Brak porozumienia o solidarności energetycznej w UE

Bez porozumienia zakończyły się negocjacje europosłów i przedstawicieli unijnych rządów w sprawie przepisów gwarantujących bezpieczeństwo energetyczne i europejską solidarność gazową. Część krajów chce zmienić korzystny, między innymi dla Polski, obecny projekt rozporządzenia, na co nie zgadzają się deputowani - podał w sobotę portal money.pl.

 

Brak porozumienia oznacza, że prace nad przepisami, na których Polsce szczególnie zależy, mogą przedłużyć się nawet o rok. Zgodnie z obecnym projektem przepisów, jeśli jeden kraj będzie miał problemy z dostawami gazu, to Komisja Europejska ogłasza stan nadzwyczajny dla danego regionu. Dla całej Unii powinien on być ogłaszany, jeśli 2 kraje zgłoszą przerwy w dostawach.

 

- By jednak państwa członkowskie mogły solidarnie pospieszyć z pomocą, muszą wcześniej przygotować plany reagowania kryzysowego i przesłać je do Brukseli. Problem tylko w tym, że nie wszystkie unijne rządy zamierzają to robić. Te państwa chcą więc zmienić tak przepisy, by zamiast nakazywać solidarność energetyczną, jedynie ją zalecały - mówi europoseł Konrad Szymański, który uczestniczył w negocjacjach.
 

- W Unii Europejskiej nikt takimi prośbami się nie przejmuje i możemy się obudzić w sytuacji w której będziemy mieli status quo, czyli mamy różne dyrektywy, ale one są martwe, kiedy dochodzi do prawdziwego kryzysu i ludzie zaczynają marznąć w domach - dodał.

 

Nowe przepisy dotyczące solidarności energetycznej miały być odpowiedzią Unii Europejskiej na kryzys gazowy sprzed dwóch lat. Wtedy kłótnia Moskwy z Kijowem o cenę tranzytu błękitnego paliwa, doprowadziła do wstrzymania na 3 tygodnie dostaw rosyjskiego gazu do Europy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.

9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?

Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.

Jak to było z tym węglem koksowym i dlaczego zamknięto kopalnię Bielszowice? Jacek Korski odpowiada na teorie spiskowe

Bez echa przeszła rezygnacja prezesa JSW S.A. przysłonięta Świętem Zmarłych i wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego. To ostatnie zamieszanie jeszcze potrwa, ale nie będę się na nim skupiał – nawet prawnicy mają tu różne zdania, a ja jestem tylko inżynierem i menedżerem górniczym.