Boże Narodzenie po śląsku

fot: Kajetan Berezowski

Na Śląsku prezenty pod choinkę przynosi dzieciątko, nie Mikołaj! - przypomina Marek Szołtysek

fot: Kajetan Berezowski

Zwyczaje bożonorodzeniowe na Śląsku są wyjątkowo zróżnicowane. Niektórzy badacze twierdzą wręcz, że należą one do najbarwniejszych i najbardziej urozmaiconych w Polsce. Jakże zresztą miałoby być inaczej, skoro do rosnącej w siłę przemysłowej aglomeracji przybywali ongiś ludzie ze wszystkich stron Europy.

Nie wszystkie zwyczaje przetrwały do dziś, choć spoglądając na wigilijne stoły można odnieść zupełnie inne wrażenie.

- Wigilijne menu w kuchni śląskiej ukształtowało się bardzo dawno temu. Jest bardzo bogate. Najstarsze są potrawy przyrządzane z suszonych owoców, jak np. moczka. Makówki są również dawnym przysmakiem wigilijnym. Podawano do stołu także rybę, ponieważ wigilia to dzień postny, no i oczywiście kapustę. Dodawano do niej groch, albo grzyby. Jakieś dwieście lat temu w wigilijnym jadłospisie pojawiły się ziemniaki. Z rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej czekano do zmroku. Raczej nie wyglądano pierwszej gwiazdki, bo przecież tego dnia mogło być zachmurzenie. Po prostu, musiało się zećmić - opowiada Marek Szołtysek, śląski pisarz, dziennikarz, historyk, autor książek związanych z kulturą i kuchnią śląską.

Innym bardzo charakterystycznym elementem śląskiej wigilii, i w ogóle świąt Bożego Narodzenia, jest dzieciątko. Leży na sianku, ale nie w szopce, ani też stajence, lecz w betlejce.

Betlejka gościła
niemal w każdym domu, a już na pewno w górniczej rodzinie. Biedniejsi zdawali się na własne siły i sklecali ją z drewna i słomy, bogatsi zaś zamawiali u stolarzy. Betlejka przypominała wyglądem pasterski szałas, bądź skalną grotę. Daszek zrobiony był ze słomy. Nad nim umieszczano gwiazdę zatkniętą na druciku przyczepionym do daszka - drogowskaz dla Trzech Króli. Najczęściej Świętej Rodzinie towarzyszą baranki i wół. Z czasem do tej trzódki dołączył wielbłąd.

- Obecnie odchodzi się już od tego rodzaju obrazowania narodzin Jezusa. Ze śląskich szopek, a nie jak bywało dawniej betlejek, znikają egzotyczne zwierzęta i koń, którego nie było przy narodzinach Chrystusa. Małemu Jezusowi cześć oddają jedynie pasterz i baranek. 6 stycznia rankiem dostawia się figurki Trzech Króli - opowiada Mieczysław Ząbczyk, twórca ludowy z Zabrza.

Trzeba wiedzieć, że na Śląsku prezenty pod choinkę przynosił nie aniołek, lecz dzieciątko.

- Przybywało zwykle podczas spożywania wieczerzy wigilijnej. Tę piękną tradycję psuje nam trochę wszędobylski Mikołaj w czerwonej czapce, rodem z Hollywood - zwraca uwagę Szołtysek.

Na wsiach popularny
był ponadto zwyczaj karmienia zwierząt żółtym lub zielonym opłatkiem, albo wkładanie siana pod obrus. Są to dwa najbardziej charakterystyczne elementy dawnych zwyczajów, które przetrwały jeszcze do dziś.

Jest wreszcie jeszcze jeden, jakże charakterystyczny zwyczaj związany ze śląskim Bożym Narodzeniem, mianowicie kolędowanie. Herody, czyli przedstawienia odgrywane przez amatorskie teatrzyki, zdobyły popularność w XIX w. Skład herodów nie był stały, występowali w nich jednak najczęściej: Herod, żołnierz, anioł, śmierć i diabeł, czasem Turek, Żyd i rycerz. Jedni prowadzili żywe zwierzęta, inni przychodzili z gwiazdą, niektórzy z turoniem.

W niektórych miejscowościach na południu regionu śląskiego kolędowano z kozą. Na czele grupy kolędników szedł wówczas pasterz prowadzący na powrozie kozę, którą udawało dwóch chłopców ukrytych pod prześcieradłem. Jeden trzymał na kiju psyk z ruchomą paszczą. Za nim podążał masorz w białym fartuchu, Żyd we fraku i cylindrze, obowiązkowo z brodą, górnik w mundurze, a na końcu maszerowali muzykanci. Kolędnicy z reguły odgrywali jasełka, czyli przedstawienie o narodzeniu Chrystusa.

Zwyczaj kolędowania
na Śląsku przetrwał w wielu miejscowościach, chociażby w rejonach Tarnowskich Gór, a w szczególności na Śląsku Cieszyńskim.

- W wigilię jednak nie kolędowano. Dzień ten spędzano w gronie rodzinnym. Podobnie pierwsze święto. Odwiedziny zaczynały się na św. Szczepana. Wówczas w teren wychodzili kolędnicy. Na Śląsku nazywano ich pastuszkami. Odwiedzali domostwa i śpiewali kolędy w zamian za poczęstunek. Ta zabawa trwała dość długo. Ślązacy świętowali bowiem od Wigilii do Trzech Króli praktycznie bez przerwy - podsumowuje Marek Szołtysek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

TOP 6 nieoczywistych propozycji na Industriadę 2026. Poleca dr Adam Hajduga

Przed nami kolejna Industriada, czyli święto Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Odbędzie się w dniach 13 i 14 czerwca 2026 roku, a tegorocznym motywem przewodnim są „Twarze przemysłu”. Industriada zagości w 50 obiektach i nie sposób odwiedzić je wszystkie. Wspólnie z dr. Adamem Hajdugą - współtwórcą festiwalu, wiceprezydentem Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego i dyrektorem instytucji kultury „Szyb Staszic” w Tarnowskich Górach – przygotowaliśmy TOP 6 nieoczywistych propozycji na Industriadę 2026.

Korski: Chcą budować nową kopalnię węgla. Zapomnieli, że urzędnicze młyny mielą wolniej niż kombajny

Przeczytałem, że powstanie w naszym kraju nowa kopalnia węgla kamiennego. Ma ona funkcjonować w Dolnośląskim Zagłębiu Węglowym, gdzie nadal występują najwyższej jakości węgle koksowe. Kiedy czytam, że pierwszą koncesję, jeszcze nie wydobywczą, uzyskano w 2014 r., to zauważam, że dla niewielkiego złoża droga od decyzji do podjęcia wydobycia jest bardzo długa. Jeszcze nie zaczęli fedrować, bo po drodze pojawiła się przeszkoda w postaci działki terenu, która jest potrzebna, ale właściciel nie chce jej sprzedać. 

Jest szansa dla Megalopolis Katowice-Ostrawa? Zbliża się konferencja pod patronatem netTG.pl

Trybuna Górnicza” i portal netTG.pl patronują XXXII Międzynarodowemu Spotkaniu Biznesu Czech, Polski i Słowacji, które odbędzie się 11 czerwca br.

Historia Bogdanki zaczęła się od odwagi śląskich geologów

Lubelska kopalnia jest dowodem, że w górnictwie najważniejsze decyzje zapadają na długo przed pierwszą toną węgla.