Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

30.54 PLN (+5.31%)

KGHM Polska Miedź S.A.

301.25 PLN (+1.02%)

ORLEN S.A.

144.26 PLN (+4.54%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.88 PLN (+2.93%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.44 PLN (+1.70%)

Enea S.A.

22.04 PLN (+1.75%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.15 PLN (+1.55%)

Złoto

4 662.61 USD (+2.18%)

Srebro

76.13 USD (+3.97%)

Ropa naftowa

108.52 USD (+0.73%)

Gaz ziemny

2.78 USD (0.00%)

Miedź

6.09 USD (+1.73%)

Węgiel kamienny

115.85 USD (+2.48%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

30.54 PLN (+5.31%)

KGHM Polska Miedź S.A.

301.25 PLN (+1.02%)

ORLEN S.A.

144.26 PLN (+4.54%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.88 PLN (+2.93%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.44 PLN (+1.70%)

Enea S.A.

22.04 PLN (+1.75%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

26.15 PLN (+1.55%)

Złoto

4 662.61 USD (+2.18%)

Srebro

76.13 USD (+3.97%)

Ropa naftowa

108.52 USD (+0.73%)

Gaz ziemny

2.78 USD (0.00%)

Miedź

6.09 USD (+1.73%)

Węgiel kamienny

115.85 USD (+2.48%)

Arkadiusz Grządziel: Zmierzył się z „Nagą Górą”

Grzadziel himalaista01 ARC

fot: ARC domowe

Arkadiusz Grządziel w obozie pierwszym na wysokości 4800 metrów

fot: ARC domowe

Z Himalajów powrócił Arkadiusz Grządziel, który był jedynym górnikiem w 12-osobowej wyprawie na Nanga Parbat.

 

 

Ratownik z kopalni „Chwałowice” nie uczestniczył wprawdzie w decydującym szturmie na dziewiąty szczyt Ziemi, ale zebrał nowe doświadczenia i pochlebne recenzje od znanego śląskiego himalaisty Artura Hajzera, który kierował niebezpieczną ekspedycją.

 

 

To była praca drużynowa

 

 

Grządziel w głębi serca odczuwa lekki niedosyt, że to nie on wszedł na sam szczyt „Nagiej Góry”, jak w sanskrycie nazywa się Nanga Parbat. Ma jednak nadzieję, że jego ambicja i zaangażowanie w trakcie wspinaczki zostały dostrzeżone przez Hajzera. To właśnie on będzie kompletował już zupełnie inną ekipę, która przygotowywać się będzie do zimowego wejścia na Broad Peak, ośmiotysięcznik leżący w Karakorum.

 

 

– Zawsze jest trochę żal, że nie było się w grupie szturmowej – przyznaje Grządziel, który ma jednak satysfakcję, że w jego grupie był Robert Szymczak. To właśnie on znalazł się później na samym szczycie, wspólnie z Hajzerem.

 

 

– Wszyscy pracowaliśmy jednak na sukces wyprawy, to była praca drużynowa. Generalnie to była naprawdę ciężka wyprawa, zaś ja jestem bardzo zadowolony z siebie. Nie chorowałem, nie miałem wypadku, a warunki były bardzo trudne. W dzień bardzo gorąco, bo nawet 20 stopni w słońcu, zaś w nocy – minus 15 stopni. Duża amplituda temperatury powodowała lawiny. Wychodząc rano z namiotu, byliśmy praktycznie zasypani i musieliśmy go odkopywać, odśnieżać. Nie było więc lekko, ale cieszę się, że Artur Hajzer i Robert Szymczak, dzięki pomocy reszty ekipy, zdobyli Nanga Parbat, zaś w kolejnym szturmie uczynił to Marcin Kaczkan – dodaje Grządziel, który w pierwszej wersji wyprawy miał zostać dłużej w Himalajach i atakować „Nagą Górę” ze wspomnianym Kaczkanem.

