Azerbejdżan ma morze gazu dla Europy
Do 2015 r. Azerbejdżan zamierza zwiększyć wydobycie gazu do 47,5 mld m sześc. rocznie - poinformował w środę w Baku Choszbacht Jusifzade, wiceprezes azerskiej spółki paliwowej Soccar. Zgromadzeni w Baku przedstawiciele międzynarodowych koncernów paliwowych nie kryli zaskoczenia - napisała Gazeta Wyborcza
W ub.r. z azerskich złóż popłynęło 17 mld m sześc. gazu, ponad trzy razy więcej niż w 2006 r. To starczyło, aby zaspokoić w pełni własne potrzeby Azerbejdżanu i na eksport do Gruzji oraz Turcji.
W tym roku popłynie już 27,4 mld m sześc. - tyle, ile Polska zużywa przez dwa lata. Baku będzie miało dość surowca, by go eksportować także do Europy, na początku do Grecji.
Zapowiedziane podwojenie wydobycia gazu w ciągu siedmiu lat oznacza, że Azerbejdżan może swoim surowcem napełnić dwa kolejne gazociągi do Europy - rurę Posejdon, która przez Adriatyk dojdzie z Grecji do Włoch, oraz Nabucco, która przez Turcję i Bałkany ma dotrzeć aż do Austrii.
Gazprom traktuje Europę Środkową jako strefę swoich monopolistycznych wpływów i pojawienie się na tym rynku kaspijskiej konkurencji jest dla Moskwy koszmarem. Aby zapobiec budowie Nabucco, Rosjanie postanowili ułożyć przez Morze Czarne konkurencyjny gazociąg South Stream i pompować nim swój surowiec do Europy Południowej i Środkowej.
Dyplomacja Moskwy pracowała w tym roku na najwyższych obrotach, aby namówić Bułgarię, Serbię, Węgry i Grecję do udziału w South Stream. Rosjanie zapewniali przy tym, że tylko oni mogą zagwarantować tyle surowca, ile potrzebuje Europa. Sugerowali w ten sposób, że dla Nabucco nie będzie dość gazu.
Zapowiedzi Azerbejdżanu postawiły pod znakiem zapytania deklaracje Moskwy. Gazprom zdecydował się więc na gwałtowną woltę w swoich relacjach z Baku.
Dwa lata temu Rosjanie srożyli się, żądając od Azerów zaporowej ceny za swój surowiec. Baku wstrzymało zakupy od Gazpromu i opóźniło eksport gazu do Europy. W tym tygodniu Rosjanie zaczęli przymilać się do Azerów i proponować, że przez wiele lat będą kupować ich surowiec \"po cenie rynkowej\".
Cele tej gry są przejrzyste. Gaz od Azerów Rosjanie mogliby sprzedawać na Kaukazie, w Turcji czy Europie Południowej. Oszczędziliby na transporcie i mieliby dość własnego surowca dla South Stream. W zamian za szybkie i pewne zyski, Azerbejdżan musiałby jednak odstąpić od konkurencji z Rosjanami.
Rosjanie są coraz bardziej nerwowi, bo wymyka im się z rąk także monopol na dostawy do Europy gazu z Azji Środkowej. Pod koniec maja Azerbejdżan i Turkmenia zakończyły ciągnący się od lat spór dyplomatyczny i zaczęły rozmawiać o współpracy przy transporcie turkmeńskiego gazu przez Azerbejdżan do Europy. Turkmenia już w maju obiecała UE dostawy 10 mld m sześc. gazu rocznie, a w zeszłym tygodniu komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs podpisał umowę o współpracy z tym krajem.
Gra toczy się o wysoką stawkę. Gaz z Azerbejdżanu to teraz fundament budowy gazociągu Nabucco. Bez azerskiego gazu ta rura nie powstanie, a wtedy rozwieją się szanse dostaw do Europy surowca także z Turkmenii, Egiptu i innych źródeł na Bliskim Wschodzie.
Jeśli Gazprom wykupi gaz z Azerbejdżanu, nic już nie podważy monopolu Rosjan w Europie. Ale jeśli Baku nie skuszą szybkie zyski, to w Europie Środkowej może się zacząć prawdziwa walka gazowych konkurentów o klientów.