Bożena Borys-Szopa: Do tej rzeki weszłam z przyjemnością

Bożena Borys-Szopa, minister w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Główny Inspektor Pracy w latach 2006-2008, podzieliła się z portalem nettg.pl refleksjami po powołaniu do Rady Ochrony Pracy.

Są miejsca, gdzie człowiek nie powinien powtórnie wchodzić, ale są takie, do których wracamy z przyjemnością. Dla mnie takim miejscem jest Zarząd Regionu Śląsko-Dąbrowskiej „Solidarności”, do którego po przerwanej kadencji prezydenta wróciłam bez zastanowienia. To miejsce, w którym się dobrze czuję i bliskie mi środowisko, więc nie zastanawiałam się nawet pięciu minut, czy szukać pracy, czy wracać do Regionu. Kiedy zostałam Głównym Inspektorem Pracy moje miejsce w Radzie Ochrony Pracy zajął Piotr Duda. Po tym, gdy został wybrany przewodniczącym Komisji Krajowej ustaliliśmy, że ktoś z naszego regionu, kojarzonego z niebezpieczną pracą, w Radzie Ochrony Pracy powinien być. To przeświadczenie stało się aktualne zwłaszcza teraz, gdy po raz pierwszy w historii szefem Inspekcji Pracy został polityk. Piotr Duda uznał, że powinnam go w ROP zastąpić, a Janusz Śniadek jego decyzję uszanował. A mnie, człowiekowi „Solidarności” i pracownikowi Regionu Śląsko-Dąbrowskiego przystało się tylko zgodzić. Ciągle poczytuję to za wielki zaszczyt i olbrzymie zaufanie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.