Adama Małysza mobilizowało nawet… Radio Maryja

Adam Małysz przeżywa swoje dni chwały. Po zdobyciu srebrnego medalu olimpijskiego na średniej skoczni w Whistler, zapowiada kolejny krążek. Tym razem ma to być olimpijskie „złoto”, którego brakuje mu do kolekcji. – Po ośmiu latach wróciłem na olimpijskie podium. Teraz powalczę o złoty medal – stwierdził Małysz po swoim sobotnim wyczynie.

 

Tak naprawdę to nasz „Orzeł z Wisły” nie miał nawet czasu, by cieszyć się z medalu. - Nie bardzo miałem kiedy. Przyjechałem ze skoczni do wioski o 15.30. Zjadłem, wykąpałem się i zaraz trzeba było jechać na dekorację. A, i jeszcze zdążyłem przeczytać 96 smsów, które dostałem przed konkursem z życzeniami powodzenia i po konkursie - z gratulacjami. Jak to wszystko czytałem, to po raz kolejny się popłakałem, bo niektóre były naprawdę wzruszające. Inne zabawne – tak relacjonował mediom swoje pierwsze godziny po powrocie ze skoczni do wioski olimpijskiej w Whistler.
 

Wcześniej były wzloty i upadki, byli i tacy, którzy postawili na Adamie przysłowiowy krzyżyk… Jak ocenia tę sytuację?

– Powtarzałem sobie, że do igrzysk przygotowałem się solidnie. Nie miałem sobie nic do zarzucenia, nic nie zawaliłem, nic nie zaniedbałem. Brakowało wyników. Miałem chwile zwątpienia, tak jak podczas całej kariery. Nigdy jednak nie poczułem się wypalony jako sportowiec. Kiedy było źle, wspominałem to, co było dobre. Sukcesy. Przypominałem też sobie kibiców i wtedy chęć do skakania, pracy i treningów wracała. Ostatnio na duchu podtrzymywali mnie trener Hannu Lepistoe, jego asystent Robert Mateja i serwismen Maciek Maciusiak. Ale jednak to Hannu zawdzięczam najwięcej. Właściwie wszystko, co jest związane z tym medalem. Im go dedykuję i dziękuję za ciężką pracę. Nikt nigdy wprost mi nie powiedział, że się nie nadaję, że powinienem skończyć ze skakaniem, bo jestem za stary i że na igrzyskach nie odniosę sukcesu. Może ci, co tak sądzili, nie ujawnili się ze strachu? Nie wiem. Każdy mój medal okupiony jest ciężką pracą i ogromnymi wyrzeczeniami. To nie jest zagraniczna wycieczka z przerwą na kilka skoków. Nie myślę o tym teraz. Teraz się cieszę. Taką prostą radością.

 

Po dekoracji medalami, Adam był długo oblegany przez reporterów, ale cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Nawet na takie, czy nie powinien udusić Simona Ammanna, bo wtedy miałby wymarzony złoty medal.

- Udusić Ammanna? Nie, nie ma mowy, on jest sympatyczny. Ale faktycznie, pokonać go ciężko, bo jest teraz niesamowicie mocny – stwierdził rezolutnie Adam.
 

Małysz dużo mówił też o wsparciu, które otrzymuje zarówno od kibiców, jak i od dziennikarzy. Nawet od tych z niesportowych mediów, jak... Radio Maryja.
- Przyjechał do Whistler nawet ktoś z Radia Maryja i powiedział mi, żebym zrobił ten pierwszy krok, że wszyscy słuchacze za mną trzymają. Nie miałem wyjścia - uśmiechał się Adam. - Zresztą jak tu nie skakać dobrze dla takich kibiców, których mam tu za sobą - wskazywał nasz najlepszy skoczek na tłumy z biało-czerwonymi flagami.


- Cieszę się, że zdobyłem ten srebrny medal. Mam nadzieję, że to dopiero początek i nasza reprezentacja zdobędzie na tych igrzyskach rekordowo dużo medali – dodał na koniec „Orzeł z Wisły”.

