Adam Sofuł: Gorzkie żale nad polityką energetyczną
fot: ARC
Szwedzki Vattenfall Sales Poland i niemiecki RWE Polska bez zgody Urzędu Regulacji Energetyki podnoszą od lutego ceny energii
fot: ARC
Posłowie wolą dyskutować o tym, kto zawinił, że jest tak, jak jest. Dyskusja o tym, co zrobić, by było inaczej pojawia się niejako na marginesie debat. Szukamy więc winnych (skądinąd słusznie) zaniechania kontraktu norweskiego, ale już znacznie mniejszym zainteresowaniem cieszy się problem, jakie konkretne warunki trzeba spełnić i ile pieniędzy wydać, by powrót do tej koncepcji był możliwy. Jest nośne politycznie hasło gazoportu, ale dyskusję o kosztach zbywa się twierdzeniem, że \"bezpieczeństwo kosztuje\". W tym tygodniu ta inwestycja ma być uznana za rządowy priorytet. Znowu.
Można postawić przed Trybunałem Stanu wszystkich winnych zaniechania dotychczasowych dywersyfikacyjnych inicjatyw, można wydać — jak chce Sojusz Lewicy Demokratycznej — białą księgę (lubimy thrillery), ale od tego bezpieczeństwo energetyczne Polski nie zwiększy się ani o jotę. Nie należy rezygnować ze śmiałych wizji wielkich inwestycji, ale zawsze warto skonfrontować je z nieco wyśmiewanym \"inżynierskim\" podejściem prezentowanym przez Waldemara Pawlaka. Wizjonerzy mogą przekonać, że warto coś zrobić, ale i tak inżynierowie będą musieli im powiedzieć, jak. Bo przy okazji następnego kryzysu nie trzeba będzie organizować kolejnej sejmowej debaty, tylko wziąć stenogramy z poprzedniej.