BCC: Polski system rozdzielania dotacji UE zżera rak
- Sprawą podziału unijnych dotacji trzeba chyba zainteresować szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego - mówił w poniedziałek na spotkaniu z dziennikarzami Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club. - System doboru ekspertów i oceny wniosków jest patologiczny! Niektóre wnioski o dotację są preferowane, inne odrzucane. Ci, którzy mają oceniać wnioski, po godzinach pracy sami je przygotowują - denerwuje się prezes BCC.
\"Gazeta Wyborcza\" od kilku dni prowadzi własne śledztwo w tej sprawie, które - niestety - potwierdza diagnozę Goliszewskiego. Główna patologia polega na tym, że oceną projektów zajmują się zespoły z udziałem \"ekspertów\", którzy za napisanie wniosku mogą dostać nawet do 10 proc. wartości dotacji, jeśli zostanie przyznana. Do tej pory nikogo nie przyłapano na ocenianiu własnego wniosku - ale możliwość nadużycia jest. Także dlatego, że kolega koledze może w komisji wniosek oceniać - napisała \"Gazeta\".
Tylko na Dolnym Śląsku na 83 osoby zatrudnione do oceniania wniosków aż 13 jest pracownikami firm, które przygotowują wnioski na zlecenie firm. Niektórzy wprost chwalą się tym na swoich stronach internetowych.
Jak trafili do komisji oceniających? Instytucje rządowe i samorządowe zarządzające pieniędzmi unijnymi co jakiś czas ogłaszają otwarty konkurs. Wystartować może praktycznie każdy.
Paweł Maliszewski, współwłaściciel wrocławskiej firmy konsultingowej Co-Worker, sprawdził skalę zjawiska, podając się za klienta zainteresowanego unijną dotacją. - Słyszałem, że wśród oceniających wnioski są pracownicy, a nawet szefowie firm, które je piszą. I potwierdziło się - mówi Maliszewski.
We Wrocławiu w komisji oceniającej projekty pracuje dwóch specjalistów ze świdnickiej firmy doradczej Centrum Wspierania Biznesu. Wszystkie pięć wniosków, które napisało dla przedsiębiorców CWB, dostanie pieniądze z Unii. - Wygrały wysoko, zajęły 1., 2., 3., 8. i 28. miejsce - wylicza Maliszewski.
Barbara Kaśnikowska, dyrektor Dolnośląskiej Instytucji Pośredniczącej (powołanej przez sejmik wojewódzki do rozdzielania środków dla firm), zapewnia, że do nadużyć nie doszło. Twierdzi, że żaden z pracowników CWB nie oceniał wniosków, przy których pracowała ich firma. - Wszyscy podpisują deklaracje bezstronności pod rygorem odpowiedzialności karnej, w których zobowiązują się do nieoceniania wniosków, z którymi mogą być związani - podkreśla Kaśnikowska.
Według zebranych przez nas informacji w innych województwach jest podobnie. Wątpliwe sytuacje mogą pojawiać się także w programach centralnych, w których dzielone są dotacje sięgające nawet 150 mln zł. - Przypuszczam, że około 20 proc. ekspertów zasiadających w komisjach oceniających projekty inwestycyjne w dwóch częściach programu operacyjnego \"Innowacyjna gospodarka\" to przedstawiciele firm doradczych - mówi \"Gazecie\" Michał Gwizda, partner w firmie doradczej Accreo Taxand.
Sprawdziliśmy jedną z list ekspertów wywieszoną na stronach internetowych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Na ponad 60 osób przeszło 20 miało powiązania z firmami doradczymi. - Skala problemu jest bardzo głęboka! - ostrzega Jerzy Kwieciński, były minister rozwoju regionalnego, doradca BCC i prezes fundacji Europejskie Centrum Przedsiębiorczości. - Jeżeli będziemy tolerować takie konflikty interesów, to doprowadzimy do tego, że dotację będą uzyskiwać niekoniecznie najlepsze projekty. Nawet jeśli wszystko będzie teoretycznie zgodne z prawem.
- Jestem uczulona na takie nieprawidłowości. Będą wzmożone kontrole - zapewnia \"Gazetę\" Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.