Awantura w Fundacji Rodzin Górniczych
Mąż Katarzyny Konieczny osiem lat temu zginął w kopalni Centrum w Bytomiu. W jednej sekundzie zawaliło się życie całej rodziny. Pani Katarzyna została sama z pięciorgiem dzieci i choć od tragedii minęło już kilka lat, nie pozbierała się do tej pory. - Leczyłam się z depresji i właściwie dalej powinnam to robić. Trudno jest być
matką i ojcem jednocześnie - mówi.
W połowie listopada Konieczni dostali mieszkanie od Bytomskiej Spółki Restrukturyzacji Kopalń, bo w starym nie dało się żyć. Niestety, całe do remontu: od ścian po instalację elektryczną. Nigdy nie byłoby ich stać na przeprowadzkę, ale pomoc obiecała Fundacja Rodzin Górniczych opiekująca się sierotami po tragicznie zmarłych górnikach.
- Usłyszałam, że mam wyłożyć pieniądze na remont, a oni potem mi zwrócą. Tak zrobiłam, a w miniony czwartek dowiedziałam się, że konta fundacji są zablokowane i na razie nie dostaniemy ani grosza. Jestem zrozpaczona, bo jak będzie tak dalej, to nie będziemy mieli co jeść - martwi się pani Katarzyna.
Okazuje się, że w podobnej sytuacji znaleźli się też inni podopieczni fundacji. Problemy zaczęły się po niedawnej zmianie zarządu. Odwołano dotychczasowego prezesa Kazimierza Służewskiego, którego zastąpił Bogdan Ćwięk. - Bank zablokował nam konto, bo poprzedni prezes z czystej złośliwości podważył legalność wyborów nowych władz - mówi Ćwięk i pociesza, że taki stan zawieszenia potrwa jeszcze tylko kilka dni. - Niebawem odbędzie się posiedzenie sądu rejestrowego, który zbada, czy były jakieś uchybienia podczas wyboru nowych władz. Ponieważ ich nie było, konto zostanie odwieszone. Wtedy będziemy mogli już normalnie działać - przekonuje prezes Ćwięk.
Służewski, były prezes fundacji, tłumaczy, że nie miał innego wyjścia, bo nowy zarząd zrobił po prostu skok na stołki i kasę. - Jeszcze niczego nie dokonali, a już podnieśli sobie wynagrodzenia o 100 procent - mówi oburzony Służewski i zdradza, że za jego czasów on i jego zastępca zarabiali łącznie 5,6 tys. zł, a nowy, trzyosobowy zarząd fundacji, ma zarabiać ponad 11 tys. zł miesięcznie.
- To jawna bzdura. Koszty są takie same, bo członkowie poprzedniego zarządu byli tu na etatach, a my pracujemy w oparciu o zwykłe umowy cywilnoprawne. Po doliczeniu podatków i ubezpieczeń, które należały się poprzednim prezesom, koszty są takie same - zapewnia prezes Ćwięk.
Co ciekawe, zarówno obecny, jak i odwołany prezes podkreślają, że najbardziej na całej sytuacji tracą podopieczni fundacji. Nie mają jednak pomysłu, jak to zmienić.
- Od 20 listopada nie wypłacili ani jednej zapomogi - mówi Służewski.
- Ale to przecież pan doprowadził do blokady kont - mówimy.
- Musiałem zareagować, by przestrzegano prawa - odpowiada były prezes.
Ćwięk zapewnia, że pomaga, nawet gdy kierowana przez niego fundacja ma zablokowane konta. - Na przykład dla pani Katarzyny Konieczny już znaleźliśmy firmę, która dokończy remont. Potem jakoś się z tą firmą rozliczymy - obiecuje prezes.
Pani Katarzyna, o kłopotach której zrobiło się głośno po reportażu w telewizji TVS, boi się o siebie i rodzinę. - Jesteśmy pod opieką fundacji od dwóch lat. Jeżeli jeszcze oni nas zostawią, to naprawdę nie wiem, jak sobie poradzę. Miałam nawet myśli samobójcze, ale przecież nie mogłabym zostawić dzieci - mówi zrozpaczona kobieta - podkreśla Katowicka \"Gazeta Wyborcza\".