Barbórka błogosławi górnikom
fot: Jarosław Galusek
Dziś już o górniczym Chorzowie zaświadczają jedynie pamiątki, ale barbórkowa tradycja wciąż trwa
fot: Jarosław Galusek
Kiedy odprawiana jest msza św. w intencji górników, świątynia pęka w szwach, a posługujący do ołtarza ministranci zamiast białych alb zakładają czarne górnicze mundury.
Gdyby mury chorzowskiej parafii pod wezwaniem św. Barbary umiały mówić, z pewnością opowiedziałyby niejedną historię z ciekawych dziejów miasta, które od zarania swego istnienia słynęło z prężnego przemysłu górniczego i hutniczego.
– „Abyś w niebezpieczeństwie nam przy boku stała i u Boga szczęśliwą śmierć wyjednała” – takie oto motto towarzyszyło przy pracach budowlanych naszej świątyni – zwraca uwagę obecny proboszcz parafii, ks. Zygmunt Błaszczok, wertując stare kroniki.
Jakie okoliczności przemawiały za tym, aby chorzowską parafię poświęcić patronce górników?
– Prześledźmy historię – sugeruje ks. Zygmunt.
– W maju 1791 roku na terenie parafii, pod kierownictwem hrabiego Redena zostaje uruchomiona kopalnia „Wilhelma”. Do miasta zaczynają zjeżdżać robotnicy. Dokładnie 27 maja 1799 roku urząd górniczy postanawia założyć „Królewską Hutę”. Jej budowa zostaje ukończona w sierpniu 1802. Tym samym zaczynają pracę dwa pierwsze wysokie piece, nazwane imionami Heintza i Redena. Wytop żelaza idzie pełną parą, a liczba robotników szybko rośnie z uwagi na rychłe wybudowanie w hucie trzeciego pieca do topienia kruszców. W 1820 roku założono „wspólny cmentarz”, gdzie dokonywano pochówków wszystkich mieszkańców, niezależnie od wyznania. Pięć lat po wybudowaniu kościoła ewangelickiego kardynał Melchior Diepenbrock, biskup wrocławski, obiecuje poparcie w sprawie budowy katolickiej świątyni i zachęca katolików, by działali aż do osiągniecia zamierzonego celu. Ci zaś, zbudowani słowami kardynała, postarali się wpierw o własny cmentarz i niemal od razu postanowili wybudować kościół, na który ówczesny minister handlu darował tyle samo pieniędzy, co na budowę protestanckiego, czyli 8151 talarów – cytuje kroniki ks. Błaszczok.
Św. Barbara trafia do świątyni
W 1851 roku położono kamień węgielny pod budowę kościoła, a na czele komitetu budowlanego stanął niejaki Erbreich, wyższy radca górniczy. Ostatecznie nowy kościół poświęcił 21 listopada 1852 roku ks. kanonik Alojzy Ficek, sławny proboszcz piekarski, uczyniwszy to z upoważnienia kardynała Diepenbrocka.
– Dzień ten ma dla Chorzowa znaczenie historyczne, gdyż od tej pory miasto posiada własny kościół katolicki. Dokładnie rok później, na prośbę górników zostaje w kościele umieszczony obraz św. Barbary, który przetrwał do dziś dnia. Czyżby ci sami górnicy wnioskowali w 1860 roku o nazwę „Barbara” dla zachodniego pola wydobywczego dzielącego się wówczas zakładu „Koenigsgrube”? Niewykluczone, że tak – zauważa proboszcz.
Kolejny wątek górniczy odnajdujemy z księdzem Zygmuntem w księgach parafialnych z 1861 roku. Pierwszy mianowany gospodarz parafii św. Barbary, ks. Edward Deloch postawił w prezbiterium ołtarz z obrazem św. Barbary.
– Został namalowany w Monachium przez nieznanego artystę i podarowany przez urząd górniczy. A zatem mamy kolejną odpowiedź na pytanie o związki parafii z fedrującą tu kopalnią. Musiały być silne – potwierdza proboszcz.
Kolejnym doniosłym wydarzeniem w życiu chorzowskiej parafii była konsekracja biskupa polowego Wojska Polskiego Józefa Gawliny w 1933 roku. Była to postać niezwykła. Redaktor, ojciec Soboru Watykańskiego II, organizator parafialnej „Caritas”, doradca finansowy episkopatu, sekretarz komisji Consilium Vigilantiae, promotor sprawiedliwości, wizytator nauki religii, moderator Solidacji Panów w Królewskiej Hucie, prezes licznych organizacji parafialnych.
– 21 lipca 1931 roku został proboszczem naszej parafii. Liczyła wówczas około 30 tys. wiernych, miesiąc później został kanonikiem honorowym Kapituły Katedralnej w Katowicach. Niedługo przyszło mu tę funkcję sprawować. Niespełna dwa lata później papież Pius XI mianował go biskupem polowym Wojska Polskiego. Konsekracji biskupiej udzielił Gawlinie kard. August Hlond, wielki prymas Polski – komentuje archiwalne zapiski ks. Zygmunt.
Kroniki wiele jeszcze powiedzą
Czasy dawno minione przypominają dziś wspaniałe obrazy stacji Drogi Krzyżowej, wykonane przez włoskiego malarza Buonottiego w 1896 roku oraz witraż przedstawiający dwunastoletniego Jezusa nauczającego w świątyni. Nie jest, niestety, znana geneza Kaplicy Cudownego Krzyża. Podobno w czasie II wojny światowej stygmatyczka Teresa Neuman poleciła wysłać rodziny rannych żołnierzy do cudownego krzyża w kościele św. Barbary w Królewskiej Hucie. Jak mówi ksiądz Zygmunt, do tej pory wielu ludzi modli się w tym miejscu, wypraszając łaski dla siebie i swoich bliskich.
Dziś już o górniczym Chorzowie zaświadczają jedynie pamiątki, ale barbórkowa tradycja wciąż trwa.
4 grudnia rankiem, kiedy odprawiana jest msza święta w intencji górników, świątynia pęka w szwach, a posługujący do ołtarza ministranci zamiast białych alb zakładają czarne górnicze mundury. Kto je uszył? Kto podarował? Tego nie udało się dociec.
Parafialne kroniki z pewnością kryją jeszcze niejedną tajemnicę o historii tego miejsca kultu patronki górników. Potrzeba czasu i wytrwałości, aby wciąż na nowo je odkrywać.