Wygląda na to, że jesteś mężem opatrznościowym Górnika. W debiucie, w meczu przeciwko GKS Katowice, strzeliłeś gola i zapisałeś na koncie asystę. W spotkaniu z Podbeskidziem to twoje trafienie zapewniło zabrzanom trzy punkty. Kibicom Górnika coraz bardziej zaczyna się podobać „czeski film” z Bestą w roli głównej!
-
Zostawiłem Slavię Praga dla Górnika, by pomóc nowej drużynie w powrocie do ekstraklasy. I to jest najważniejsze, a nie moje bramki i asysty. Chociaż nie ukrywam tego, że zdobywanie bramek bardzo mnie cieszy. A o „czeskim filmie” słyszałem w szatni od nowych kolegów. Wiem, że Polacy tak mówią, gdy nie wiadomo, o co chodzi. A ja wiem, o co mi chodzi – o awans Górnika.
Zdaje się, że już cztery lata temu mogłeś zadebiutować w naszym kraju, w zespole krakowskiej Wisły trenowanej wówczas przez doskonale znanego w Zabrzu Wernera Liczkę. Co się stało, że nie doszło do tego transferu?
- Rzeczywiście jak Liczka był trenerem Wisły, to mówiło się o moim przejściu do Krakowa. Ale wtedy Liczka mnie nie chciał i nie zagrałem w Wiśle. Nie mam o to do niego pretensji, widocznie miał inne pomysły kadrowe. Być może moja kariera piłkarska inaczej by się ułożyła, gdybym już w 2005 roku znalazł się w Polsce. Ale wcale tego nie żałuję, że moje życie potoczyło się inaczej.
Pochodzisz z Ostravy, która ma wiele wspólnego z Zabrzem i innymi miastami naszego Śląska. Czy twoja rodzina jest lub była związana z górnictwem?
- Jeszcze nie tak dawno mieszkańcy mojego rodzinnego miasta w dużym stopniu byli zależni od kopalń węgla kamiennego i hut. Ja nie pracowałem w kopalni, ale moja rodzina ma górnicze korzenie. Od 15 lat w Ostravie nie wydobywa się już węgla, miasto zmienia swoje oblicze. Jest nie do poznania! Teraz to nowoczesny ośrodek miejski, w którym zanika przemysł ciężki. Za parę lat w Zabrzu i innych miastach waszego Śląska może być podobnie.
Ligową karierę zaczynałeś w Baniku Ostrava, klubie, który eksportuje swoich najlepszych graczy zarówno do reprezentacji Czech, jak i drużyn zachodnich. Z jakimi gwiazdami czeskiej piłki grałeś w Baniku?
- Jedną z największych gwiazd Banika jest Milan Baros. On akurat odchodził do Liverpoolu, gdy jako 18-latek przechodziłem do Banika z Sokola Hrabuvka, małego klubu z jednej z dzielnic Ostravy. Grałem dłużej z Vaclavem Sverkoszem, który z dobrej strony pokazał się na ostatnich mistrzostwach Europy, czy też innym reprezentantem, Rene Bolfem. Banik wychował wielu znakomitych graczy, ale słyszałem, że Górnik także ma podobne osiągnięcia.
W Czechach mówi się, że masz trudny charakter. Jako przykład czescy dziennikarze podają kary finansowe, którymi zostałeś ukarany przez federację piłkarską. Za brutalny faul na Radimie Rezniku z Banika musiałeś zapłacić 80 tysięcy koron, z kolei za to, że w jednym z meczów zdobyłeś gola ręką, ale dziennikarzom wmawiałeś, że wszystko było w porządku, dostałeś grzywnę w wysokości 25 tysięcy koron. Ładnie to tak oszukiwać kibiców?
- Co do tej bramki zdobytej ręką, to było to w meczu 1. FC Brno z FK Most. Człowiek był młody i nieodpowiedzialny. Musieliśmy wygrać ten mecz za każdą cenę i mnie poniosło. Ręka była rzeczywiście i żałuję teraz, że się nie przyznałem. Ten brzydki faul przydarzył mi się w spotkaniu Brna z Banikiem w 2005 roku. Trochę przesadziłem z ambicją i trafiłem rywala łokciem w głowę. To była poważna sprawa, odwiedziłem go potem w szpitalu i domu. Było mi głupio, ale go przeprosiłem. Takie rzeczy w piłce się zdarzają.
Co wiedziałeś o polskiej piłce zanim zdecydowałeś się na przyjazd do Zabrza?
- Ostrava leży o rzut kamieniem od polskiej granicy, więc o Polsce wiem bardzo dużo. Polska piłka też nie jest mi obca. Wiedziałem wcześniej, że wasz futbol jest agresywny, że co cztery lata gracie na mistrzostwach świata. O sile waszej piłki przekonałem się osobiście nie tak dawno, gdy byłem w Chorzowie na meczu eliminacyjnym Polska – Czechy. Na Stadionie Śląskim była wspaniała atmosfera, zaś wygrana Polaków 2:1 jak najbardziej zasłużona. Blisko 50 tysięcy ludzi na trybunach zrobiło na mnie ogromne wrażenie.