Albo reforma energetyki, albo blackouty...

fot: ARC

Węgiel brunatny, to skała osadowa pochodzenia organicznego roślinnego powstała w neogenie, w erze kenozoicznej ze szczątków roślin obumarłych bez dostępu powietrza...

fot: ARC

To ostatni dzwonek aby przeprowadzić reformę energetyki i rozpocząć niezbędne inwestycje w nowe moce wytwórcze. Od 2016 r. możemy spodziewać się bowiem niedoborów mocy. Czasu jest coraz mniej, a cena, którą przyjdzie zapłacić za blackouty, może być bardzo wysoka.

Ze względu na to, że inwestycje te są wysoce kapitałochłonne i obarczone dużym ryzykiem należy poszukać prawnych instrumentów je stymulujących. Przy wykorzystaniu doświadczeń innych państw, Polska może w kilkanaście miesięcy stworzyć niezbędny do stymulowania inwestycji energetycznych, sprawnie działający rynek mocy. Obecne regulacje oznaczają bowiem prawdopodobieństwo kryzysu na rynku energetycznym.

Inwestycje w nowe moce wytwórcze są i będą inwestycjami dużego ryzyka. Niezależnie od działań dotyczących obniżenia ryzyka związanego z cenami paliw poprzez kontrakty długoterminowe z ich dostawcami, potrzebne są dodatkowe systemy stymulujące inwestycje. Nie chodzi o dotacje, ale systemy rynkowe nazywane rynkami mocy, których celem jest rozłożenie ryzyka pomiędzy firmami energetycznymi i odbiorcami energii.

Ryzyko inwestycji
Ze względu na dużą kapitałochłonność inwestycji i długie okresy zwrotu poniesionych nakładów, decyzje o inwestycjach w energetyce podejmowane były przez firmy energetyczne będące państwową własnością lub pośrednio przez państwo sterowane. Duże ryzyko inwestycji było dzielone pomiędzy odbiorców i firmy energetyczne poprzez centralny mechanizm ustalania cen energii, który pozwalał na rozłożenie ryzyka inwestycji.

Reforma energetyki i jej liberalizacja została dokonana przy dużych nadwyżkach mocy wytwórczych. Pozwalało to na unikanie nowych inwestycji przez wiele lat. Jednocześnie nakazano elektrowniom, aby w swoich decyzjach kierowały się oceną rynkową efektywności inwestycji, co spowodowało zahamowanie inwestycji, nie tylko w Polsce. Nawet duże firmy energetyczne działające w warunkach rynkowych nie są w stanie wziąć na siebie całego ryzyka inwestycji kosztujących dziesiątki miliardów złotych przy czasie zwrotu nakładów wynoszącym 25-30 lat.

Reforma energetyki nie brała pod uwagę, że ze względu na brak możliwości magazynowania energii elektrycznej w dużej skali, znacznie bardziej od samej energii ważne są zdolności wytwórcze, które mogą być uruchomione wtedy, kiedy jest to potrzebne. Takie zdolności wytwórcze muszą istnieć i być dyspozycyjne dla operatora systemu przesyłowego, o ile nie godzimy się na awarie systemowe, które w naszym klimacie mogłyby mieć nieobliczalne skutki. Dlatego konieczne jest uzupełnienie systemu rynkowego, który dziś obejmuje tylko energię elektryczną, o nowy rynek - rynek zdolności wytwórczej zwany rynkiem mocy. Takie rynki działają z sukcesem w USA.

Kompleksowy rynek mocy składa się co najmniej z dwóch segmentów: rynku energii i rynku mocy. Ceny na rynku energii odpowiadają kosztom zmiennym produkcji energii elektrycznej, podczas gdy ceny na rynku mocy czy zdolności wytwórczej są równe kosztom stałym. Co ciekawe przed liberalizacją, w energetyce występowały płatności dwuskładnikowe za energię elektryczną i za moc.

