najwyżej będzie tu działał jakiś zakład metalowy - mówi Dariusz Adamski, szef \"S\" w Stoczni Gdynia. - Zabrakło osobistego zaangażowania premiera w ratowanie przemysłu okrętowego. Zachodni związkowcy tłumaczyli nam cały czas, że w takich sytuacjach ważna jest też polityka i interwencje szefów rządów. Tymczasem nasz premier jest na urlopie.
Ale masowe zwolnienia nie są wcale przesądzone. - Upadłość nie oznacza likwidacji stoczni - mówi Marek Błuś. - Kontrolę nad majątkiem po ogłoszeniu upadłości przejmie syndyk i raczej będzie kontynuował produkcję, szukając chętnych do zakupu stoczni. Tak było już i ze Stocznią Gdańsk, i ze Szczecińską - w obu, mimo ogłoszonej upadłości, kontynuowano produkcję.
Kiedy los Stoczni Szczecińskiej Nowej i Stoczni Gdynia wydaje się przesądzony, to ISD Polska liczy, że przed upadłością uda się uratować przynajmniej Stocznię Gdańsk. - Jeśli rzeczywiście okaże się, że plan dla połączonych stoczni Gdańsk-Gdynia przepadł, zajmiemy się teraz ratowaniem Stoczni Gdańsk. Mamy gotowy plan restrukturyzacyjny tylko dla tej jednej stoczni. Liczymy, że w tym przypadku Bruksela go zaakceptuje, biorąc pod uwagę m.in. to, że jest to już firma prywatna - mówi Jacek Łęski, rzecznik ISD Polska.
Czytaj też:
W Brukseli o energetyce