Borynia: Elektronika im nie straszna

W kopalni Borynia zainstalowanych jest około 23 tys. różnych urządzeń, które nadzorują elektrycy.

- Choć maszyny i urządzenia, które pracują na dole kopalni są naszpikowane elektroniką, to my zawsze będziemy elektrykami. Z tym, że teraz jesteśmy elektrykami z dużą wiedzą o urządzeniach elektronicznych – mówi o sobie i współpracownikach Damian Magiera, nadsztygar ds. urządzeń elektrycznych w kopalni „Borynia”.

Najnowsza technika wtargnęła szturmem do kopalń wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Od tego czasu zaczęła obowiązywać w naszym kraju unijna dyrektywa o wolnym przepływie środków, maszyn, produktów i usług. Wyeliminowało to istniejące w tej materii ograniczenia. – Kopalnie musiały się dostosować do unijnych przepisów, do tego, że naszymi dostawcami, oprócz konkurujących ze sobą firm krajowych, są także firmy zagraniczne – informuje nadsztygar Magiera.

– Dla fachowców z kopalni (elektryków, mechaników, itp.) oznaczało to nowe wyzwania, bo firmy zachodnie wdrażają rozwiązania techniczne z najwyższej półki. Elektrycy musieli na przykład zdobyć wiedzę z zakresu elektroniki, żeby nauczyć się programowania urządzeń procesorowych. Potrzebna im była ta wiedza, żeby radzić sobie w razie powstania jakichś problemów. W codziennym życiu kopalni trzeba obecnie stosować akty prawne, obowiązujące w UE.


– Musieliśmy więc tak dostosować nasze przepisy, aby nie było utrudniających barier – zaznacza Magiera. – Bo jeżeli jakieś urządzenie ma certyfikaty unijne, to one obowiązują w każdym kraju UE. Robiliśmy to w marszu. Ale nie było z tym większych problemów, bo obowiązujące u nas przepisy były kompatybilne z unijnymi. Poza tym polskie przepisy górnicze były zawsze dobre. Zachód powinien korzystać z naszych doświadczeń. Trafiające obecnie do „Boryni” maszyny i urządzenia są „napchane” elektroniką. Są w nich stosowane sterowniki mikroprocesorowe i inne najnowsze rozwiązania techniczne. Produkują je firmy krajowe, zagraniczne lub działające w kraju filie firm zagranicznych. To poprawia komfort pracy obsługi na dole. Dzięki elektronice pracę maszyn i urządzeń można kontrolować z powierzchni.

– Umożliwia to m.in. kontrolowanie prędkości pracy kombajnu, temperatury, obciążeń, a nawet ustalenie przyczyny zatrzymania się kombajnu. System flexcom lokalizuje rejon, w którym znajduje się dany pracownik. Wiemy nawet, kiedy tam wszedł – wymienia zalety stosowania najnowszej techniki nadsztygar Magiera i dodaje: – Skala zmian jest tak duża, że elektryk, który poszedł pięć lat temu na emeryturę teraz byłby bezradny. W ocenie Magiery bardzo przydatnym rozwiązaniem było wprowadzenie na dole kopalni łączności bezprzewodowej. Ta technika stosowana jest w górnictwie dopiero od niedawna. – Jeszcze pięć lat temu mówiliśmy, że ten, kto wymyśli łączność bezprzewodową na dole, dostanie nagrodę Nobla – wspomina nadsztygar.

A jak górnicy przyjmują nowe rozwiązania techniczne? Nadsztygar Magiera mówi, że ci z dużym stażem pracy w większości twierdzą, że te starsze urządzenia były lepsze. Z kolei młodsze pokolenie pracowników, jest bardziej nastawione na nowości. W kopalni „Borynia” zainstalowanych jest około 23 tys. różnych urządzeń, które nadzorują elektrycy.