W ramach liberalizacji energetyki w Unii Europejskiej został zbudowany tylko rynek energii, który przez pewien czas pełnił częściowo rolę rynku mocy. Jednak po kilku latach rynek energii ustabilizował się z cenami na poziomie kosztów zmiennych, dowodząc potrzeby powstania rynku mocy, który powinien być wprowadzony jak najszybciej.

Aktywny udział odbiorcy
W obecnym systemie rynkowym odbiorca nabywa energię po cenach rynkowych i może aktywnie uczestniczyć w rynku energii, ale nie może uczestniczyć w zapewnieniu sobie możliwości dostawy energii. Te dostawy zapewniają firmy energetyczne obciążając odbiorcę znacznymi kosztami. Obecnie naszedł czas, aby umożliwić odbiorcy decyzję: ile energii będzie potrzebował i czy tę wielkość mają zapewnić firmy energetyczne, czy też może zrobić to sam - prosumenci - lub zdecydować się na ograniczenie maksymalnej wielkości pobieranej energii - aktywne zarządzanie odbiorami. Coraz bardziej powszechne stosowanie liczników elektronicznych i inteligentne zarządzanie odbiorami umożliwiają takie działania.

Taki mechanizm jest rynek mocy umożliwi odbiorcom podejmowanie samodzielnej decyzji czy będą potrzebować dużo mocy przesyłowej i zdolności wytwórczej z systemu elektroenergetycznego, czy też zapewnią sobie sami produkcję lub zmniejszą zapotrzebowanie. Po wdrożeniu rynku mocy spadną ceny energii elektrycznej i pojawi się nowy element jakim są zdolności wytwórcze - moc. Na takim rynku odbiorcy będą nabywać niezbędną dla ich potrzeb moc sami decydując o jej wielkości. Będzie to nie tylko bodziec do budowania dużych elektrowni, ale przede wszystkim stymulacja generacji lokalnej pozwalającej ograniczyć wydatki na zakup mocy w dużych firmach energetycznych.

Nabywane wielkości mocy wytwórczych powinny być powiązane z tzw. mocą zamówioną, która odpowiada zarezerwowanej dla odbiorcy zdolności przesyłowej sieci. Przyjmuje się, że zdolności wytwórcze powinny odpowiadać w około 115 proc. zdolnościom przesyłowym. Jeżeli odbiorca zamawia moc np. w wielkości 16kW, to jednocześnie powinien nabyć zdolności wytwórcze w wielkości około 18,5kW. Jeżeli stwierdzi, że jest to za duży koszt może obniżyć moc zamówioną np. do 12kW i wtedy nabywane zdolności wytwórcze spadną do 13,8kW.

Rynek mocy jest mechanizmem stymulującym inwestycje poprzez podział ryzyka zapewnienia zdolności wytwórczych pomiędzy firmy energetyczne i odbiorców energii, jednocześnie pozwalając decydować odbiorcom czy zapewnienie sobie możliwości otrzymywania energii zlecą, wraz z towarzyszącym ryzykiem dużym firmom energetycznym, czy zapewnią sobie dostawy energii w firmach lokalnych lub czy być może sami zdecydują się na małe instalacje stając się prosumentami.

Sytuacja w Wielkiej Brytanii
27 czerwca 2013 rząd Wielkiej Brytanii opublikował szczegóły nowej reformy energetyki. Do reformy tej został zmuszony narastającą groźbą braku zaspokojenia zapotrzebowania na energię elektryczną, wynikającą z braku inwestycji.

Anglia jako jeden z pierwszych krajów wprowadziła mechanizmy rynkowe w elektroenergetyce w początkach lat 90. ubiegłego wieku, jednak ze względu na bierność w korygowaniu tych mechanizmów nie działały one prawidłowo. Kolejnym błędem było założenie, że firmy energetyczne, które stwarzają problemy, powinny być sprzedane (sprywatyzowane) i że nabywcy tych firm sami rozwiążą problemy, jakie miałby rozwiązać rząd. Przykładem jest tu sprzedaż elektrowni jądrowych w grupie British Energy francuskiemu koncernowi EdF.