 

Adam Małysz – polski skoczek narciarski. Jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii skoków narciarskich. Trzykrotny medalista olimpijski, czterokrotny indywidualny mistrz świata, czterokrotny (w tym trzykrotny z rzędu) zdobywca Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni, trzykrotny zwycięzca Turnieju Nordyckiego, trzykrotny triumfator Letniego Grand Prix, zdobywca Pucharu KOP, dwudziestokrotny zimowy mistrz Polski, szesnastokrotny letni mistrz Polski, rekordzista Polski i były współrekordzista świata w długości skoku narciarskiego (225 m). Czterokrotnie wybierany najlepszym sportowcem Polski. Kawaler Krzyża Komandorskiego i Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski.
 

Data urodzenia: 3 grudnia 1977
Miejsce urodzenia: Wisła
Waga: 53,5 kg
Wzrost: 170 cm
Stan cywilny: żonaty
Przydomek: Orzeł z Wisły
Pierwszy trener: Jan Szturc
Trener kadry: Łukasz Kruczek (od 2008 r.)
Trener indywidualny: Hannu Lepistö
Klub: KS Wisła Ustronianka
Pierwszy skok: 1983 w Wiśle
Debiut w PŚ: grudzień 1994 w Planicy
Pierwszy start w konkursie PŚ: 4 stycznia 1995 w Innsbrucku (17. miejsce)
Pierwsze punkty PŚ: 4 stycznia 1995 w Innsbrucku (17. miejsce)
Pierwsze podium PŚ: 18 lutego 1996 w Iron Mountain (2. miejsce)
Najdłuższy skok: 225 m na Letalnicy w Planicy (20 i 22 marca 2003)

 

Największe sukcesy Małysza:

 

Igrzyska Olimpijskie

Salt Lake City (2002 r.): skocznia K-120 indywidualnie srebro, skocznia K-90 indywidualnie brąz
Vancouver (2010): skocznia K-95 indywidualnie srebro
2002

 

Mistrzostwa świata

Lahti (2001): skocznia K-90 indywidualnie złoto, skocznia K-116 indywidualnie srebro

Val di Fiemme (2003): skocznia K-120 indywidualnie złoto, skocznia K-95
indywidualnie złoto

Sapporo (2007): skocznia K-90 indywidualnie srebro
2001.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z kopalni na tatami

Jan Mąsior pracuje na co dzień w Południowym Koncernie Węglowym, w Zakładzie Górniczym Janina. W Dziale BHP dba o bezpieczeństwo pracowników kopalni. Po godzinach od ponad trzech dekad rozwija swoją sportową drogę w Karate Kyokushin. I osiąga sukcesy!

O transformacji, terenach pogórniczych i dziedzictwie Śląska

W Rydułtowach miała miejsce II edycja wystawy fotograficznej, w tym roku pod nazwą „Ratownicy górniczy – siła współpracy, odwaga zmiany”. Wydarzenie było zrealizowane w ramach działania „Jo był uratowany”.

Książka na wakacje: „Moi przyjaciele”. O pewnym obrazie z widokiem na molo

To książka w sam raz na nadchodzące wakacje, gdy większości z nas kojarzą się one wyłącznie z morzem. Chociaż jednak nie. To książka dobra na każdą porę roku, bo zawsze jest dobrze przeczytać o ponadczasowej przyjaźni, takiej na dobre i na złe. Fredrik Backman, autor książki „Moi przyjaciele”, zaprasza na wędrówkę śladami losów czwórki przyjaciół z nie zawsze szczęśliwym zakończeniem.

MUSZLOWNIK 2026 KZM 25

Punkowe granie w górniczym parku. Oto Muszlownik Murcki Festiwal na zdjęciach!

Za nami XV Muszlownik Murcki Festiwal, czyli wydarzenie, które na stałe wpisało się w kalendarz kulturalny dzielnicy. Byliśmy tam i my - z aparatem!