fot: ARC
- W naszej dzielnicy wszystko obracało się wokół kopalni, także hokej. Ja też miałem pracować w tej kopalni, gdyż mam wykształcenie górnicze - mówi Adrian Parzyszek
fot: ARC
Rozmowa z Adrianem Parzyszkiem, kapitanem hokeistów GKS-u Tychy
Cztery ostatnie finały hokejowe z udziałem GKS-u Tychy kończyły się waszymi porażkami. Teraz też zagraliście w finale, ale małym, zdobywając brązowe medale po ciężkiej walce z Zagłębiem Sosnowiec. Wreszcie było zwycięstwo, ale satysfakcja jakby mniejsza.
- Można się oczywiście cieszyć z wygranej w małym finale play off, ale ja czuję spory niedosyt. Przecież przed sezonem cel był jasny – mistrzostwo Polski. Powiem szczerze, mieliśmy ogromne szanse na tytuł, bardzo długo prowadziliśmy w sezonie zasadniczym, ale złota nie zdobyliśmy. Dodam, że mieliśmy najlepszy start w lidze w historii klubu, na początku wszystkich ogrywaliśmy, ale w półfinale play off byliśmy minimalnie gorsi od Podhala.
Uczucie niedosytu jest tym większe, że GKS Tychy przez pięć ostatnich sezonów bezskutecznie walczył o mistrzowską koronę, marnując naprawdę duży potencjał organizacyjny i kadrowy.
- Od pięciu lat jesteśmy nastawieni na walkę o mistrzostwo i za każdym razem przegrywaliśmy albo z Cracovią, albo Podhalem. Po prostu można się wściec! A gdybyśmy teraz przegrali brązowe medale z Zagłębiem, to byłaby totalna klapa. Tak więc staram się cieszyć z „brązu”, ale ten medal jest tak trochę na otarcie łez. Nasz prezes Andrzej Skowroński liczył na więcej, ale i on wie doskonale, że w ważnych meczach mieliśmy sporo kontuzji. A po przegranym półfinale z Podhalem byliśmy mocno podłamani, bardzo przeżyliśmy to, że pierwszy raz od 2005 roku nie było nas w finale ligi. W minionym sezonie zrealizowaliśmy tylko jeden cel – zdobyliśmy Puchar Polski.
Jesteś uważany za jednego z najlepszych polskich hokeistów, ale na mistrzostwa świata dywizji 1 w Słowenii nie pojedziesz. Czy to oznacza, że Adrian Parzyszek unika reprezentacji Polski?
- Nie ma mowy o unikach. Ja już wcześniej postawiłem sprawę jasno, przekazując moją decyzję trenerowi Wiktorowi Pyszowi. W zeszłym roku rozmawiałem też o kadrze z Mariuszem Czerkawskim. Reprezentacja Polski to dla mnie temat zamknięty, nie jestem już młodzieniaszkiem i postanowiłem się skupić na grze w klubie. A moim młodszym kolegom z kadry życzę jak najlepiej, będę trzymał za nich kciuki, by awansowali do elity światowego hokeja. Mnie się jakoś nie udawało.
W twojej rodzinie, oprócz hokeja, bardzo ważna była kopalnia „Wieczorek”, dzięki której Parzyszkowie mogli zarabiać na chleb.
- Mój tata nie tylko grał w hokeja w Naprzodzie Janów, gdzie ja również występowałem, ale także pracował w kopalni „Wieczorek”. Był zatrudniony pod ziemią, jak również na powierzchni. Teraz jest na górniczej emeryturze. Mama dalej pracuje na „Wieczorku”, w dziale zaopatrzenia. Tak po prawdzie, to cała rodzina związana jest z tą kopalnią. Był taki czas, że cały Nikiszowiec, gdzie się urodziłem, pracował na „Wieczorku”. W naszej dzielnicy wszystko obracało się wokół kopalni, także hokej. W pewnym okresie zespół Naprzodu grał w koszulkach z napisem KWK „Wieczorek” i kibice żartowali, że na lodzie jeżdżą wyłącznie bracia Wieczorkowie. Ja też miałem pracować w tej kopalni, gdyż mam wykształcenie górnicze. A konkretnie to jestem technikiem-mechanikiem maszyn górniczych. Chodziłem do Technikum Górniczego w Katowicach-Brynowie, w systemie dziennym, ale jak już zacząłem na poważnie grać w hokeja, to kończyłem szkołę wieczorowo.
Nie myślisz czasami o powrocie do korzeni, czyli ponownej grze w Naprzodzie Janów?
- Na razie jestem w GKS-ie Tychy i mam kontrakt ważny do końca marca. Jeśli dostałbym propozycję powrotu do Janowa, to na pewno bym ją rozważył. Zobaczymy, co czas przyniesie...
Adrian Parzyszek urodził się 18 października 1975 r. w Katowicach. Zaczynał grę w hokeja w Naprzodzie Janów, jednak największe sukcesy odniósł w barwach Unii Oświęcim. Z tym klubem 7 razy zdobywał mistrzostwo Polski. Ósmy tytuł mistrzowski wywalczył w 2005 r., grając pierwszy sezon w GKS-ie Tychy. Aktualnie jest kapitanem tyskiej drużyny. Przez 11 lat (1997–2008) występował w reprezentacji Polski.