Brytyjska prasa od dawna ostrzegała o zbliżającym się kryzysie. Przewidywania sprawdziły się i postępująca groźba braku energii zmusiła rząd brytyjski do działania. Obecnie wprowadza się reformy rynku, chociaż nie jest możliwe już uniknięcie kosztów wieloletnich zaniedbań. Zgodzono się na cenę energii z elektrowni nuklearnych na poziomie 95funtów/MWh, zaakceptowano kontrakty różnicowe, co oznacza w praktyce stałe ceny gwarantowane dla części wytwórców oraz wprowadza się rynek zdolności wytwórczych - rynek mocy.

Lekcja dla Polski
Obecnie Polska znajduje się w tej samej sytuacji w jakiej była Wielka Brytania kilka lat temu. Dlatego ważne jest skorzystanie z doświadczeń innych, aby w Polsce uniknąć działań, które są zawsze bardzo kosztowne, kiedy są wprowadzane zbyt późno.

Głównym problemem Polski jest brak inwestycji w nowe moce wytwórcze przy starzejących się elektrowniach i wzrastającym zapotrzebowaniu na energię elektryczną. Dlatego potrzebne jest pilnie określenie technologii wytwarzania, które są w stanie w polskich warunkach zapewnić odbiorcom energię elektryczną - tzw. mix energetyczny oraz wdrożyć rynek zdolności wytwórczych stymulujących inwestycję i uaktywniających odbiorców energii elektrycznej. Nie są to działania czasochłonne. Jeżeli będzie istniała wola polityczna, mix energetyczny i zasady rynku mocy można opracować w kilka miesięcy i wdrożyć w ciągu jednego roku.

Nie mamy zbyt dużo czasu, a przykład Wielkiej Brytanii pokazuje, że cena braku reform jest bardzo wysoka.

 

 

Prof. dr hab. inż. Władysław Mielczarski pracuje na stanowisku profesora zwyczajnego w Instytucie Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej. Jest członkiem Europejskiego Instytutu Energii (European Energy Institute), wybranej grupy szesnastu ekspertów z krajów Unii Europejskiej, pełniących funkcję doradczą (think tank) w sprawach energetycznych dla instytucji i firm europejskich. Współpracuje, m.in. z Instytutem Kościuszki.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Asseco pokazało system Polski antydron

Największa polska firma IT stworzyła własny system do wykrywania i monitorowania dronów. Rozwiązanie, które czeka na pierwsze wdrożenie, ma znaleźć zastosowanie militarne i cywilne - czytamy w środę w "Pulsie Biznesu".

Nie będzie zapisów w prawie pozwalających wyłączyć przydomową fotowoltaikę

W projektowanym rozporządzeniu Ministra Energii nie będzie zapisów pozwalających zdalnie wyłączyć przydomowe instalacje fotowoltaiczne - wynika z wtorkowej wypowiedzi ministra energii Miłosza Motyki.

Wzrosty na Wall Street; indeksy z kolejnymi rekordami

Wtorkowa sesja zakończyła się wzrostami i nowymi historycznymi szczytami głównych indeksów. Inwestorzy oceniają szanse na porozumienie USA i Iranu ws. pokoju na Bliskim Wschodzie oraz perspektywy dla rozwoju sektora związanego ze sztuczną inteligencją.

Nowy stary prezes znowu na czele państwowego giganta

Ireneusz Fąfara, dotychczasowy prezes Orlenu został ponownie powołany na to stanowisko - podał we wtorek koncern. Jak wynika z komunikatu spółki, rada nadzorcza na nową kadencję zarządu powołała 8 z 10 jego dotychczasowych członków. Na liście nie ma Pawła Wojtunika i Witolda Literackiego.