 

 

Wrócił w jednym kawałku

 

 

– Ale pogoda nam nie sprzyjała, no i wyprawa się przedłużała. Marcin mógł tam zostać dłużej, ja już nie, gdyż kończył mi się urlop – wyjaśnia sytuację Grządziel, który 1 lipca wylądował w Polsce po długiej podróży, w czasie której leciał 3 samolotami. Najpierw podróż z Islamabadu do Kataru, później do Frankfurtu nad Menem i wreszcie lądowanie w ojczyźnie. 5 lipca ratownik górniczy i himalaista w jednej osobie zameldował się na powrót w kopalni „Chwałowice”. Wcześniej był oddelegowany do pracy w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu i niewykluczone, że jeszcze tam wróci.

 

 

– Koledzy z „Chwałowic” powitali mnie normalnie, oni przede wszystkim cieszyli się, że wróciłem cały, w jednym kawałku. Pokazałem im zdjęcia z wyprawy, na jednym z nich stoję na tle gór w koszulce z napisem „ratownik górniczy”. Innych akcentów górniczych niestety nie było – śmieje się Grządziel, który dwa lata temu – po wejściu na Pik Korżeniewskiej w Pamirze – zrobił sobie fotkę z logo Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego i kopalni „Chwałowice”. On sam dość często podkreśla, że w czasie wysokogórskich wspinaczek reprezentuje nie tylko „Chwałowice”, ale także jej właściciela, Kompanię Węglową.

 

 

Wyprawa przyniosła mu lekki niedosyt, bo przecież nie dane mu było wejść na sam szczyt. Ale i nadzieję, że wspomniany Artur Hajzer da mu kolejną szansę. Nanga Parbat to tylko etap projektu sportowego, stawiającego sobie za cel wyselekcjonowanie i przygotowanie zespołu wspinaczy, którzy w najbliższych sezonach zimowych zaatakują pięć niezdobytych jeszcze o tej porze roku ośmiotysięczników. A najbardziej łakomym kąskiem jest drugi pod względem wysokości szczyt świata – K2 (8611 m n.p.m.).

 

 

– Moje szanse na to, że znajdę się w tej grupie, są naprawdę duże. Jak Artur wróci, będzie podsumowanie wyprawy i planowanie na zimę. Mam nadzieję, że uwzględni mnie w swoich planach – z przekonaniem mówi Grządziel.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nowa wystawa w Carbonarium. Będzie makieta prezentująca miasto pod powierzchnią ziemi

Funkcjonujące w ramach Łaźni Moszczenica Carbonarium wzbogaci się o nową wystawę stałą. Jednym z ciekawszych jej elementów będą autentyczne szafki górnicze z kopalni Jas-Mos.

Szyb Mikołaj w pełnej krasie. Warto zobaczyć go na zdjęciach

To kolejny szyb, który świetnie się prezentuje na zdjęciach specjalistów z Mobilnego Centrum Digitalizacji Instytutu in. Wojciecha Korfantego. Chodzi o szyb Mikołaj z Rudy Śląskiej.

Po kopalniach w Bytomiu zostały wspomnienia i zdjęcia...

Jeszcze w latach 90. XX wieku w krajobrazie Bytomia dominowały kominy zakładów przemysłowych i produkcyjnych, które tworzyły trzon bytomskiej gospodarki. Dzisiaj po większości zakładów jak: huty, elektrownie, kopalnie węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także karbidowni, browaru i wielu innych zakładach pozostały tylko wspomnienie i zdjęcia. Historię nieczynnych już zakładów przemysłowych i produkcyjnych przedstawił podczas prelekcji „Dawne Zakłady Przemysłowe i Produkcyjne na terenie Bytomia” bytomski historyk Tomasz Sanecki.

Plaża, która zachwyca i wypoczynek, który zostaje w pamięci – poznaj uroki Jarosławca

Są takie miejsca nad polskim morzem, do których chce się wracać. Pachną sosnowym lasem, szumią falami, kuszą spacerami o zachodzie słońca i dają to, czego w codziennym zabieganiu najbardziej nam brakuje, czyli prawdziwy odpoczynek. Jednym z takich miejsc jest Jarosławiec, malownicza nadbałtycka miejscowość, która od kilku lat zachwyca turystów nie tylko klimatem rodzinnego kurortu, ale też niezwykłą plażą znaną jako „polski Dubaj”.