Badania: rozpalanie od góry nie jest receptą na niską emisję
fot: Andrzej Bęben/ARC
Ludzie palą węglem, bo to najtańsze paliwo...
fot: Andrzej Bęben/ARC
Propagowane od pewnego czasu jako ograniczające niską emisję rozpalanie domowych palenisk tzw. metodą "od góry" nie jest receptą na czystość spalin. To wniosek z badań Instytutu Chemicznej Przeróbki Węgla (IChPW) zamówionych przez Krakowski Alarm Smogowy.
W badaniach tych okazało się m.in., że technika rozpalania "od góry" (żar kładzie się na paliwo) nie wpływa w sposób przewidywalny na emisję zanieczyszczeń. W części prób ich mierzone wartości były wyższe niż przy metodzie tradycyjnej, w części niższe, w niektórych - porównywalne. W żadnej próbie nie udało się natomiast zbliżyć do kryteriów dla emisji urządzeń klasy 5 lub spełniających unijne standardy tzw. Ekoprojektu, a także do znacznie mniej rygorystycznych norm klasy 4 i 3.
Wyniki badań IChPW przedstawiła w czwartek (20 kwietnia), podczas targów budowlanych Sibex w Sosnowcu, Anna Dworakowska z Krakowskiego Alarmu Smogowego. Jak akcentowała, tzw. górne spalanie prezentowane jest często jako prosta i tania metoda, której upowszechnienie miałoby sprzyjać uporaniu się z problemem smogu w Polsce - przy zachowaniu w eksploatacji stosunkowo prymitywnych kotłów z ręcznym zasypem paliwa.
Chcąc sprawdzić czy rzeczywiście tak jest, społecznicy zlecili IChPW - jednej z trzech w Polsce jednostek akredytowanych do badań kotłów grzewczych - zmierzenie zanieczyszczeń emitowanych przy stosowaniu rozpalania tradycyjnego ("od dołu" - z zasypywaniem kolejnych porcji paliwa na żar) oraz metody rozpalania złoża "od góry".
W badaniach przeprowadzono testy energetyczno-emisyjne spalania próbek węgla kamiennego (sort orzech i miał) oraz drewna kawałkowego. Paliwa tego używano w kotłach centralnego ogrzewania typu KSW Plus, Moderator, Ski, kotle szybowym typu Generator (przeznaczonym wyłącznie do tej metody) oraz tradycyjnym piecu - "kozie".
Specjaliści IChPW sprawdzali emisje zanieczyszczeń, a także sprawność, moc oraz temperaturę i ciśnienie spalin w 20 różnych próbach (pięć urządzeń, dwa paliwa, dwie metody spalania). Na 10 prób dla górnego spalania uzyskano znacząco lepsze (o ponad połowę) wyniki emisji pyłu w trzech próbach, natomiast w jednej próbie wynik okazał się znacząco gorszy. W sześciu próbach różnica w którąkolwiek ze stron nie przekraczała 50 proc.
W przypadku emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu znacząco lepszy wynik uzyskano w pięciu próbach górnego spalania, w jednym był on porównywalny, a w czterech - emisja szkodliwej substancji okazała się o ponad 50 proc. wyższa.
W żadnej próbie nie uzyskano wartości emisji spełniających wymogi klasy 5 lub Ekoprojektu (np. w przypadku pyłów dla kotłów z ręcznym podawaniem paliwa Ekoprojekt określa normę na 60 miligramów na metr sześc.). Przedział średnich wartości emisji pyłów w czterech kotłach przy spalaniu węgla wyniósł od 128 mikrogramów (w kotle zaprojektowanym dla górnego spalania) do 297-547 miligramów w pozostałych kotłach. W przypadku drewna było to odpowiednio 106 miligramów oraz 181-196 miligramów.
Podobnie na wysokim poziomie (od kilku- do nawet dwudziestokrotnych przekroczeń norm) utrzymywały się emisje tlenku węgla.
Jednocześnie badania potwierdziły niedogodności i możliwe niebezpieczeństwa związane z paleniem "od góry". Wobec bardzo wysokiej temperatury osiąganej krótko po rozpaleniu zwiększa się m.in. obciążenie komory spalania. W niedostosowanych do tego urządzeniach może to oznaczać ryzyka wybuchu kotła, zaczadzenia użytkownika czy szybszego zużycia. Specjaliści podkreślili, że metodę tę można stosować wyłącznie, gdy zezwala na to instrukcja konkretnego urządzenia.