– Kiedyś elektrykowi wystarczył notes ze schematami urządzeń. Teraz musiałby nosić ze sobą sporych rozmiarów torbę, żeby je pomieścić. Dlatego schematy są wmiejscu, gdzie jest dane urządzenie –wyjaśnia Magiera. Wszystkie informacje o nadzorowanych przez elektryków urządzeniach zapisane są w komputerowym programie „Ogień 2006”.

– Tam znajdziemy na przykład informacje o tym ile jest wyłączników danego typu. Wystarczy jeden telefon i elektryk wie, kiedy został zamontowany, kiedy był remontowany i przez kogo – wyjaśnia nadsztygar Magiera. Duża liczba urządzeń elektronicznych zainstalowanych w kopalni nie oznacza, że elektrycy mają więcej roboty. Nowoczesna technika sprawia, że awarie zdarzają się rzadziej. A jak już się jakaś przytrafi, to szybciej można zlokalizować, co ją spowodowało. – Dzięki zastosowaniu najnowszej techniki maszyny i urządzenia są na pewno bezpieczniejsze w użyciu i pewniejsze – podkreśla nadsztygar Magiera. Najwięcej pracy elektrycy mają w czasie zbrojenia ściany. Jak te roboty są dobrze wykonane, to ruch ściany jest płynny.

Elektryk tylko pilnuje, czy wszystko idzie dobrze. Z zakupem nowoczesnych urządzeń w kopalni nie ma większych problemów. Problemem jest jednak, zauważany coraz bardziej, brak wykwalifikowanych fachowców, potrzebnych do ich obsługi. Płace w górnictwie nie są na tyle atrakcyjne, żeby informatycy, elektronicy się garnęli do kopalń. Poza tym same uprawnienia i zdobyta wiedza nie wystarczą. – Elektryk, dużej klasy fachowiec, mający wszystkie uprawnienia, potrzebuje pięciu lat, żeby zapoznać się z urządzeniami, żeby nabyć odpowiednich nawyków niezbędnych do pracy na dole kopalni – stwierdza nadsztygar Magiera.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wielka iluzja wydajności. Ile naprawdę osób musi pracować na jedną ścianę w kopalni?

Z uwagą obejrzałem na naszym portalu (netTG.pl) debatę o przyszłości naszego górnictwa węglowego i kolejny raz staję się przeciwnikiem takich rozmów. Wypowiadają się w takich niby-dyskusjach ludzie, którzy mają powierzchowny obraz i wiedzę o naszej branży. W trakcie wspomnianej debaty padło ze strony prowadzącego pytanie, czy naprawdę może zabraknąć ludzi do fedrowania węgla

Polska energetyka wzmacnia ochronę przed cyberzagrożeniami

Polska buduje nową linię obrony przed cyberatakami na sektor energii. Polskie Sieci Elektroenergetyczne utworzą i będą prowadzić CSIRT Energia – wyspecjalizowany zespół, który będzie wspierał spółki z sektora w reagowaniu na cyberzagrożenia oraz koordynował, we współpracy z nimi, obsługę incydentów. Porozumienie w tej sprawie podpisali minister energii Miłosz Motyka i prezes PSE Grzegorz Onichimowski. W wydarzeniu uczestniczył wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Zmarli powracają w snach. Oni wciąż żyją w naszych sercach

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny sprzyjają refleksji nad przemijaniem ludzkiego życia. Wspominamy tych, których nie ma już wśród nas, ale też zastanawiamy się nad własnym istnieniem. mamy świadomość tego, że nas kiedyś również zabraknie na tym świecie. O sprawach ostatecznych rozmawiamy z ks. Piotrem Brząkalikiem, emerytowanym proboszczem, publicystą i rekolekcjonistą.

Zaduszki na Śląsku w cieniu górniczych tragedii. Te wspomnienia zostają w nas na zawsze

W Zaduszki wspominamy tragicznie zmarłych w kopalnianych katastrofach. Ale na Śląsku echa tych przykrych wydarzeń wybrzmiewają tak naprawdę na każdym kroku, przez cały rok, przez całe nasze życie.