Biegaczowi z Mysłowic-Wesołej marzy się rywalizacja na Antarktydzie

fot: ARC

Jedną z największych przygód biegacza z Mysłowic-Wesołej był start w maratonie w Nowym Jorku wraz z rzeszą 50 tys. zawodników z całego świata

fot: ARC

Ireneusz Niezgoda, szef gospodarki materiałowej w kopalni Mysłowice, ma oryginalne hobby – kolekcjonuje... maratony. Zaliczył już Pragę, Wiedeń, Ateny, Barcelonę, Rzym, Berlin, Sztokholm, Paryż, Londyn, Nowy Jork i Rio de Janeiro. Za niedługo wyruszy do Sydney.

Jeszcze kilka lat temu grał w piłkę nożną. Ale niestety kontuzja kolana uniemożliwiła mu dalsze uprawianie tej dyscypliny.

Doktor miał rację
- Lekarz powiedział, żeby zamiast piłki wziąć się za biegi. Pomyślałem, nonsens, bo przecież w obydwu dyscyplinach właśnie nogi są najbardziej obciążone. Z czasem przekonałem się, że bieg mi nie szkodzi, a przeciwnie – pomaga. I wówczas zapadła decyzja o maratonach – opowiada Niezgoda.

Na początek zaliczył ich pięć - w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Dębnie. Sięgnął w ten sposób po Koronę Polskich Maratonów. Z takim trofeum nie wypada spocząć na laurach, tylko jechać w świat. I tak też uczynił.

Biegacz z Mysłowic-Wesołej świeżo ma w pamięci swój ostatni, czerwcowy występ w Rio de Janeiro.

- Za mną wspaniała przygoda. Bieg ciągnący się nadbrzeżnymi bulwarami wzdłuż oceanu. Całe szczęście, że czerwiec to w Brazylii miesiąc zimowy, a temperatury sięgają do 25 st. C. W większym upal chyba nikt by nie wytrzymał. No, może Kenijczycy i Etiopczycy, którzy triumfują w większości maratonów na świecie. Oni mają ku temu warunki – śmieje się Niezgoda.

Miarowo naprzód
Bieg wśród palm rzucających cień i w chłodnej bryzie wiejącej od morza biegacz znosił lepiej niż wiele poprzednich. Wpatrzony w monumentalną figurę Jezusa Chrystusa górującą nad miastem miarowo posuwał się naprzód. Niespodzianką okazał się tunel na trasie. Trzeba było zaliczyć go na całej długości, tam i z powrotem. W sumie 8 km. Na zewnątrz panowała spora wilgotność. W tunelu dla odmiany panował morderczy zaduch.

- Poradziłem sobie. Najważniejsze, żeby zjeść przed biegiem coś lekkostrawnego, a zarazem energetycznego. Lepiej pójść do McDonalda na hamburgera, niż pochłonąć coś niewiadomego pochodzenia. Tego się zawsze najbardziej boję - przyznaje.

Na kilka dni przed biegiem już nie trenuje fizycznie.

- Relaksuję się, stawiam za to na psychikę, ale jakiś kryzys zawsze mnie dopadnie w trakcie maratonu. Mniej więcej w połowie drogi nogi zaczynają ciążyć, jakby były z ołowiu. Wtedy pojawiają się różne myśli w stylu: „co ja tu właściwie robię, po co to wszystko”. Człowiek bije się wewnętrznie sam z sobą. Po kwadransie czarne myśli mijają. Miło, jak po drodze można z kimś pogadać. Czasami zdarza się Polak. Wielu kibicuje rodakom na trasie – opowiada.

Meta w Central Parku
Maraton w Nowym Jorku prowadził między drapaczami chmur ze State Island przez Brooklyn, Queens, Manhattan, Bronx do Central Parku.

- To fantastyczne uczucie, kiedy startuje jednocześnie ponad 50 tys. biegaczy ze 140 krajów i jest się jednym z nich. Dla porównania w Rio biegnie ok. 12 tys. uczestników. A swoją drogą, nie myślałem nigdy, że kiedyś w życiu i to w biegu, przy wstrzymanym ruchu kołowym będę zwiedzał to piękne miasto, przyprawiające o zawrót głowy i przyspieszone bicie serca – przyznaje.

Najlepiej biegło mu się w Berlinie. Tam też ustanowiony jest rekord świata wynikiem 2 godz. 2 min. Niezgoda osiągnął w stolicy Niemiec swój życiowy czas 4 godz. 15 min.

Na wiele światowych maratonów trudno się dostać. Biegacz z Wesołej przez pięć lat aplikował do Londynu. Do startu w każdej edycji zgłasza się prawie 1 mln biegaczy. Należy udokumentować swój dorobek, a o starcie i tak decyduje losowanie.

- Cieszę się, że zdołałem zaliczyć te wszystkie maratony. Mam zamiar aplikować do Tokio, Jerozolimy, może też do Marakeszu. Teraz wybieram się do Sydney. Kusi mnie trochę Antarktyda. Maraton pośród wichrów, mrozu i śnieżyc, to dopiero musi być przygoda! – rysuje plany na najbliższe lata Niezgoda.

Maraton na Antarktydzie jest zmorą długonogich Afrykanów. W trzaskających mrozach nie idzie im już tak dobrze jak w upałach. Żeby było ciekawiej, triumfatorem ostatniego maratonu był Polak, Piotr Suchenia z Gdyni. Ten fakt z pewnością mobilizuje jemu podobnych twardzieli.

- Jak zdrowie pozwoli, to może i ja spróbuję – zastanawia się maratończyk.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.

Jakie zostały ślady po postindustrialnych zabytkach Bytomia?

Przełom XX i XXI wieku to ogromne zmiany w Bytomiu związane z transformacją gospodarczą. Wiele zakładów przemysłowych, jak: kopalnie, huty, elektrociepłownie oraz inne zakłady produkcyjne zostało zlikwidowanych. Część obiektów bezpowrotnie wyburzono, jednak spora część została zachowana,  jak: EC Szombierki, szyb Krystyna czy budynki po dawnych zakładach Orzeł Biały oraz kopalniach Rozbark i Bolko. 

Bytomskie perełki postindustrialu na znaczkach pocztowych

Elektrociepłownia Szombierki – jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków przemysłowych Górnego Śląska oraz wizerunek najstarszej, nieprzerwanie czynnej bytomskiej kolei wąskotorowej, trafiły na znaczki i pocztówki. Można je już zakupić w sklepie internetowym Poczty Polskiej.