Barbara nie tylko w biurze

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Praca Barbary Jędryki polega na wyznaczaniu kierunku drążenia i wybierania węgla

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Wiadomo, w zakładach górniczych pracują nie tylko mężczyźni. Panie można spotkać na przeróbce, w laboratoriach, są geologami a nawet sztygarami, zjeżdżają też na dół. Wiele z nich w poniedziałek, 4 grudnia, będzie fetować podwójnie – święto górnika oraz własne imieniny. Na portalu netTG.pl Gospodarka – Ludzie przedstawiamy sylwetki Barbar pań, które swój los związały z górnictwem węgla kamiennego.

BARBARA JĘDRYKA, mierniczy górniczy z ZG Brzeszcze.

Jest jedyną Basią, która zjeżdża pod ziemię na tej kopalni. Pracuje jako geodeta w Zakładzie Górniczym Brzeszcze od 12 lat, rozpoczęła pracę zaraz po ukończeniu studiów.

W biurze, w którym pracuje pani Barbara, na stole kreślarskim leży aluminiowa blacha, na której rysuje i wycina mapy. Obok znajdują się tusze i stalówki. To już rzadkość, ponieważ większość osób teraz pracuje na komputerach. Na stole leżą również stare drewniane ekierki i linijki.

Ukończyła geodezję górniczą na krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Jak mówi, kierownictwo na AGH zachęcało studentów do wyboru tego kierunku, ponieważ było łatwo się na niego dostać – stąd geodezja górnicza. – I tak się wszystko zaczęło. Gdy po trzecim roku trafiłam na praktyki do Brzeszcz, spotkałam tutaj obecnie mojego kierownika, który przekazał dużo wiedzy – wspomina pani Barbara.

– Mama, tata i wujek pracowali na kopalni. Przez jakiś czas dojeżdżałam z tatą na kopalnię, bo również pracował w Brzeszczach. Tata miał przeczucie, że może mi się to spodobać, można powiedzieć, że delikatnie zachęcał mnie do tej pracy – mówi z dumą.

Jej praca polega na wyznaczaniu kierunku drążenia i wybierania węgla. – Węgiel musi być wybierany zgodnie z mapą i planem. Mamy wyrysowane korytarze i te korytarze z kartki musimy przenieść na dół. Zabieramy ze sobą sznurki, które układamy jeden za drugim, one wyznaczają linię prostą, którą ma jechać chodnik. Głównie zajmujemy się właśnie tym, czyli nadawaniem kierunków wyrobiska. Oprócz tego wykonujemy inne zadania – tłumaczy.

Mąż pani Basi prowadzi działalność gospodarczą. – W zeszłym roku w okresie przedbarbórkowym dyrekcja zorganizowała wycieczkę na dół kopalni dla członków rodzin pracowników. Zabrałam męża, więc mógł poznać charakter pracy górniczej. Teraz jak coś w domu opowiadam o mojej robocie, to łatwiej jest mu sobie wyobrazić, jak to wygląda.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.